Kolumna góra

Słuchy z Krainy
Aktualny rok: 1846

Na ulicach słychać szepty o wielkim wyścigu mającym ciągnąć się przez całą Krainę – za wygraną przewidywana jest gigantyczna suma pieniędzy, amnestia wszystkich przestępstw oraz zapewnienie bezpieczeństwa na okres roku. Co ambitniejsi już poszukują wierzchowców na ten morderczy wysiłek.

W Saint Thomas w niewyjaśnionych okolicznościach zniknął kolejny szeryf. Za każdą przydatną informację przewidziana jest nagroda.

Już niedługo w Jackburg: cyrk! Kobieta-guma, linoskoczkowie i najsilniejsi ludzie w całej Krainie. Przyjedzcie zobaczyć to na własne oczy.

Aktualnie poszukiwani są: Otelia Crippen
Dziękujemy za pomoc w schwytaniu Clide'a 'Smiley' Byersa. Aktualnie oczekuje na wyrok sądu.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Vasily i Ogata. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Vasily i Ogata. Pokaż wszystkie posty

2.01.2022

Od Ogaty CD. Vasi

    Pulsujący ból głowy nie pomagał, nawet jeżeli był już trzeźwy, na zdrową ocenę tego co się dzieje. Niby wiedział, słyszał, rozumiał, ale po chwili wypuszczał w niepamięć. Słysząc jakże trafny komentarz Rosjanina sprawił że zmarszczył swoją twarz jeszcze bardziej, a podczas tego przygarnął dodatkowy materiał, który zapewniałby mu więcej ciepła. Nie był wdzięczny, raczej uznawał to za coś oczywistego. Owinął się jeszcze szczelniej i odwrócił na drugi bok, obserwując jak drugi mężczyzna się rusza, zbierając coraz to więcej ofiar poprzedniej nocy. Położył się płasko na plecach i przewrócił… okiem. Niczego nigdy nie żałował, ale w tym momencie… Miał złe przeczucia. Strzelanie do losowych niewinnych ludzi, pakowanie kulek między oczy (albo palcy w oczy, taka opcja też istniała) czy machaniem przeróżnymi, niezbyt bezpiecznymi i moralnymi rzeczami nigdy go nie martwiło, nie, skądże, ale obecność Ruska, obok którego pozwolił sobie na to… co się stało? Martwiło. Prychnął pod nosem i postanowił także ruszyć swoje dupsko, przeklinając jak szewc pod nosem. Nigdy do tego się nie przyzwyczai – zwłaszcza gdy świat dookoła wyglądał jakby chciał mu śliwę nabić. 

    Do domku wpadło świeże powietrze którym można było oddychać. Ogata miał ubrane już spodnie i sięgał po koszulę, gdy wziął głębszy oddech. Zerknął ponownie na towarzyszącego mu, również dezertera, który to był jakże zainteresowany światem zewnętrznym na który patrzył w tej chwili.

    Nie odezwał się, mieląc w głowie wcześniejsze wydarzenia i szukając momentu w którym się stoczył, nie, w którym popełnił błąd, w którym przesadził. Błąd popełnił… znacznie wcześniej. Stając się zbyt nieostrożnym. Pozwalając sobie na zostawianie śladów, nie dbając o rany, a potem wyszło że się schlał jak ostatni rasowy pijak. Nie mówiąc już o… innych substancjach i doświadczeniach. Jasna cholera. Zdusił ziewnięcie i zerknął na szafkę nocną, już bardziej trzeźwy niż wcześniej. To co zobaczył… Mrugnął parę razy, ignorując nieproszonego od wczoraj towarzysza, niegdyś wroga, sięgając po szkicownik i przypatrując się postaci. Czy to on? Prychnął, gotowy żeby wyrwać kartkę i wyrzucić do ognia, zbulwersowany wizerunkiem siebie jako coś innego niż… No właśnie, co? Wstrzymał się jednak po dwóch centymetrach, czując się podobnie tak, jak kiedyś. 

    — W cholerę ze wszystkim — wymamrotał wstając, a koszula zafalowała wraz z jego ruchem. Podszedł do Vasyi i wcisnął mu jego własny przedmiot w ręce, agresywnie się garbiąc i odwracając wzrok, odchodząc na parę metrów. 

    — My żadnych planów nie mamy. Zabierasz swoje manatki i spadasz, póki nie mam rąk na karabinie. Zobaczę cię raz jeszcze to tym razem szczęścia mieć nie będziesz i faktycznie będziesz zimny i martwy. Rozumiesz? — oziębły i głęboki ton głosu wydobywał się z jego gardła kiedy ten szturchnął palenisko i zajął się ubieraniem reszty odzienia. Nie odwrócił się do niego, bo po co? A tak przynajmniej sobie wmawiał, utrzymując twarz w spiętej mimice. 

7.12.2021

Od Vasi cd. Ogaty

Vasia wyspał się pierwszy raz od niepamiętnych czasów. Zwykle jego sen był krótki i urywał się w momencie, gdy usłyszał w pobliżu niepokojący hałas. Tym razem przespał całą noc bez nieoczekiwanego zrywania się z posłania czy koszmarów. Coś nowego, zaskakującego, ale zarazem przyjemnego. Nie nastawiał się jednak na powtórkę. Ogata wydawał się raczej oziębły, więc nie spodziewał się by taka sytuacja miała jeszcze kiedyś miejsce.

Obserwował jego reakcję z nieukrywanym zaciekawieniem. Przez myśl przeszło mu, że brunet całkiem uroczo wygląda z rozczochranymi włosami. Mimowolnie uśmiechnął się na widok śladów po zębach, które dezerter miał na skórze po wspólnie spędzonej nocy. Pewnie taka pamiątka mu się nie spodoba, ale Vasily nie przejmował się tym ani trochę. W końcu to nic wielkiego, znikną same za kilka dni.

— Wygląda na to, że bardzo lubisz strzelać w głowę ludziom, którzy wpadną ci w oko — stwierdził z lekkim rozbawieniem. Odrzucił kołdrę, oddając ją Ogacie. Sądząc po tym jak się kulił, pewnie było mu zimno.

Energicznie wstał z łóżka i zgarnął swoje rzeczy. Część z nich zebrał z podłogi, gdzie wylądowały nim znaleźli się w łóżku, a pozostałe znalazł w pobliżu kominka, gdzie się suszyły. Ubrał je na siebie, żeby nie chodzić nago. Podszedł do okna i otworzył je na oścież. Do pomieszczenia wpadło sporo dziennego światła, a rześkie powietrze miało szansę pozbyć się zaduchu i charakterystycznego zapachu kurzu.

— Sporo wczoraj wypiłeś — zagaił, wyglądając na zewnątrz. Przez burzę kilka drzew w oddali złamało się i przewróciło. Na podwórzu zauważył kałuże i błotnistą, śliską powierzchnię. Usłyszał rżenie swojej kulawej kobyły, więc przynajmniej nie zanosiło się na to, że będzie musiał jej znowu szukać po kniejach.

— Jest tu w okolicy jakaś studnia? — podpytał. — Przyniósłbym ci wodę — zaoferował słowem wyjaśnienia. — Pewnie masz niezłego kaca — dodał, choć już poprzedniego dnia usiłował mu przemówić do rozsądku i dać do zrozumienia, że picie alkoholu w takiej ilości nie jest najlepszym pomysłem.

Vasily rozejrzał się po pokoju, ale nie dostrzegł niczego do jedzenia. Burczenie w brzuchu przypomniało mu o tym, że i o tę potrzebę należałoby zadbać. Zupełnie zapomniał przez to o szkicowniku, który zostawił na podniszczonej szafce nocnej. Powiew wiatru szarpał stroną, na której znajdował się rysunek śpiącego Ogaty.

— Jakie mamy plany na później? — zastanowił się na głos.

5.12.2021

Od Ogaty CD. Vasi

     Rozdzierający ból głowy był pierwszym czego doświadczył po obudzeniu się. Nie ruszał się, zaciskając powieki i licząc do dziesięciu – a po wypowiedzeniu w myślach najmniejszej dwucyfrowej liczby, jedynym sprawnym okiem spojrzał na sufit, a następnie na znajome mu już od, może nie aż tak długiego, ale od jakiegoś już czasu, miejsce. Nie wyglądało zbyt przytulnie, takie też nie było, ale spełniało wymogi pseudo komfortowego życia. Bo lepszy dach, ciepło i łóżko niż zimna ziemia przy konarze drzewa, dzieląc swoją strefę komfortu z wszelakim robactwem, a czasami i zwierzętami. Ugh.

