Kolumna góra

Słuchy z Krainy
Aktualny rok: 1846

Na ulicach słychać szepty o wielkim wyścigu mającym ciągnąć się przez całą Krainę – za wygraną przewidywana jest gigantyczna suma pieniędzy, amnestia wszystkich przestępstw oraz zapewnienie bezpieczeństwa na okres roku. Co ambitniejsi już poszukują wierzchowców na ten morderczy wysiłek.

W Saint Thomas w niewyjaśnionych okolicznościach zniknął kolejny szeryf. Za każdą przydatną informację przewidziana jest nagroda.

Już niedługo w Jackburg: cyrk! Kobieta-guma, linoskoczkowie i najsilniejsi ludzie w całej Krainie. Przyjedzcie zobaczyć to na własne oczy.

Aktualnie poszukiwani są: Otelia Crippen
Dziękujemy za pomoc w schwytaniu Clide'a 'Smiley' Byersa. Aktualnie oczekuje na wyrok sądu.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ogata Hyakunosuke. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ogata Hyakunosuke. Pokaż wszystkie posty

2.01.2022

Od Ogaty CD. Vasi

    Pulsujący ból głowy nie pomagał, nawet jeżeli był już trzeźwy, na zdrową ocenę tego co się dzieje. Niby wiedział, słyszał, rozumiał, ale po chwili wypuszczał w niepamięć. Słysząc jakże trafny komentarz Rosjanina sprawił że zmarszczył swoją twarz jeszcze bardziej, a podczas tego przygarnął dodatkowy materiał, który zapewniałby mu więcej ciepła. Nie był wdzięczny, raczej uznawał to za coś oczywistego. Owinął się jeszcze szczelniej i odwrócił na drugi bok, obserwując jak drugi mężczyzna się rusza, zbierając coraz to więcej ofiar poprzedniej nocy. Położył się płasko na plecach i przewrócił… okiem. Niczego nigdy nie żałował, ale w tym momencie… Miał złe przeczucia. Strzelanie do losowych niewinnych ludzi, pakowanie kulek między oczy (albo palcy w oczy, taka opcja też istniała) czy machaniem przeróżnymi, niezbyt bezpiecznymi i moralnymi rzeczami nigdy go nie martwiło, nie, skądże, ale obecność Ruska, obok którego pozwolił sobie na to… co się stało? Martwiło. Prychnął pod nosem i postanowił także ruszyć swoje dupsko, przeklinając jak szewc pod nosem. Nigdy do tego się nie przyzwyczai – zwłaszcza gdy świat dookoła wyglądał jakby chciał mu śliwę nabić. 

    Do domku wpadło świeże powietrze którym można było oddychać. Ogata miał ubrane już spodnie i sięgał po koszulę, gdy wziął głębszy oddech. Zerknął ponownie na towarzyszącego mu, również dezertera, który to był jakże zainteresowany światem zewnętrznym na który patrzył w tej chwili.

    Nie odezwał się, mieląc w głowie wcześniejsze wydarzenia i szukając momentu w którym się stoczył, nie, w którym popełnił błąd, w którym przesadził. Błąd popełnił… znacznie wcześniej. Stając się zbyt nieostrożnym. Pozwalając sobie na zostawianie śladów, nie dbając o rany, a potem wyszło że się schlał jak ostatni rasowy pijak. Nie mówiąc już o… innych substancjach i doświadczeniach. Jasna cholera. Zdusił ziewnięcie i zerknął na szafkę nocną, już bardziej trzeźwy niż wcześniej. To co zobaczył… Mrugnął parę razy, ignorując nieproszonego od wczoraj towarzysza, niegdyś wroga, sięgając po szkicownik i przypatrując się postaci. Czy to on? Prychnął, gotowy żeby wyrwać kartkę i wyrzucić do ognia, zbulwersowany wizerunkiem siebie jako coś innego niż… No właśnie, co? Wstrzymał się jednak po dwóch centymetrach, czując się podobnie tak, jak kiedyś. 

