Kolumna góra
Na ulicach słychać szepty o wielkim wyścigu mającym ciągnąć się przez całą Krainę – za wygraną przewidywana jest gigantyczna suma pieniędzy, amnestia wszystkich przestępstw oraz zapewnienie bezpieczeństwa na okres roku. Co ambitniejsi już poszukują wierzchowców na ten morderczy wysiłek.
W Saint Thomas w niewyjaśnionych okolicznościach zniknął kolejny szeryf. Za każdą przydatną informację przewidziana jest nagroda.
Już niedługo w Jackburg: cyrk! Kobieta-guma, linoskoczkowie i najsilniejsi ludzie w całej Krainie. Przyjedzcie zobaczyć to na własne oczy.
Aktualnie poszukiwani są: Otelia Crippen
Dziękujemy za pomoc w schwytaniu Clide'a 'Smiley' Byersa. Aktualnie oczekuje na wyrok sądu.
30.01.2022
Od Oriona cd. Stanleya
28.11.2021
Od Stanleya, CD. Oriona
Wjechali do miasta, zatrzymując się w jednym z pobliskim moteli. Nie było to najlepsze miejsce w zestawie, ale pozwalało mieć dach nad głową przez kilka nocy, nie kosztowało fortuny, a przy tym miał pewność, że jak zostawi w nim dzieciaki, to usłużna matrona po jego powrocie radośnie poinformuje go, czy i które z bliźniąt wbrew jego zaleceniom wypełzło w nocy z kryjówki. Od razu rozdzielił zadania, każąc Billy`emu pomóc w rozładunku wozu, a Stellę posłał dogadać wszystko z właścicielką noclegowni, co by dwa pokoje wynajęła. Ostatnimi czasy szczególnie tego już pilnował, co by spali osobno, chociaż pierwszą rozdzieloną nockę przed rokiem spędził pod drzwiami pokoju Stelli z dubeltówką, gdy odkrył, że zakradła się wcześniej do stodoły z miejscowym chłopakiem. Przetrącił mu odrobinę kości, tak żeby pamiętał, że Cosberskie panny się szanują i je szanować zresztą też trzeba.
Zameldowali się w pokojach, co mieli do zostawienia, to zostawili i poszli na łowy. Stan lubił najważniejsze sprawunki skończyć już pierwszego dnia, żeby w dowolnym momencie móc iść w diabły, gdyby zaszła taka potrzeba. Instynkt zachowania sobie szansy ucieczki działał cuda, gdy nagle pokłócił się z kimś w barze i potrzebował zawinąć się w te pędy. Sprzedali za to skóry, zrobili nieco zapasów, zamówili trochę materiałów i podowiadywał się o tym, co w trawie piszczy. Dzieciarnię zostawił samej sobie, dając im nieco grosza na spożytkowanie, byle tylko nie zachlali się w dwie dupy.
Zdążył pożartować ze sklepikarzem o tym, że prędzej obaj wygrają nadchodzący wyścig, niż znajdzie się w Saint Thomas szeryf, który przetrwa dłużej niż kilka miesięcy. Niby nie była to póki co, aż tak wielka sprawa, ale znikający znikąd stróżowie prawa stawali się powoli potęgującym śmieszność sytuacji żartem. W oczach Stana coraz mniej ludzi przejmowało się losem pojedynczego, zagubionego człowieka, a bardziej upodobało sobie historie o duchu oryginalnego szeryfa, który po śmierci w strzelaninie nie był w stanie znieść faktu, że ktoś mógłby go na jego stanowisku zastąpić. Bajdy i banialuki dla dzieci, ale brak postępów w śledztwach skłaniał do mnożenia scenariuszy nie z tej ziemi.
No i w końcu wylądował w miejscu, w którym liczył, że się znajdzie od początku tej wędrówki, w zamtuzie Loretty Randall. Burdel jak burdel, niezbyt obchodził go wystrój, alkohole czy twardość materaca, a raczej jakość samego asortymentu. A to, trzeba było kobicie przyznać, akurat pani Randall zawsze miała oko do łapania odpowiednich sztuk kurew, które nadawały się do tej roboty. Zagadnął wobec tego do osoby, która wydawała się na ten moment zarządzać całym przedsiębiorstwem, dopytując się o potencjalne sztuki.
— Macie może elfa albo innego nie ludzia, byle nie krasnoluda, he? — zagadnął.
20.11.2021
Od Oriona cd. Stanleya
1.11.2021
Od Stanleya do Oriona
Wóz podskoczył na nierówności, zakołysał się, ale dzielnie pruł dalej. Wypełniony tobołkami, wyprawionymi skórami, fragmentami ładniejszych kości, a nawet kilkoma porcjami suszonego mięsa z niedźwiedzia, przysłowionego rarytasu, którego niewielu miało przyjemność spróbować. Oczywiście, przed zjedzeniem potencjalny zajadacz i tak będzie musiał samodzielnie je w pełni przygotować, żeby nie zemrzeć od własnej głupoty, ale to już nie należało do zmartwień trapera. On swoje upolował, przygotował do transportu i zamierzał sprzedać, koniec problemu, co najwyżej mógł polecić przepis na bardzo dobry gulasz. Zatrzymali się wcześniej w Huronfield, żeby odebrać pocztę, ogłosić, że wracają za tydzień, może dwa, bo muszą odebrać większy rachunek i obiecać pozałatwiać po drodze kilka najpotrzebniejszych rzeczy dla znajomych. Niby mogli sprzedać wszystko po drodze, ale doskonale wiedział, że im większe miasto, tym większe ceny, a stali klienci zawsze płacili na czas, okrągłą sumkę i nie bali się chętnie dawkować napiwków za wysoką jakość produktu. Solidnego dostawcę należało w końcu cenić, mawiali, a Stan prężył się przy tym dumnie, jak kot z połechtanym głaskaniem ego.
Na horyzoncie widniał za to już krajobraz majaczącego się w oddali Blisstown, do którego zaglądali wyłącznie w sprawie ważnych i ważniejszych sprawunków, jak to określał Stanley. Dzieciarnia zrozumiała dokładnie, co miał na myśli, bo ręka mężczyzny już od kilku tygodni świerzbiła na myśl o kolejnej rundce kart, do której żadnego z bliźniąt nie był w stanie do tej pory przekonać. Billy niezbyt radził sobie z zasadami, preferując umysłowe łamigłówki, a Stella miała tak tragiczną pokerową twarz, że ani razu nie udało jej się zblefować na poważnie. Oboje wyskoczyli nieco przodem na koniach, ścigając się w przyjacielskiej zabawie, zostawiając Stana samego ze swoimi myślami na cholernie niewygodnym koźle.
Obecnie posiadali tylko trzy konie, z czego jeden zawsze musiał ciągnąc wóz. Mieszkając samemu życie z jednym rumakiem nie sprawiało mu kłopotu, gdy mógł swobodnie przenieść wszystkie potrzebne sobie rzeczy w kilku rundkach z podgórskiego miasteczka, ale transport majdanu dla trzech osób stawał się już lekkim wyzwaniem. Trzeba było uzupełnić zapasy prochu, linek, past, kupić nowe buty, bo te trzyletnie zdążyły się już Billy`emu rozwalić, a przy tym zwyczajnie zaciągnąć odpowiednie zapasy ziarna i mąki wzdłuż górskich szlaków.
Zaczął gwizdać, bo wszystko było lepiej z gwizdaniem, dlatego w nieco lepszym humorze wjechał do Blisstown.