    Zamrugał parę razy, ciągle niezbyt kontaktując z rzeczywistością, nie wydając żadnego dźwięku przy tym oprócz spokojnego, miarowego oddechu. Wdech. Znowu wypiłem. Wydech. Rusek. Wdech. Spojrzał w bok, na ciągle wtedy śpiącego dezertera. Jasna cholera. Wydech. 

    Przeciągnął się na łóżku, mrucząc przy tym gdy odczuł ból w pewnych częściach ciała, po czym przetarł twarz. Nie miał siły na fałszywy uśmieszek czy gierki, zwłaszcza gdy coraz to więcej wspomnień zalewało jego głowę – czy to te z dnia poprzednia, wieczora, nocy, to także z koszmarów, które mu się śniły. Śnił mu się one często i był dość przyzwyczajony do nich, lecz do pewnych kwestii nie da się przyzwyczaić – w tej kwestii nawet nie potrafił siebie do tego przekonać, niestety. 

    Sylwetka, źródło ciepła tuż obok się ruszyła – Ogata już nie mógł udawać że go tu nie ma. Odwrócił głowę na bok, jego policzek niezgrabnie zniekształcając się przy tym i patrzył na niego. Na jego niebieskie oczy i kasztanowe włosy, które w tym momencie odstawały na wszystkie strony. Na dodatek ta różnica wzrostu. Zdusił w sobie westchnięcie męczennika, starając się zachować jak najbardziej neutralną mimikę twarzy – mina mu jednak zrzędła gdy Rusek zadał pytanie. Zmarszczył brwi i jednym okiem patrzył spod byka na niego, jednocześnie jego serce przyspieszając swoje bicie. Trochę. W końcu, chodzi o Yuusaku.

    Przez moment nie odpowiadał. Przez dłuższy moment. Zagryzł wargę po czym zmarszczył brzydko nos na moment. 

    — Ktoś, kogo mi przypominasz i kto dostał kulką w łeb ode mnie — wycedził przez zaciśnięte zęby, mrużąc oko i gapiąc się na niego.

    — Coś jeszcze chcesz wiedzieć? — Ogata podciągnął nogi pod siebie, zwijając się przy tym w jakby kulkę, zawijając kołdrę bardziej wokół siebie. Tęsknił już za tym chorym poczuciem i źródłem ciepła, jednak na głos w życiu by się do tego nie przyznał — więc tylko świdrował go swoim zdenerwowanym spojrzeniem.

    Bo jak tu nie być w humorze gdy ma się kaca.

Od Vasi cd. Ogaty

Vasily nie spodziewał się, że ten dzień zakończy w takich okolicznościach. Prawdę mówiąc bardziej oczywista wydawała się kolejna strzelanina albo kolejny dzień bezowocnych poszukiwań. Nie sądził, że przyjdzie mu zasypiać w (co prawda starym i dość zniszczonym, ale jednak) domu, leżąc na prawdziwym łóżku, na dodatek z kimś u boku. Zważywszy, że tą osobą był Ogata. Skośnooki żołnierz, za którym zjechał setki kilometrów, przedzierał się przez chaszcze, brodził w śniegu po kolana i znosił tutejsze upały.

Przypatrywał się mu w milczeniu, raz wytężając wzrok w niemal całkowitych ciemnościach, które na ułamki sekundy przerywał blask błyskawicy za oknem. Choć była noc i znajdowali się na jakimś pustkowiu, wokół słyszał masę dźwięków. Krople deszczu uderzały o okna i parapety, ogień trzaskał w kominku, niekiedy wszystko zagłuszał burzowy grzmot, a jednak kiedy znajdował się tak blisko drugiego ciała, jego bicie serca wydawało się tak głośne i wyraźne pośród wszystkich innych.

Nie wiedział, o której godzinie zasnął, bo nie dysponował zegarkiem, ale kiedy się obudził, promienie słońca wdzierały się przez pozrywane zasłony do środka pomieszczenia. W jasnym świetle pomieszczenie wydawało się brzydsze, ale nie zaprzątał sobie tym głowy. W pierwszej chwili chciał sięgnąć po broń, kiedy poczuł ruch na posłaniu. Dopiero potem przypomniał sobie, że przecież wypełnił swoją misję, odnalazł Ogatę, choć nie zamierzał go zabijać, jak mu to rozkazano prawie pół roku temu.

Obrócił się na bok, rozluźniając napięte mięśnie. Oparł głowę na ręku, zauważając, że jego towarzysz najwyraźniej również już nie śpi. Po głowie krążyło mu pytanie, które zadał sobie już poprzedniego dnia, ale dopiero dziś postanowił je wypowiedzieć. Nie był pewien, czy Ogata znowu go nie zbędzie, jednak przecież uprzedzał go o tym, że chce dowiedzieć się o nim więcej. W najgorszym wypadku nie odpowie albo zdzieli go po głowie za bycie zbyt ciekawskim.

— Kim jest Yuusaku? — spytał nagle, drapiąc się po gęstej brodzie. — Już drugi raz wypowiedziałeś to słowo. Zakładam, że to imię i nie należy do kogoś, kto jest ci obojętny. — Vasia podzielił się swoimi spostrzeżeniami, choć oczywiście mogły okazać się błędne. Wpatrywał się w Ogatę, zainteresowany jego reakcją.

28.11.2021

Od Ogaty CD. Vasi [+18]

    TW: Kazirodztwo

    Ogata wiele razy się całował. Nie było to dla niego nic nowego czy coś wielkiego, a jednak gdy Vasily przestawał paplać i zajmował się ich ustami, jego umysł zaczynał płatać mu figle. Sprawiał, że wyobrażał sobie co innego. Miał wrażenie, że za chwilę posmakuje strużki krwi, która tak nieustannie spływała z czoła. 

    Z nim, to on prowadził ich obu. Młody, niedoświadczony chłopak od flagi, który tak dzielnie i chętnie, jednocześnie tak nieśmiało i niewinnie, podążał za krokami swojego starszego brata, który uczył go rzeczy, których nie powinien. Ogata chciał jedynie go wtedy wykorzystać, ale nie mógł zignorować, że to Yuusaku pierwszy pochylił się nad nim i pogłaskał go drżącą, dużą i gładką dłonią, po policzku. Zabrał mu oddech tym gestem czułości. Sprawił, że to wszystko się zaczęło. Smakował wtedy jak sake, które było powodem jego chwilowej odwagi, która szybko zniknęła – tak samo jak jego twarz blisko tej Ogaty, gdyby nie chwycił go za ramię, zatrzymując tym samym. 

    A potem…

20.10.2021

Od Vasi cd. Ogaty [+18]

Przez twarz Vasi przemknął uśmiech, gdy zauważył jak Ogata zadrżał. Pozwolił mu się pociągnąć na łóżko, bo przecież i tak nie miał nic innego do roboty. Pościel nie wydawała się pierwszej świeżości, wyglądała na dość starą, cholera wie kiedy ostatnio raz była prana, ale nie zaprzątał sobie tym głowy. Sypiał w gorszych warunkach. Na słomie w stodole albo pod gołym niebem, ukryty gdzieś pod prowizorycznym szałasem lub w koronie drzew. Zdążył przywyknąć do takiego życia. Leżenie w łóżku wydawało mu się przez to aż dziwne, zaskakująco normalne.

Przez chwilę wisiał tuż nad nim, tak blisko, że czuł gorący oddech mężczyzny ma swojej skórze. Ostatecznie uwalił się jednak na skrzypiącym materacu u jego boku. Przeciągnął się, wzdychając cicho. Ostrzeżenie Ogaty powinno go zniechęcić, sprawić, żeby dał sobie spokój i wybił z głowy próbę utworzenia między nimi relacji, ale nie zamierzał się tak łatwo poddać. Objął go jedną ręką w pasie, a drugą podłożył sobie pod głowę.

— Nie boję się. I tak nie mam nic do stracenia — odparł bez zastanowienia.

Rodzice nie żyli od dawna, prawdopodobnie jego babcia również. Dzieci nie miał i mieć nie zamierzał. Na znajomych z armii nie zależało mu, co dobitnie udowodnił posługując się nimi jako przynętą. Nie posiadał majątku, którego byłoby mu szkoda stracić, jedynie karabin, drobiazgi upchnięte po kieszeniach i to, co zdołała udźwignąć jego kulawa klacz. Nikt by po nim nawet nie płakał, w końcu wszyscy których znał uważali go już za martwego. Śmiał twierdzić, że żałowałby, gdyby nie spróbował.