    — W cholerę ze wszystkim — wymamrotał wstając, a koszula zafalowała wraz z jego ruchem. Podszedł do Vasyi i wcisnął mu jego własny przedmiot w ręce, agresywnie się garbiąc i odwracając wzrok, odchodząc na parę metrów. 

    — My żadnych planów nie mamy. Zabierasz swoje manatki i spadasz, póki nie mam rąk na karabinie. Zobaczę cię raz jeszcze to tym razem szczęścia mieć nie będziesz i faktycznie będziesz zimny i martwy. Rozumiesz? — oziębły i głęboki ton głosu wydobywał się z jego gardła kiedy ten szturchnął palenisko i zajął się ubieraniem reszty odzienia. Nie odwrócił się do niego, bo po co? A tak przynajmniej sobie wmawiał, utrzymując twarz w spiętej mimice. 

5.12.2021

Od Ogaty CD. Vasi

     Rozdzierający ból głowy był pierwszym czego doświadczył po obudzeniu się. Nie ruszał się, zaciskając powieki i licząc do dziesięciu – a po wypowiedzeniu w myślach najmniejszej dwucyfrowej liczby, jedynym sprawnym okiem spojrzał na sufit, a następnie na znajome mu już od, może nie aż tak długiego, ale od jakiegoś już czasu, miejsce. Nie wyglądało zbyt przytulnie, takie też nie było, ale spełniało wymogi pseudo komfortowego życia. Bo lepszy dach, ciepło i łóżko niż zimna ziemia przy konarze drzewa, dzieląc swoją strefę komfortu z wszelakim robactwem, a czasami i zwierzętami. Ugh.

    Zamrugał parę razy, ciągle niezbyt kontaktując z rzeczywistością, nie wydając żadnego dźwięku przy tym oprócz spokojnego, miarowego oddechu. Wdech. Znowu wypiłem. Wydech. Rusek. Wdech. Spojrzał w bok, na ciągle wtedy śpiącego dezertera. Jasna cholera. Wydech. 

    Przeciągnął się na łóżku, mrucząc przy tym gdy odczuł ból w pewnych częściach ciała, po czym przetarł twarz. Nie miał siły na fałszywy uśmieszek czy gierki, zwłaszcza gdy coraz to więcej wspomnień zalewało jego głowę – czy to te z dnia poprzednia, wieczora, nocy, to także z koszmarów, które mu się śniły. Śnił mu się one często i był dość przyzwyczajony do nich, lecz do pewnych kwestii nie da się przyzwyczaić – w tej kwestii nawet nie potrafił siebie do tego przekonać, niestety. 

    Sylwetka, źródło ciepła tuż obok się ruszyła – Ogata już nie mógł udawać że go tu nie ma. Odwrócił głowę na bok, jego policzek niezgrabnie zniekształcając się przy tym i patrzył na niego. Na jego niebieskie oczy i kasztanowe włosy, które w tym momencie odstawały na wszystkie strony. Na dodatek ta różnica wzrostu. Zdusił w sobie westchnięcie męczennika, starając się zachować jak najbardziej neutralną mimikę twarzy – mina mu jednak zrzędła gdy Rusek zadał pytanie. Zmarszczył brwi i jednym okiem patrzył spod byka na niego, jednocześnie jego serce przyspieszając swoje bicie. Trochę. W końcu, chodzi o Yuusaku.

    Przez moment nie odpowiadał. Przez dłuższy moment. Zagryzł wargę po czym zmarszczył brzydko nos na moment. 

    — Ktoś, kogo mi przypominasz i kto dostał kulką w łeb ode mnie — wycedził przez zaciśnięte zęby, mrużąc oko i gapiąc się na niego.

    — Coś jeszcze chcesz wiedzieć? — Ogata podciągnął nogi pod siebie, zwijając się przy tym w jakby kulkę, zawijając kołdrę bardziej wokół siebie. Tęsknił już za tym chorym poczuciem i źródłem ciepła, jednak na głos w życiu by się do tego nie przyznał — więc tylko świdrował go swoim zdenerwowanym spojrzeniem.

    Bo jak tu nie być w humorze gdy ma się kaca.