Nie miał nic przeciwko temu, że brunet pociągnął go za włosy. Odchylił głowę, reagując na ugryzienie w szyję cichym pomrukiem. Rosjanin przyłapał się na myśli że chciał, aby został po tym ślad. Coś, co by mu o tym przypominało, a może co byłoby też znakiem dla innych? Kto wie jakie intencje kryły się pod działaniami Ogaty. Zmrużył oczy, przyglądając mu się zza długich, jasnych rzęs.

— Zwykle nie mam z kim gadać, a poza tym chcę się o nich dowiedzieć — odpowiedział, ale pokusa pocałowania Ogaty, kiedy znajdował się tak blisko była silniejsza. Na dodatek pocałunek skutecznie go uciszył, więc chyba Japończyk mógł być podwójnie usatysfakcjonowany.

Poza tym, wcale nie planował skończyć tylko na tym. Wręcz przeciwnie, skoro Ogata sugerował, że było mu mało bliskości, postanowił mu ją ofiarować. Im niżej schodził, tym na ciele mężczyzny zostawało więcej różowych, wilgotnych śladów, aż w końcu całkiem zniknął pod puchową kołdrą.

19.10.2021

Od Ogaty cd. Vasi

    Czy ludziom na nim zależy? Chciało mu się śmiać na to stwierdzenie. Nikomu na nim nie zależało. Każdy akt dobroci sprawiał że robiło mu się niedobrze. Zresztą, dobroć? Prędzej bycie egoistą który pragnie zaspokoić swoje własne potrzeby, wykorzystując do tego celu innych, uśmiechając się przy tym słodko, patrząc ciepło. Nie cierpiał tego. Zniszczy każdego, kto będzie dla niego dobry. Miły. Będzie na nim zależało. Ale czy naprawdę tego pragnął?
    Słowa Vasi sprawiły, że poczuł coś. Nie lubił tego. Miał ochotę go zepchnąć, wziąć karabin i go zastrzelić w tym samym momencie przez te słowa. Za kogo on się uważał? Od razu pomyślał o Yuusaku i przeklął w myślach, zdając sobie sprawę że jednak lubił ten ton głosu. Ta bezczelna pewność siebie, gdy chodziło o inną osobę, gdy chodziło o niego.
    Zadrżał pod jego dotykiem, przymykając mimowolnie oczy. A może jednak da mu tą przyjemność spełnienia swoich egoistycznych zachciewajek, grania świętego, dobrego rycerza na białym koniu? Nie było to takie złe…
    Nie, Hyakunosuke. Tak nie może być. Pamiętaj kim jesteś. Pamiętaj jak żyłeś. Pamiętaj co zrobiłeś. Pamiętaj kto patrzy, z bolesnym uśmiechem wymalowanym na twarzy i krwią spływającą po jej środku. Duch, zjawa, klątwa, trauma i oaza, trująca i lecząca jednocześnie. Taki był. Tak go postrzegał.
    Patrzył w jego oczy, znajdując w nich ukojenie. Spokój, który wypełniał jego duszę, a pojedyncze oko się przymykało, bo to oczami wyobraźni właśnie teraz spoglądał na niebo. A może był to ocena, czy jezioro? Nie było to ważne. Same odczucia były ważne, a Ogata nie potrafił ich jednak do końca sklasyfikować – były dobre, potrzebne, czy były może zagrożeniem? Jawnym, bądź ukrytym, które da o sobie znać jakiś czas później?
    Mrugnął, wyrywając się z tego zamyślenia, gdy Rosjanin wstał. Całkowicie go przed chwilą nie słuchał, lecz nie miał zamiaru się go pytać co tam jeszcze mówił. Teraz… Teraz było co innego mu w głowie.
    Został pchnięty na łóżko, palce jednej dłoni od razu zaciskając się na zmiętej pościeli, a drugą ręką bezwstydnie pociągnął dezertera za sobą, zmuszając go do oparcia obydwóch dłoni o łoże, o wiszenie tuż nad nim, po czym włożył palce wolnej ręki w jego włosy, po raz kolejny tego dnia i zbliżył się do niego i…
    — Będziesz tego wszystkiego żałował. W momencie kiedy podążyłeś za mną nie po to, żeby mnie zabić, popełniłeś już ogromny błąd.
    Szeptał, będąc totalnie blisko niego, stykając się niemal nosami, patrząc w hipnotyzujący błękit. Uśmiechnął się połowicznie, po czym położył się na plecach, ciągnąc Vasię ze sobą w dół. Drugą rękę, która wcześniej była zajęta trzymaniem go w pozycji, dołączył do drugiej która bawiła się świetnie w rudawych włosach i podciągnął się na nich, zmrużył oczy i musnął jego usta w powolny sposób. Mieli teraz czas, lecz Ogata – mimo że do tego na głos się nie przyzna – był zmęczony, lecz pragnienie otrzymania uwagi, pragnienie dotyku na jego ciele było znacznie większe, a jego wargi, które oblizał chwilę przedtem, nie były jedynymi, które miały to dostać.
    A Ogata dostawał to, czego chciał – pociągnął za przydługawe kosmyki, jednocześnie gryząc Rosjanina.
    — Jest za dużo rzeczy o których nie wiesz, Vasyenka — wymruczał mu w usta. — I zdecydowanie za dużo gadasz, a nie tego trzeba.

12.10.2021

Od Vasi cd. Ogaty

Vasia nie przejął się skrzypieniem starego mebla. W najgorszym przypadku zawsze mieli do dyspozycji jeszcze drugie, z którego zresztą nie zdecydował się wcześniej skorzystać. Na kolanach Ogaty było mu wygodnie, miękko i ciepło, choć zastanawiał się, czy nie waży zbyt dużo, żeby tak sobie na nim siedzieć. Mężczyzna nie zgłosił jednak ani słowa skargi, więc chyba mu odpowiadało to, że znajdowali się w takiej pozycji.

Zaśmiał się ochryple na widok wyrazu obrzydzenia na twarzy Japończyka. Wyglądał zabawnie, gdy stroił takie miny. Vasily pogładził go wolną dłonią po policzku, na którym również znajdowała się blizna, choć była bardziej regularna, prosta i zrosła się dużo lepiej. Dzięki temu u Ogaty ślady po odniesionych obrażeniach rzucały się dużo mniej w oczy. Niemniej, Vasia zastanawiał się co takiego mu się przytrafiło, w jakich okolicznościach. Dezerter stanowił jedną wielką niewiadomą.

— Aż tak nie lubisz, gdy ludziom na tobie zależy? — zapytał przyjemnie niskim głosem. W pewnym sensie sam tak właśnie czuł. Nie pozwalał, by inni zdążyli się do niego przywiązać, zrobić sobie jakiekolwiek nadzieje na uczucia, czy choćby długą znajomość.

— Pytam, bo chciałbym, żeby to była moja sprawa — odparł z dużą pewnością siebie. Szkoda byłoby, żeby Ogata się stoczył i taki talent miałby się zmarnować. Vasily domyślał się, że w życiu mężczyzny wydarzyło się coś, to starał się (mniej lub bardziej sukcesywnie) pokonać alkoholem, ale to nie brzmiało jak dobre rozwiązanie na dłuższą metę. Nawet litry whiskey nie rozwiążą problemów, a jedynie mogą ich przysporzyć, gdy człowiek padnie ofiarą uzależnienia.

Wplótł palce we włosy bruneta, by odsunąć mu je z twarzy. Kiedy nie miał tej przylizanej fryzury wyglądał jakoś młodziej, łagodniej. Nie zmieniało to faktu, że w obu prezentował się bardzo dobrze. Ładnemu we wszystkim ładnie — pomyślał Vasia.

— Zgadzam się z tym, sam nie do końca wiem co mną kierowało. Mogę tylko zgadywać — stwierdził, lekko unosząc podbródek Ogaty. Wlepił wzrok w jego zmęczoną twarz. — Wiem za to, że przez cokolwiek przechodzisz, nie musisz mierzyć się z tym sam — dodał, wstając z jego kolan. Pociągnął go za sobą w stronę łóżka. Japończyk sprawiał wrażenie wykończonego, pewnie miał ciężki dzień i potrzebował odpoczynku. W końcu już wcześniej uciął sobie drzemkę. Vasily popchnął niższego od siebie mężczyznę na zmiętą pościel.

11.10.2021

Od Ogaty cd. Vasi

    Ogata nie spodziewał się tego, lecz nie była to niemiła niespodzianka, o nie nie nie. Wyprostował się na krześle, jednocześnie w głowie zrodziła się myśl nieprzyjemna że krzesło pęknie za chwilę. Było już raczej stare i trzeszczało, toteż dodatkowy, o wiele większy od niego, ciężar ciała na meblu mógł być tym ostatnim. Odgonił tą myśl od siebie, notując jednocześnie jak szeroką dupę ma Vasily. Widzieć, a czuć, to dwie różne sprawy.
    Patrzył na niego z podniesioną brwią, jakby oczekując wyjaśnień, gdy na szyi ciążyła ręka Rosjanina. Nie miał zbytniego pojęcia co takie zachowanie miało oznaczać, ale niezbyt trzeźwy umysł nie rozmyślał nad tym za bardzo.
    Słysząc jego słowa jednak wykrzywił się w grymasie obrzydzenia.
    — Mówiłem że jednak tego nie chcę wiedzieć. Mogłeś to zostawić dla siebie. Wolałbym usłyszeć że faktycznie chcesz mnie zaliczyć zanim wpakujesz kulkę w łeb, zamiast czegoś takiego — wymruczał, gotów ponownie zaciągnąć się papierosem lecz został mu on zabrany z ust. Patrzył więc z czymś w rodzaju politowania na mężczyznę który o mało co, a nie zacząłby się dusić tym pojedynczym buchem.
    Dostał w końcu z powrotem swoją fajkę, którą z jakże “radością” posmakował i wypuścił obłok dymu w bok, a nie w twarz siedzącego mu okrakiem na kolanach Rosjanina. Jeszcze by go przypadkiem zabił tym dymem, co by się wtedy działo? Nudno by mu było. Przez jakiś czas.
    Zamrugał gdy Vasily zadał pytanie dotyczące alkoholu i jednocześnie dotykając go po szyi. Poruszył się niespokojnie, a potem nadeszło kolejne nieprzyjemne pytanie, wypowiedziane ochrypłym głosem.
    — Nie twoja sprawa — syknął, starając się brzmieć najbardziej negatywnie neutralnie jak potrafił, lecz te z pozoru zwykłe muskanie palcami jego szyi działało na niego. Zmrużył oko, ledwo powstrzymując się od wzdychnięcia.
    — Nie każdy ma przecież powód do zrobienia czegoś. Nie wszystko ma swój powód…
    Powiedział, lecz wspomnienia wiedziały lepiej. Otworzył powiekę i patrzył w dół, raczej bez celu, nawet jeśli przed sobą miał na co zawiesić spojrzenie. Spiął się, nieprzyjemne wizje ukazujące mu się przed oczami i mrugnął parę razy wściekle i syknął, gdy prawy oczodół dał o sobie znać, obdarowując go tępym bólem. Odruchowo położył na nim rękę.

Od Vasi cd. Ogaty

Vasily brał kawałki drewna ułożone w chybotliwą stertę, a następnie metodycznie dorzucał je do pieca, by w chatce zrobiło się cieplej. Na szczęście okazało się, że rozpałka jest sucha, więc szybko zajęła się ogniem, a pomieszczenie wypełniła bijąca od niego jasność. Rosjanin wsłuchiwał się w trzask płonącego drewna i obserwował jak płomienie zajmowały jęzorami kolejne polana. Przysunął zziębnięte dłonie do pieca tak blisko, że mogło wydawać się, iż za chwilę się oparzy, ale nie wyglądał, jakby się tego obawiał. Gdzieś z tyłu głowy przemknęła mu myśl o pożarze sprzed lat. Podniósł się z kucek i podrapał po karku, by skupić się na czymś innym.

Zmarszczył nos, wyczuwając swąd dymu. Spojrzał na Ogatę niemal oskarżycielsko. Najwyraźniej potraktował to ostrzeżenie o paleniu jako zachętę, ale nie mógł mieć do niego pretensji. Pewnie sam będąc na jego miejscu wykorzystałby okazję do małej prowokacji. Powolnym krokiem zbliżył się do bruneta, po czym bezceremonialnie usiadł mu na kolanach. Jedną ręką objął Japończyka za szyję, a drugą odgonił szary obłok. Uśmiechnął się, ciekaw reakcji Ogaty na taką poufałość.

— Bo nie podążałem za tobą taki kawał, żeby cię zastrzelić — odparł zgodnie z prawdą. Nie potrafił jednak udzielić odpowiedzi, która tłumaczyłaby dlaczego podjął się tej niełatwiej podróży w pogoni za dezerterem. Zemsta zapewne przychodziła do głowy jako najprostsze, a zarazem najbardziej oczywiste wyjaśnienie, ale nie stanowiła motywacji Vasi. W zachowaniu Rosjanina nie widać było żadnych pretensji ani zawiści. Doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że to on wtedy popełnił błąd, a przynajmniej zrobił to jako pierwszy, ujawniając swoją pozycję i wystawiając się na ostrzał. Mógł za to winić jedynie siebie, swoją nieuwagę, lekkomyślność.

— Zaintrygowałeś mnie, chyba po prostu chciałem cię poznać — dodał po dłuższym namyśle. Sięgnął po butelkę, z której pił Ogata. Wypił kilka łyków i zmrużył oczy, czując charakterystyczną gorycz i to jak alkohol pali go w przełyk. Mlasnął z pewnego rodzaju niesmakiem. Odstawił naczynie na stół z brzękiem.

— Nie znam japońskiego, więc nie rozumiem co mówisz — przypomniał mu — ale pewnie masz rację.

Wyciągnął rękę w kierunku Ogaty i choć początkowo wyglądało na to, że może jednak zdecydował się dotrzymać swojej obietnicy o uduszeniu, to zamiast tego po prostu zabrał mu fajkę. Wsunął ją sobie między wargi, naśladując bruneta w tym jak się zaciągnął. Końcówka papierosa rozżarzyła się. Zaniósł się krótko kaszlem, gdy gryzący dym wypełnił mu płuca. Pierwszy raz spróbował zapalić, ale po minie dało się wywnioskować, że nadal nie widział w tym nic przyjemnego czy też satysfakcjonującego.

— Dlaczego pijesz tyle alkoholu? — zapytał, przesuwając palcami po smukłej szyi Ogaty, którą dodatkowo oświetlił błysk za oknem. W dach i parapety chatki zaczęły uderzać krople deszczu. — Dlaczego tak właściwie Kraina? Czemu odłączyłeś się od tej małej? — Jego głos zabrzmiał wyjątkowo ochryple, pewnie na skutek dymu, który dodatkowo podrażnił mu gardło.

10.10.2021

Od Ogaty cd. Vasi

    Zmrużył oko, obserwując jak Rosjanin rozpala w piecu, po wcześniejszym bezczelnym oblizaniu go i obmacaniu. Poruszył się niespokojnie na swoim miejscu, wypuszczając z ust powietrze i sięgnął po butelkę, z której wypił połowę zawartości. Oblizał usta, odstawił szkło, bez słowa zabrał odebrane mu wcześniej zapałki i usiadł na krześle.
    — Wątpię, żeby było coś, co bym chciał wiedzieć o tobie.
Powiedział jednolitym tonem głosu, dłoń wsuwając do kieszeni gdzie włożył wcześniej zgrabione nieboszczykowi fajki. Wyciągnął je na stół, wziął jedną i bez żadnego ostrzeżenia czy może pomyślenia o towarzystwie, pociągnął zapałkę po boku pudełka, a ta się zapaliła – a następnie także i papieros. Pojedynczym okiem wzrok utkwił w niebieskich oczach i cały czas na niego się patrząc, zaciągnął się, a potem wypuścił z ust szarą chmurę dymu. Uczucie, które go wypełniło, sprawiło że pozwolił sobie na rozluźnienie, a sylwetka w kącie oka zniknęła, dając mu wreszcie spokój. To samo z głosami w uszach, które ucichły. Przymrużył lekko zmęczoną powiekę i zaciągnął się fajką raz jeszcze. Ponownie wypuścił jasny obłoczek, w głowie jednocześnie notując dziwny smak i zapach.
    — Zdecydowanie wolę rosyjskie — westchnął, przysuwając się do stołu, kładąc na niej łokieć i opierając głowę na dłoni, wpatrując się w przystojną twarz naprzeciwko, która była naznaczona przez niego na obydwóch policzkach.
    — Właściwie, to jest coś. Dlaczego za mną tak podążałeś, a potem nawet nie wycelowałeś we mnie lufy?
Spytał, jego głos delikatnie przekształcony przez dłoń na policzku, a po chwili pokręcił głową.
    — Wiesz co, nie chcę tego wiedzieć. Jesteś po prostu kurwa pojebany w ten ruski łeb. Mogłem wtedy lepiej wykonać swoją robotę, a teraz siedzę sobie z takim jednym co — tutaj zmienił język, którym się posługiwał na japoński — co by chyba chciał się ostro zabawić z kimś, kto miał go zabić.
Zaciągnął się.
    — A żebym ja w tym temacie miał coś do gadania — zaśmiał się gorzko, rosyjskie słowa wypełniające ciszę chatki, w której słychać było trzask palącego się ognia w piecyku.