28.11.2021

Od Ogaty CD. Vasi [+18]

    TW: Kazirodztwo

    Ogata wiele razy się całował. Nie było to dla niego nic nowego czy coś wielkiego, a jednak gdy Vasily przestawał paplać i zajmował się ich ustami, jego umysł zaczynał płatać mu figle. Sprawiał, że wyobrażał sobie co innego. Miał wrażenie, że za chwilę posmakuje strużki krwi, która tak nieustannie spływała z czoła. 

    Z nim, to on prowadził ich obu. Młody, niedoświadczony chłopak od flagi, który tak dzielnie i chętnie, jednocześnie tak nieśmiało i niewinnie, podążał za krokami swojego starszego brata, który uczył go rzeczy, których nie powinien. Ogata chciał jedynie go wtedy wykorzystać, ale nie mógł zignorować, że to Yuusaku pierwszy pochylił się nad nim i pogłaskał go drżącą, dużą i gładką dłonią, po policzku. Zabrał mu oddech tym gestem czułości. Sprawił, że to wszystko się zaczęło. Smakował wtedy jak sake, które było powodem jego chwilowej odwagi, która szybko zniknęła – tak samo jak jego twarz blisko tej Ogaty, gdyby nie chwycił go za ramię, zatrzymując tym samym. 

    A potem…

19.10.2021

Od Ogaty cd. Vasi

    Czy ludziom na nim zależy? Chciało mu się śmiać na to stwierdzenie. Nikomu na nim nie zależało. Każdy akt dobroci sprawiał że robiło mu się niedobrze. Zresztą, dobroć? Prędzej bycie egoistą który pragnie zaspokoić swoje własne potrzeby, wykorzystując do tego celu innych, uśmiechając się przy tym słodko, patrząc ciepło. Nie cierpiał tego. Zniszczy każdego, kto będzie dla niego dobry. Miły. Będzie na nim zależało. Ale czy naprawdę tego pragnął?
    Słowa Vasi sprawiły, że poczuł coś. Nie lubił tego. Miał ochotę go zepchnąć, wziąć karabin i go zastrzelić w tym samym momencie przez te słowa. Za kogo on się uważał? Od razu pomyślał o Yuusaku i przeklął w myślach, zdając sobie sprawę że jednak lubił ten ton głosu. Ta bezczelna pewność siebie, gdy chodziło o inną osobę, gdy chodziło o niego.
    Zadrżał pod jego dotykiem, przymykając mimowolnie oczy. A może jednak da mu tą przyjemność spełnienia swoich egoistycznych zachciewajek, grania świętego, dobrego rycerza na białym koniu? Nie było to takie złe…
    Nie, Hyakunosuke. Tak nie może być. Pamiętaj kim jesteś. Pamiętaj jak żyłeś. Pamiętaj co zrobiłeś. Pamiętaj kto patrzy, z bolesnym uśmiechem wymalowanym na twarzy i krwią spływającą po jej środku. Duch, zjawa, klątwa, trauma i oaza, trująca i lecząca jednocześnie. Taki był. Tak go postrzegał.
    Patrzył w jego oczy, znajdując w nich ukojenie. Spokój, który wypełniał jego duszę, a pojedyncze oko się przymykało, bo to oczami wyobraźni właśnie teraz spoglądał na niebo. A może był to ocena, czy jezioro? Nie było to ważne. Same odczucia były ważne, a Ogata nie potrafił ich jednak do końca sklasyfikować – były dobre, potrzebne, czy były może zagrożeniem? Jawnym, bądź ukrytym, które da o sobie znać jakiś czas później?
    Mrugnął, wyrywając się z tego zamyślenia, gdy Rosjanin wstał. Całkowicie go przed chwilą nie słuchał, lecz nie miał zamiaru się go pytać co tam jeszcze mówił. Teraz… Teraz było co innego mu w głowie.
    Został pchnięty na łóżko, palce jednej dłoni od razu zaciskając się na zmiętej pościeli, a drugą ręką bezwstydnie pociągnął dezertera za sobą, zmuszając go do oparcia obydwóch dłoni o łoże, o wiszenie tuż nad nim, po czym włożył palce wolnej ręki w jego włosy, po raz kolejny tego dnia i zbliżył się do niego i…
    — Będziesz tego wszystkiego żałował. W momencie kiedy podążyłeś za mną nie po to, żeby mnie zabić, popełniłeś już ogromny błąd.
    Szeptał, będąc totalnie blisko niego, stykając się niemal nosami, patrząc w hipnotyzujący błękit. Uśmiechnął się połowicznie, po czym położył się na plecach, ciągnąc Vasię ze sobą w dół. Drugą rękę, która wcześniej była zajęta trzymaniem go w pozycji, dołączył do drugiej która bawiła się świetnie w rudawych włosach i podciągnął się na nich, zmrużył oczy i musnął jego usta w powolny sposób. Mieli teraz czas, lecz Ogata – mimo że do tego na głos się nie przyzna – był zmęczony, lecz pragnienie otrzymania uwagi, pragnienie dotyku na jego ciele było znacznie większe, a jego wargi, które oblizał chwilę przedtem, nie były jedynymi, które miały to dostać.
    A Ogata dostawał to, czego chciał – pociągnął za przydługawe kosmyki, jednocześnie gryząc Rosjanina.
    — Jest za dużo rzeczy o których nie wiesz, Vasyenka — wymruczał mu w usta. — I zdecydowanie za dużo gadasz, a nie tego trzeba.