Od Vasi cd. Ogaty

Oczywiście, że Vasia nie dał mu wszystkiego, czego ten chciał. Tylko się z nim droczył, tak jako jak Ogata postąpił wcześniej. Niech też posmakuje tę pustkę i niedosyt, palące pragnienie, które zostało zgaszone, a potem podsumowane złośliwym wręcz uśmiechem. Wyrazem twarzy, który doskonale świadczył o tym, iż wiedział co robił, do czego doprowadzał mężczyznę. Był ciekaw co jeszcze kręci Japończyka, skoro miał takie nietypowe upodobania, ale postanowił nie pytać o to głośno. Wolał przekonać się o tym na własnej skórze. Poza tym, czy udałoby się dowiedzieć takich intrygujących faktów od dezertera, po prostu zwyczajnie rozmawiając?

Przekręcił lekko głowę na bok, słuchając historii opowiadanej przez Ogatę. Brzmiała trochę nieprawdopodobnie, ale nie zamierzał jej głośno podważać, bo przecież i tak nie miał dowodów. Z drugiej strony, był przystojnym mężczyzną, niczego mu nie brakowało, może poza wzrostem, choć dla Vasi to nie stanowiło minusu, wręcz przeciwnie. Tych trzydzieści centymetrów, które ich dzieliło, miało pewien urok.

— Jestem pewien, że dałbyś radę, co do tego nie mam wątpliwości — odparł bez zastanowienia, bo naprawdę tak uważał. Ogata nawet z jednym okiem i po spożyciu alkoholu jak widać świetnie dawał sobie radę. Pomimo tego, że momentami lekko się chwiał, najwyraźniej jego celność nie uległa znacznemu pogorszeniu, co osobiście cieszyło Vasię. Szkoda, gdyby zmarnował się taki talent. Niecodziennie spotyka się tak zdolnego snajpera. — Ciekawi mnie, czy któryś z nas jest celniejszy — dodał słowem wyjaśnienia po chwili, którą przeznaczył na poszukiwanie odpowiedniego wyrazu. Pewnie zrobił drobną pomyłkę przy odmianie, ale komunikat dało się zrozumieć.

Parsknął śmiechem, słysząc ponaglający komentarz mężczyzny i widząc jak krótkie włoski tuż przy karku stają mu dęba. Przyspieszył kroku, tak by szli ramię w ramię. Szarpnął wodze kobyły, aby i ona się nie ociągała. Błysk na niebie i grzmot wyraźnie wskazywały na to, że faktycznie mają ostatnie chwile na to, by się skryć.

— A co, boisz się burzy, czy nie chcesz zmoknąć? — zapytał, zerkając na bruneta kątem oka.

Chatka, która wyłoniła się wreszcie zza roślinności nie wyglądała na zbyt okazałą, ale Vasily nie zamierzał kręcić nosem. Nieraz koczował w gorszych miejscówkach, a zdarzało się i pod gołym niebem. Miał szczęście, że trafił na dezertera przed ulewą, bo w przeciwnym razie zostałby na deszczu bez dachu nad głową.

Na chwilę rozdzielił się, aby przymocować klacz na zewnątrz do słupa pod niewielkim zadaszeniem. Zakrył jej oczy jakąś szmatą znalezioną w jukach, aby nie bała się błysków. Zanim znalazł się w środku chatki, poczuł jak lodowate krople kapią mu na włosy i ramiona. Po wejściu do ciemnego pomieszczenia otrząsnął się jak pies. Od razu chciał zająć się rozpaleniem ognia, ale uświadomił sobie, że nie ma zapałek.

Podszedł do Ogaty, który znowu napił się alkoholu. Nachylił się nad nim, a następnie niespiesznie zlizał kroplę spływającą przez kawałek szyi, aż do brody i kącika ust. Uśmiechnął się, bezceremonialnie obmacując go po kieszeniach. Wreszcie znalazł to, czego szukał. Potrząsnął mu małym pudełeczkiem przed twarzą, by potem wzniecić ogień w piecu. Płomienie od zawsze go fascynowały, choć nigdy nie sądził, że ta fascynacja będzie kosztować jego rodziców życie. Do tej pory nikt nie dowiedział się prawdy o tamtym pożarze. Kto wie, czy to nie ulegnie zmianie?

— Jeśli chcesz coś o mnie wiedzieć, to pytaj — zachęcił, uważając, że to będzie fair, skoro sam dopytywał go o przeszłość.

Od Ogaty cd. Vasi

    Obydwie dłonie na jego szyi. Obydwie się zaciskają, boleśnie odcinając dopływ powietrza do jego płuc. Ogatę to kręci, a żeby powiedzieć że tylko to. Ten moment, ta krótka chwila to było dokładnie to, o czym parę sekund temu myślał, o czym marzył. Dostał to, na moment, ale jednak dostał. Może jednak powinien więcej od życia wymagać, takich drobnych przyjemnych chwil? Co dobre się kończy, a Japończyk został zostawiony z poczuciem pustki, podczas gdy brał głębokie oddechy i próbował uspokoić bicie swojego serca. Uśmiech jednak nie opuszczał ani jego ust, ani oczu i zaśmiał się, słysząc jego groźbę. Brzmiało to prędzej na zaproszenie niż na odstraszenie pomysłu o paleniu fajki przy nim. 
    Tym razem to Ogata szedł z przodu, prowadząc ich obydwoje w tylko jego znanym kierunku. Na ostatnie słowa mruknął niezadowolony.
— Jeżeli myślisz że to był mój pierwszy raz, to się mylisz.
Zerknął na drugiego dezertera, po czym wzrok skierował znowu przed siebie.
— Facet jak mnie zobaczył to zaczął mnie dusić, gdzieś tam kręcił się jego szczyl, gdy go zauważył no to zmówił paciorek i dołączył do żonki. Najzabawniejsze w tym wszystkim było to, że on też się dobierał — parsknął, jakby wcale nie mówił o kolejnym morderstwie i tym razem próbie gwałtu na jego osobie. Dłoń powędrowała do głowy i zaczesał włosy do tyłu, wbrew temu co przed chwilą powiedział i jak zareagował, wzdychając ciężko, a palce drugiej ręki zacisnęły się na giwerze. Wytężył wzrok samotnego oka na czymś przed sobą.
    Prychnął na jego słowa. To było bardziej niż oczywiste, czego Rosjanin chciał od niego.
— Tak bardzo chcesz zobaczyć, czy jestem w stanie tym razem strzelić ci między oczy?
Odwrócił się w jego kierunku dosłownie w tym samym momencie kiedy niebo przecięła jasna wstęga, jasno dając do zrozumienia że burza się jedynie zbliża i zbliża. Parę sekund po, nastał grzmot, a Ogacie zjeżył się włos na karku ze względu na to, jak głośny on był.
— Strata czasu to strata czasu. Ruszaj tą swoją grubą dupę szybciej, zanim znowu będziemy cali mokrzy — syknął, przyspieszając kroku gdy zauważył ich cel podróży. Chatka naprawdę była blisko, a Ogacie minęły chęci do zabawy, gdy przed oczami widział cały czas podobny obraz, a w uszach parę słów, parę zdań wypowiedzianych pewnym głosem. Otworzył drzwi z hukiem i w paru susach znalazł się przy szafce, z której wyciągnął alkohol i którego wypił parę dużych łyków. Odłożył butelkę na stolik, po brodzie leciała mu mała strużka napoju, a drugą dłoń miał zaciśniętą w pięść.

9.10.2021

Od Vasi cd. Ogaty

Vasily nie był zainteresowany grabieniem zwłok. Trup wyglądał na niezbyt zamożnego, więc próżno szukać przy nim pokaźnej sumki orłów czy jakiejś błyskotki zawierającej wartościowy cyprnait. Skrzywił się lekko na widok Ogaty, który zabrał zmarłemu paczkę papierosów. Nie przepadał za drażniącym w płuca zapachem dymu. Nie spodziewał się, że Japończyk pali, ale najwyraźniej miał się jeszcze wiele o nim dowiedzieć.

Przez chwilę w milczeniu zastanawiał się nad jego słowami. Wojna odbierała bliskich wielu osobom, ale odniósł przemożne wrażenie, że mężczyzna miał kompletnie co innego na myśli. Zabrzmiał trochę, jakby to on pozbawił życia dawnych znajomych. Prawdę mówiąc, to było coś, czego można się po nim spodziewać. Wydawał się niezbyt przywiązywać do ludzi, co zresztą pokazał choćby stając się dezerterem, czy też później opuszczając Sugimoto i Asirpę.

— Jeśli mamy podróżować razem, to chyba warto coś o sobie wiedzieć — stwierdził, przypatrując się śladom. Co jakiś czas rzucał badawcze spojrzenie Ogacie, choć nie podejrzewał o to, by i do niego zdecydował oddać strzał. Wyglądało na to, że tymczasowo panuje między nimi zawieszenie broni, ale jak długo ono potrwa? Brunet sprawiał wrażenie osoby nieprzewidywalnej i niezbyt godnej zaufania.

Vasia wyprostował się, przyłapując się na tym, że chciał naciągnąć na głowę kaptur płaszcza. Zwykle gdy się przemieszczał, to zakrywał przynajmniej pokiereszowaną twarz, jeśli nie całą głowę. Tym razem robiło się jednak po prostu coraz zimniej, co tylko potwierdzało jego podejrzenie odnośnie burzy. Dłonie Rosjanina zrobiły się chłodne.

Uniósł brew, obserwując jak Ogata ujmuje je i porównuje ich wielkość ze swoimi własnymi. Ot tak, zupełnie jak gdyby przed chwilą nie popełnił morderstwa z zimną krwią. Było w tym coś niepokojącego, podobnie jak ekscytacja, która malowała się w jego oczach, gdy palce Vasi zacisnęły się na szyi mężczyzny. Smukła, jasna szyja kusiła, zwłaszcza, że była tak przyjemnie gorąca. Nic dziwnego, że szybko do prawej dłoni dołączyła również lewa. Odcinął mu na krótką chwilę dostęp do powietrza, skoro sam się tak bardzo o to prosił, a potem lekko nim potrząsnął, uśmiechając się, gdy w wyniku tego brunet na niego wpadł.

— Jeśli będziesz przy mnie palił naprawdę cię uduszę — ostrzegł poważnym tonem głosu, choć wcale nie zamierzał dotrzymać swoich słów. Posłał mu za to figlarny uśmiech i puścił wolno. Wrócił się po swoją (a teraz może właściwie już ich wspólną) kulawą szkapę, która powitała ponownie Japończyka głośnym rżeniem, przestępując z nogi na nogę.

— Co dalej z tym facetem? Próbował cię udusić i ci się spodobało? — dopytał, zaciekawiony tym jak Ogata odkrył, że takie dziwactwo go kręci. Pociągnął wodze, by zapanować nad zniecierpliwonym, a może nadal trochę spłoszonym zwierzęciem. Tym razem postanowił, że przy chatce lepiej ją przywiąże, aby znowu nie zerwała się i nie pomknęła gdzieś w knieje.

Szedł w kierunku, który wyznaczał Ogata, choć czy powinien wierzyć w to, że ten zdradzi mu swoje miejsce kryjówki i schronienia? Zapewne większość osób na jego miejscu, posiadając tę samą wiedzę o dezerterze, nie zdecydowałaby się na ten sam ruch. On jednak nie czuł, by miał wiele do stracenia.

— Czemu nie chcesz się ze mną zmierzyć? Nawet nie wiesz, co mógłbyś wygrać, a już się poddajesz? — spytał pokrętnie, by trochę uderzyć w jego ego.

Od Ogaty cd. Vasi

    Japończyk wzruszył lekceważąco ramionami, okręcając się i kucając przy nieboszczyku, przez moment zdawać by się mogło że ignorując dwa krótkie pytania. W rzeczywistości jednak w głowie odtwarzał moment sprzed chwili, wzrok pojedynczego oka kierując na martwą głowę, na martwe oczy i na dziurę na środku czoła. Uśmiechnął się trupio, lecz uśmiech ten nikt nie zobaczył.
Oprócz jego brata, który znowu go obserwował.
   — Nie znałem go.

    Przez głowę przechodziły wszystkie wspomnienia poznanych osób w Krainie. Ich imiona i nazwiska się pokrywały, sprawiając że nie potrafił przypomnieć sobie w pełni żadnego, lecz jedynie ich szczątki.

    — Zresztą, jeżeli kogoś znałem, to od dawna już nie żyje — dodał, a dłoń zwinnie znalazła się przy jednej kieszeni, którą zauważył, a wcześniej musiała mu umknąc. Znalazł w niej fajki, które śwignął jeszcze szybciej od tamtej piersiówki. Schował do kieszeni i wstał, lekko chwiejnie lecz ciągle w miarę stabilnie. Odwrócił się, po raz ponownie w ciągu ostatnich paru minut, przodem do Rosjanina i znowu został zmuszony zadrzeć głowę do góry, żeby ich spojrzenia się spotkały.

    — Wiem jedynie, że przypomina mi on syna pewnego typa. Czy to on? Nie wiem. Nie mam pojęcia. Nie widziałem go wyraźnie.
Kąciki ust podniosły się, dostrzegając pewnego rodzaju zmianę w wyglądzie tych niebieskich oczu. Zmrużył lewe, wypuszczając jednocześnie z tych swoich ust krótkie parsknięcie.

    — Chcesz wiedzieć więcej? Nie wiem po co ci ta informacja potrzebna.
Przechylił głowę lekko w bok.
    — Żona tego typa chciała się zabawić ze mną, skończyła w rzece. Facet się wkurzył i jak mnie zobaczył to…

    Ogata sięgnął po prawą dłoń Vasi.
Vasily był od niego wyższy o dobre pewnie trzydzieści centymetry, to oczywistym chyba też było, że dłonie będzie mieć większe. Nawet będąc tego świadomym, Ogata i tak podziwiał rozmiar ten jednej dłoni, zwłaszcza porównując ją do tej swojej. Przez krótki moment, ale jednak to robił. Położył tą dłoń na swojej szyi, pilnując aby jej palce owinęły się wokół całej jej szerokości i och, jak chłodna była w porównaniu do jego bardzo rozgrzanego ciała. Przeszedł go dreszcz, rozchylił usta, kiedy ta zimna dłoń zaczynała się rozgrzewać, gdy sprawiał, żeby zaciskała się coraz mocniej.

    Od razu wyobraził sobie sobie też drugą dłoń zaciskającą się na jego krtani i zadrżał na tą myśl, patrząc marzycielsko w niebieskie oczy i ignorując półprzezroczystą sylwetkę w oddali.

7.10.2021

Od Vasi cd. Ogaty

Vasia podrapał się po brodzie i ugryzł w język, żeby nie zaśmiać się na widok Ogaty obrywającego gałązką w twarz. Kącik ust mężczyzny mimo wszystko drgnął w uśmiechu, gdy padła odpowiedź na zadane przez niego chwilę temu pytanie.

— Czemu nie? Skoro jesteś pewien, że wygrasz, to w zasadzie niczym nie ryzykujesz. Możesz na tym tylko zyskać — zauważył trafnie Vasily. On był ciekaw, czy któryś z nich na dalekim dystansie, z tak niewielkim przedmiotem i kilkoma innymi utrudnieniami po drodze, wyszedłby na prowadzenie. Ta rywalizacja między ich dwójką bardzo go pociągała. W końcu trafił na kogoś, kto mógł się mu równać. A może naprawdę miał szansę go przebić? Cóż, nie dowiedzą się tego, jeśli nie przekona Ogaty. Zamierzał przynajmniej spróbować.

Vasily obserwował w absolutnej ciszy jak dezerter przyjmuje pozycję snajperską. Uniósł brew, zaskoczony i zaciekawiony tym widokiem. Do tej pory nie spotkał się z taką pozą, ale najwyraźniej dla Japończyka była ona wygodna. Nieznacznie zmrużył powieki, gdy został pociągnięty spust. Huk wystrzału brzmiał znajomo, doskonale pamiętał ten dźwięk z ostatniego razu, kiedy się spotkali. Przez to wspomnienie przeszedł go dreszcz, choć nie potrafił stwierdzić, czy wywołały go negatywne czy pozytywne emocje.