11.10.2021

Od Ogaty cd. Vasi

    Ogata nie spodziewał się tego, lecz nie była to niemiła niespodzianka, o nie nie nie. Wyprostował się na krześle, jednocześnie w głowie zrodziła się myśl nieprzyjemna że krzesło pęknie za chwilę. Było już raczej stare i trzeszczało, toteż dodatkowy, o wiele większy od niego, ciężar ciała na meblu mógł być tym ostatnim. Odgonił tą myśl od siebie, notując jednocześnie jak szeroką dupę ma Vasily. Widzieć, a czuć, to dwie różne sprawy.
    Patrzył na niego z podniesioną brwią, jakby oczekując wyjaśnień, gdy na szyi ciążyła ręka Rosjanina. Nie miał zbytniego pojęcia co takie zachowanie miało oznaczać, ale niezbyt trzeźwy umysł nie rozmyślał nad tym za bardzo.
    Słysząc jego słowa jednak wykrzywił się w grymasie obrzydzenia.
    — Mówiłem że jednak tego nie chcę wiedzieć. Mogłeś to zostawić dla siebie. Wolałbym usłyszeć że faktycznie chcesz mnie zaliczyć zanim wpakujesz kulkę w łeb, zamiast czegoś takiego — wymruczał, gotów ponownie zaciągnąć się papierosem lecz został mu on zabrany z ust. Patrzył więc z czymś w rodzaju politowania na mężczyznę który o mało co, a nie zacząłby się dusić tym pojedynczym buchem.
    Dostał w końcu z powrotem swoją fajkę, którą z jakże “radością” posmakował i wypuścił obłok dymu w bok, a nie w twarz siedzącego mu okrakiem na kolanach Rosjanina. Jeszcze by go przypadkiem zabił tym dymem, co by się wtedy działo? Nudno by mu było. Przez jakiś czas.
    Zamrugał gdy Vasily zadał pytanie dotyczące alkoholu i jednocześnie dotykając go po szyi. Poruszył się niespokojnie, a potem nadeszło kolejne nieprzyjemne pytanie, wypowiedziane ochrypłym głosem.
    — Nie twoja sprawa — syknął, starając się brzmieć najbardziej negatywnie neutralnie jak potrafił, lecz te z pozoru zwykłe muskanie palcami jego szyi działało na niego. Zmrużył oko, ledwo powstrzymując się od wzdychnięcia.
    — Nie każdy ma przecież powód do zrobienia czegoś. Nie wszystko ma swój powód…
    Powiedział, lecz wspomnienia wiedziały lepiej. Otworzył powiekę i patrzył w dół, raczej bez celu, nawet jeśli przed sobą miał na co zawiesić spojrzenie. Spiął się, nieprzyjemne wizje ukazujące mu się przed oczami i mrugnął parę razy wściekle i syknął, gdy prawy oczodół dał o sobie znać, obdarowując go tępym bólem. Odruchowo położył na nim rękę.

10.10.2021

Od Ogaty cd. Vasi

    Zmrużył oko, obserwując jak Rosjanin rozpala w piecu, po wcześniejszym bezczelnym oblizaniu go i obmacaniu. Poruszył się niespokojnie na swoim miejscu, wypuszczając z ust powietrze i sięgnął po butelkę, z której wypił połowę zawartości. Oblizał usta, odstawił szkło, bez słowa zabrał odebrane mu wcześniej zapałki i usiadł na krześle.
    — Wątpię, żeby było coś, co bym chciał wiedzieć o tobie.
Powiedział jednolitym tonem głosu, dłoń wsuwając do kieszeni gdzie włożył wcześniej zgrabione nieboszczykowi fajki. Wyciągnął je na stół, wziął jedną i bez żadnego ostrzeżenia czy może pomyślenia o towarzystwie, pociągnął zapałkę po boku pudełka, a ta się zapaliła – a następnie także i papieros. Pojedynczym okiem wzrok utkwił w niebieskich oczach i cały czas na niego się patrząc, zaciągnął się, a potem wypuścił z ust szarą chmurę dymu. Uczucie, które go wypełniło, sprawiło że pozwolił sobie na rozluźnienie, a sylwetka w kącie oka zniknęła, dając mu wreszcie spokój. To samo z głosami w uszach, które ucichły. Przymrużył lekko zmęczoną powiekę i zaciągnął się fajką raz jeszcze. Ponownie wypuścił jasny obłoczek, w głowie jednocześnie notując dziwny smak i zapach.
    — Zdecydowanie wolę rosyjskie — westchnął, przysuwając się do stołu, kładąc na niej łokieć i opierając głowę na dłoni, wpatrując się w przystojną twarz naprzeciwko, która była naznaczona przez niego na obydwóch policzkach.
    — Właściwie, to jest coś. Dlaczego za mną tak podążałeś, a potem nawet nie wycelowałeś we mnie lufy?
Spytał, jego głos delikatnie przekształcony przez dłoń na policzku, a po chwili pokręcił głową.
    — Wiesz co, nie chcę tego wiedzieć. Jesteś po prostu kurwa pojebany w ten ruski łeb. Mogłem wtedy lepiej wykonać swoją robotę, a teraz siedzę sobie z takim jednym co — tutaj zmienił język, którym się posługiwał na japoński — co by chyba chciał się ostro zabawić z kimś, kto miał go zabić.
Zaciągnął się.
    — A żebym ja w tym temacie miał coś do gadania — zaśmiał się gorzko, rosyjskie słowa wypełniające ciszę chatki, w której słychać było trzask palącego się ognia w piecyku.