Utkwił wzrok w sylwetce w oddali, która w ułamku chwili padła jak długa. Nie miał żadnych wątpliwości odnośnie tego, że ktokolwiek tam stał, zginął na miejscu. Vasia mógł powstrzymywać Ogatę, w ostatniej chwili wyrwać mu karabin lub chociaż gestykulacją poprosić, aby nie mordował tamtego człowieka. Nie zrobił tego jednak, zbyt zafascynowany tym, jak przymierzał się do strzału, z jakim opanowaniem mierzył do swojej ofiary i z jaką pewnością pociągał za spust. Sam odruchowo w tym momencie wstrzymał powietrze, by wypuścić je po chwili.

Ruszył za nim wolniejszym krokiem. Przypatrywał się temu, jak dłonie bruneta sprawnie obmacywały zwłoki, pod którymi zaczęła tworzyć się ciemna plama krwi. Na twarzy nieboszczyka malował się dziwny, niepokojący wyraz twarzy, zupełnie jakby zatrzymał się w czasie podczas mrugnięcia, z uchylonymi ustami. Vasia skrzywił się, widząc jak Ogata opróżnia resztkę alkoholu z piersiówki. Że też jeszcze nie miał dość.

— Znałeś go? — zapytał z ciekawości. — Kto to taki? — mruknął, zastanawiając się. Zapewne i tak nie mieli dobrych relacji, skoro Ogata bez skrupułów go zastrzelił. Szybko narobił sobie wrogów w Krainie.

6.10.2021

Od Ogaty cd. Vasi

    Na południe.
Tak powiedział Vasily, a Ogata nie był w stanie w którym kwestionowałby kierunki świata, więc tego nie zrobił – choć, zazwyczaj niezbyt miłe komentarze były rzucane przez jego osobę, podważając dobrane słowa i myśli drugiej obecnej persony.

    Na pytanie, czy strzelał kiedyś do łyżek, podniósł brew w geście niezrozumienia. Czemu nagle o to pytał? Mrugnął raz, mrugnął dwa, liście miały ciekawy kolor, trzy, o, tam leciał motylek.. chyba.
Zatrzymał się na moment żeby przetrzeć twarz, po czym ruszył dalej w ich wspólną podróż w poszukiwanie czteronożnej szkapy.

    — Nie widzę sensu brania udziału w takim czymś — odpowiedział w końcu, odwracając głowę w bok i zwalniając po raz ponownie kroku, żeby tym razem dostać boleśnie witką po twarzy i to dosłownie w ślepe miejsce. Wymamrotał pod nosem soczyste przekleństwa jakie mu przychodziły do głowy, kiedy ocierał obolałe miejsce i automatycznie prawie włożył palce w pusty oczodół, lecz wstrzymał się z tym gdy dezerter który był z lekka z przodu się zatrzymał. Przyglądał się jego ruchom, kiedy można było usłyszeć charakterystyczny dźwięk odpowiadający łamaniu gałęzi. Trzask dochodził z ich prawej, a Ogata nie potrzebował żadnego znaku żeby być w gotowości na niespodziewane. Arisaka idealnie pasowała w jego dłoniach, które teraz ściskały ją gotowe do szybkiego wycelowania i oddania strzału w razie potrzeby. Opuścił jednak broń, słysząc kolejne źródła hałasów. Były to ciche końskie dźwięki, jakiegoś innego, lecz małego zwierzęcia oraz.. coś jeszcze. Pozwolił jednak Rosjaninowi sprawdzić na oczy sytuację na prawo, kiedy on niepostrzeżenie skierował swe kroki w lewą stronę, nasłuchując otoczenia. Nie było śladu po żadnych zwierzęciu… Ale oddalony zduszony oddech był wystarczający dla Ogaty żeby znaleźć zasłonę i nawet z rozmazującym się obrazem, usadowić się i znaleźć cel, a następnie po prostu pociągnął za spust, a leśną ciszą rozległ typowy dla karabinu powtarzalnego huk. Wstał, zaczesał włosy do tyłu i szybkim krokiem znalazł się obok truchła. Kopnął je nogą, a ono bezwiednie się poruszyło, ukazując twarz owej osoby.

    — Oya, to chyba ten dzieciak tamtego typa… — mruknął pod nosem, kucając i przeszukując zwłoki, łapki wsadzając w kieszenie i obmacując, bo a co jeśli ma coś wartościowego? Spakował pistolet wraz z nabojami, a kiedy palce odnalazły piersiówkę, niczym alkoholik na głodzie pochłonął jej pozostałości i wykrzywił się w grymasie. Wstał, wytarł usta za dużym rękawem i odwrócił się, prawie wpadając na przeszkodę. Przeszkodę, którą okazał się być trochę zapomniany przez niego “nowy towarzysz” podróży, który ino się prosił o dostanie giwerą przez łeb. Kulką w łeb nie, bo zakończyłoby to całą zabawę – i jak Ogata nie miewał problemów z obsługą trupów, tak jednocześnie nie był to jego ulubiony rodzaj zabawy, gdyż iż ponieważ, było to zwyczajnie nudne.

    Oblizał wargi z ostatnich kropelek alkoholu, uniósł kąciki ust do góry i patrzył lubieżnie na niego, z zadartą głową i wyglądając niczym zadowolony i dumny z siebie kotek, gotowy popełnić więcej jakże niewinnych przestępstw.

27.09.2021

Od Vasi cd. Ogaty

Postawna postura i siłą fizyczna również okazywały się przydatne u snajperów. Vasily przekonał się o tym nieraz na własne oczy, kiedy jeszcze należał do armii rosyjskiej. Doskonale pamiętał szkolenia z obsługi karabinów, podczas których często dochodziło do wypadków na skutek pośpiechu, braku doświadczenia, nadzoru czy też zwykłej brawury kadetów. Niezliczoną ilość razy obserwował jak młodzi mężczyźni podczas ładowania pocisków dopychali osłonę maksymalnie do tyłu, tym samym zamek zostawał zwolniony, zaś napięta sprężyna z dużą siłą popychała go do przodu. Zwykle kończyło się tylko na przytrzaśniętym palcu, nieestetycznie wyglądającym siniaku pod paznokciem lub głębszym rozcięciem. Słyszał jednak historie o nieszczęśnikach, u których uraz dosięgał kości, a nawet krążyły pogłoski o amputacjach, choć nigdy nie widział takiego przypadku. Był za to świadkiem złamanych nosów, podbitych oczu i wybitych barków przez nieodpowiednie opieranie broni lub niebycie przygotowanym na odrzut karabinu.

Przez chwilę milczał, przyglądając się broni trzymanej przez Ogatę. Sprawiała wrażenie łatwiejszej do opanowania dla laika, choć to mogło okazać się złudne. Chętnie by ją przetestował, choć nie sądził, by Japończyk mu na to pozwolił, a przynajmniej nie bez otrzymania czegoś w zamian. Vasia zanotował w pamięci, by zagaić o taką możliwość w jakimś dogodnym momencie.

Butem zasypał ognisko ziemią. Podniósł ostatnią łyżkę, która została po ich prowizorycznym obozowisku. Przejrzał się w zniekształconym odbiciu i obrócił przedmiot w palcach, wpadając na genialny pomysł.

— Na południe — odparł, podnosząc ręką i wskazując palcem na ślady kopyt ginące między drzewami. Podkowy dobrze odbiły swój kształt w wilgotnej ziemi, więc na początku łatwo było tropić trasę, którą podążała kobyła. Ruszył w tamtym kierunku, uśmiechając się pod nosem przez trafny komentarz Ogaty odnośnie jego wzrostu i większej szansy na to, że trafi go piorun.

— Strzelałeś kiedyś do łyżek? — zapytał, odsuwając gałęzie, by torować drogę zarówno sobie, jak i Ogacie. Usłużnie trzymał gałęzie, by nie smagały go po twarzy ostro zakończonymi witkami. — Chętnie bym się z tobą zmierzył.

Był w to całkiem niezły, w zasadzie najlepszy, choć nie zwykł się przechwalać. Wychodził z założenia, że czasami lepiej zachować skromne milczenie i dostać pochwałę, niż zawieść czyjeś oczekiwania, na dodatek otrzymując parę przykrych słów. Zresztą, w przypadku Ogaty uważał, że trafił na godnego sobie przeciwnika. Pewnie nawet z jednym okiem nadal świetnie sobie radził. Nic nie stało na przeszkodzie, żeby i on strzelał patrząc tylko jednym ślepiem, dla sprawiedliwości i wyrównania szans.

— Chatka brzmi lepiej, niż namiot rozbity na polanie — stwierdził, po czym pokiwał głową. W pewnym momencie zatrzymał się i przykucnął w charakterystyczny sposób, ponieważ ślady kopyt urwały się, co zwróciło jego uwagę. Dotknął ściółki leśnej, a następnie rozejrzał się, wytężając zarówno wzrok, jak i słuch. Przekręcił lekko głowę, słysząc trzask gałęzi. Sięgnął po karabin, tak na wszelki wypadek. Zerknął też przez ramię na Ogatę porozumiewawczo. Hałas mógł spowodować zarówno koń, który zaplątał się wodzami o zarośla, jak dzikie zwierzę mogące ich potencjalnie zaatakować. Należało zachować wzmożoną uwagę.

Od Ogaty cd. Vasi

     Vasily był naprawdę dobrym kąskiem. Japończyk przysłowiowo oblizywał lubieżnie swe usta na samą wizję skosztowania go. Wcześniej widział go tylko pod mundurem w czasie zimy, tego też nie zauważył tego wtedy, ale w obecnym czasie było całkiem inaczej. Umysł pracował ciężko, do jego wyobraźni podsuwając coraz to nowsze pomysły i obrazy, rzeczy, które mógłby… Mogliby zrobić. Wszystko to podsycało jego apetyt.

    Nie tylko widział, ale też czuł. Oprócz wyglądu miał też faktyczną siłę, czego niektórym brakowało, lecz tutaj ona występowała. Wielka szkoda, że się tak ograniczał.

    Sapnął, ekscytująca wizja pojawiająca się w głowie gdy ten go ścisnął udami. Był gotów otworzyć nawet gębę żeby dać o tym znać, lecz ugryzł się w język, a nie tak długi moment później niebo przeciął błysk i to był moment zakończenia ich zabawy, patrząc na skupioną twarz Vasi.

    A mówiąc o jego twarzy, to Ogata wykorzystał ten czas żeby, ponownie tego dnia, przyjrzeć mu się. Vasily miał przystojną i młodą twarz, lecz widoczne były jej przeszłe zmagania z niesprzyjającą pogodą i niszczącą wojną. Dodawało mu to swego rodzaju uroku, a opalenizna podkreślała… jego piegi. Mrugnął. Urocze. 

    Vasily miał także charakterystyczny zarost, dość ciekawy i który pokrywał się na policzkach z jego bliznami. Bliznami, których blisko poznać jeszcze okazji nie miał… ale na to przyjdzie jeszcze czas.

    Najbardziej rzucające się w jego wyglądzie dla Ogaty nie były jednak owe blizny, lecz oczy, które tak pięknie wyglądały na tle reszty. Odznaczały się, a jednocześnie łączyły wszystko w jedną całość. Kiedy był tak skupiony, wyglądał zupełnie inaczej niż podczas ich wcześniejszych zabaw, wcześniejszego przekomarzania się. Jego oczy były bardziej ekspresyjne niż jego własne, a na dodatek miały ten hipnotyzujący, śliczny kolor. No chcąc nie chcąc, Hyakunosuke po prostu je polubił, lecz przyznać się w życiu nie przyzna.

    Z jego podziwiania wyrwały go wymruczane słowa, na które przewrócił oczami, lecz nie skomentował. Nie opierał się też gdy został pociągnięty i postawiony do pionu. Przez moment patrzył jak zbiera manatki, wzrok skupiając się bardziej gdy ten się pochylał tyłem do niego, lecz dość szybko stwierdził że tak, zebranie swoich rzeczy to mądry pomysł. Rozejrzał się i podreptał po najważniejsze, karabin, a na resztę rzeczy spojrzał z niechęcią (może oprócz butelki whisky, z której duszkiem wypił pozostałą zawartość, wykrzywił twarz w grymasie, a puste szkło wyrzucił na bok). Wcisnął jeszcze parę innych przedmiotów pod pachę i prychnął pogardliwie.

    — Z nas dwóch to ciebie prędzej trafi — powiedział, czubkiem giwery dźgając go w bok. 

    Stanął, rozejrzał się i… I tak.

    — To gdzie ci ta szkapa w końcu uciekła? — stanął obok niego i zadarł głowę do góry, mrużąc nosek.

    — Niedaleko jest chatka, w której często siedzę — dodał raczej cicho. Nie powinien mówić o swoim zwyczajowym miejscu przebywania.

    Ale teraz nie to było problemem. Spojrzenie z oczu spadło na usta, jednak mrugnął i znowu podniósł wzrok.

26.09.2021

Od Vasi cd. Ogaty

Wzrost nie był najważniejszy, a przynajmniej nie dla Vasi. Rosjanin ponadto nie uważał, aby to stanowiło znaczący minus dla snajpera. Może nawet dało się to rozpatrywać jako pewnego rodzaju zaletę? Mniejszej osobie pewnie łatwiej było się gdzieś ukryć w trudnych warunkach, znaleźć dogodną pozycję do czystego strzału. Wszystko wskazywało na to, że Ogata dobrze sobie radził w poszukiwaniu i wykorzystywaniu kryjówek. Ostatnim razem kiedy się spotkali, nie mógł wypatrzeć prawdziwego miejsca, w którym brunet się znajdował, aż do ostatniego, kulminacyjnego momentu.

— To dobrze, że znasz swoją wartość — stwierdził, słysząc prychnięcie Ogaty. Czy właśnie dlatego zdezerterował, bo czuł się lepszy od innych? Wybujałe ego i wrodzona butność traktowały mierziło wykonywanie czyichś rozkazów oraz zależność od decyzji osób stojących wyżej od niego w hierarchii? Brzmiało całkiem prawdopodobnie, choć nie do końca rozumiał co kierowało mężczyzną, że jakiś czas podróżował z dziewczynką i tamtym szaleńcem. Nic nie wyjaśniało u niego chęci wzbogacenia się. Jak do tej pory nie powiedział ani słowa o złocie, więc chyba nie było ono dla niego istotne albo po prostu nie obnosił się z tym.

Uwadze Vasi nie umknął uśmieszek Ogaty. Wyglądało na to, że Japończykowi podoba się ta gra, którą toczyli między sobą. Wybrali sobie na nią dość niesprzyjający moment, bo przecież powinni zorganizować sobie schronienie i znaleźć tego głupiego, strachliwego konia, który zniknął niedawno między drzewami, ale pokusa była tak silna, że ciężko mu było trzeźwo myśleć w tej chwili.

Pocałunki tylko coraz bardziej go nakręcały. Mężczyzna dobrze wiedział co robić, by namieszać mu w głowie. Czy orientacja inna od tej uznawanej przez ogół społeczeństwa za normalną, mogła stanowić jeden z powodów do dezercji? Z pewnością, choć czy była nim w jego przypadku? Pewnie gdyby wiedział wszystko o historii Ogaty, taka możliwość spadłaby trochę niżej w rankingu różnych możliwości.

Odruchowo ścisnął go mocniej udami, gdy poczuł ruch. Trzeba było przyznać, że miał czym się pochwalić, choć pod grubym, zimowym płaszczem i kolejnymi warstwami ciuchów pod nim pewnie nie dało się tego stwierdzić. Teraz dezerter dokładnie mógł się przekonać zarówno o jego walorach fizycznych, jak i sile, choć w tę niewinną grę nie wkładał całej, by nie uszkodzić mężczyzny.

Uśmiechnął się pod nosem, słysząc to zdrobnienie. Chyba nikt go tak wcześniej nie nazywał. Było w tym zwrocie coś uroczego, wskazującego na bliską relację, więc nie miał nic przeciwko takiemu określeniu.

Poruszył się niespokojnie, kiedy w oddali zagrzmiało. Z wyrazem skupienia na twarzy policzył sekundy dzielące grzmot i błysk przecinający niebo jasnym błyskiem . Burza zbliżała się nieuchronnie i choć bardzo chciał dalej się przekomarzać z Ogatą, to zdał sobie sprawę z tego, że byłoby to bardzo nierozsądne. Powinni znaleźć miejsce z dala od wysokich drzew, aby bezpiecznie przeczekać załamanie pogody.

— Koń, schronienie, a potem zabawa — wymruczał niechętnie. Wstał, pociągając ze sobą Ogatę za rękę do góry. Otrzepał się niestarannie, a następnie zaczął w pośpiechu zbierać rzeczy. — Byłoby szkoda, gdyby uderzył cię piorun — dodał patrząc na Ogatę, gdy był już gotów do podążania tropem swojego kulawego rumaka.