Od Ogaty cd. Vasi

    Obydwie dłonie na jego szyi. Obydwie się zaciskają, boleśnie odcinając dopływ powietrza do jego płuc. Ogatę to kręci, a żeby powiedzieć że tylko to. Ten moment, ta krótka chwila to było dokładnie to, o czym parę sekund temu myślał, o czym marzył. Dostał to, na moment, ale jednak dostał. Może jednak powinien więcej od życia wymagać, takich drobnych przyjemnych chwil? Co dobre się kończy, a Japończyk został zostawiony z poczuciem pustki, podczas gdy brał głębokie oddechy i próbował uspokoić bicie swojego serca. Uśmiech jednak nie opuszczał ani jego ust, ani oczu i zaśmiał się, słysząc jego groźbę. Brzmiało to prędzej na zaproszenie niż na odstraszenie pomysłu o paleniu fajki przy nim. 
    Tym razem to Ogata szedł z przodu, prowadząc ich obydwoje w tylko jego znanym kierunku. Na ostatnie słowa mruknął niezadowolony.
— Jeżeli myślisz że to był mój pierwszy raz, to się mylisz.
Zerknął na drugiego dezertera, po czym wzrok skierował znowu przed siebie.
— Facet jak mnie zobaczył to zaczął mnie dusić, gdzieś tam kręcił się jego szczyl, gdy go zauważył no to zmówił paciorek i dołączył do żonki. Najzabawniejsze w tym wszystkim było to, że on też się dobierał — parsknął, jakby wcale nie mówił o kolejnym morderstwie i tym razem próbie gwałtu na jego osobie. Dłoń powędrowała do głowy i zaczesał włosy do tyłu, wbrew temu co przed chwilą powiedział i jak zareagował, wzdychając ciężko, a palce drugiej ręki zacisnęły się na giwerze. Wytężył wzrok samotnego oka na czymś przed sobą.
    Prychnął na jego słowa. To było bardziej niż oczywiste, czego Rosjanin chciał od niego.
— Tak bardzo chcesz zobaczyć, czy jestem w stanie tym razem strzelić ci między oczy?
Odwrócił się w jego kierunku dosłownie w tym samym momencie kiedy niebo przecięła jasna wstęga, jasno dając do zrozumienia że burza się jedynie zbliża i zbliża. Parę sekund po, nastał grzmot, a Ogacie zjeżył się włos na karku ze względu na to, jak głośny on był.
— Strata czasu to strata czasu. Ruszaj tą swoją grubą dupę szybciej, zanim znowu będziemy cali mokrzy — syknął, przyspieszając kroku gdy zauważył ich cel podróży. Chatka naprawdę była blisko, a Ogacie minęły chęci do zabawy, gdy przed oczami widział cały czas podobny obraz, a w uszach parę słów, parę zdań wypowiedzianych pewnym głosem. Otworzył drzwi z hukiem i w paru susach znalazł się przy szafce, z której wyciągnął alkohol i którego wypił parę dużych łyków. Odłożył butelkę na stolik, po brodzie leciała mu mała strużka napoju, a drugą dłoń miał zaciśniętą w pięść.

9.10.2021

Od Ogaty cd. Vasi

    Japończyk wzruszył lekceważąco ramionami, okręcając się i kucając przy nieboszczyku, przez moment zdawać by się mogło że ignorując dwa krótkie pytania. W rzeczywistości jednak w głowie odtwarzał moment sprzed chwili, wzrok pojedynczego oka kierując na martwą głowę, na martwe oczy i na dziurę na środku czoła. Uśmiechnął się trupio, lecz uśmiech ten nikt nie zobaczył.
Oprócz jego brata, który znowu go obserwował.
   — Nie znałem go.

    Przez głowę przechodziły wszystkie wspomnienia poznanych osób w Krainie. Ich imiona i nazwiska się pokrywały, sprawiając że nie potrafił przypomnieć sobie w pełni żadnego, lecz jedynie ich szczątki.

    — Zresztą, jeżeli kogoś znałem, to od dawna już nie żyje — dodał, a dłoń zwinnie znalazła się przy jednej kieszeni, którą zauważył, a wcześniej musiała mu umknąc. Znalazł w niej fajki, które śwignął jeszcze szybciej od tamtej piersiówki. Schował do kieszeni i wstał, lekko chwiejnie lecz ciągle w miarę stabilnie. Odwrócił się, po raz ponownie w ciągu ostatnich paru minut, przodem do Rosjanina i znowu został zmuszony zadrzeć głowę do góry, żeby ich spojrzenia się spotkały.

    — Wiem jedynie, że przypomina mi on syna pewnego typa. Czy to on? Nie wiem. Nie mam pojęcia. Nie widziałem go wyraźnie.
Kąciki ust podniosły się, dostrzegając pewnego rodzaju zmianę w wyglądzie tych niebieskich oczu. Zmrużył lewe, wypuszczając jednocześnie z tych swoich ust krótkie parsknięcie.

    — Chcesz wiedzieć więcej? Nie wiem po co ci ta informacja potrzebna.
Przechylił głowę lekko w bok.
    — Żona tego typa chciała się zabawić ze mną, skończyła w rzece. Facet się wkurzył i jak mnie zobaczył to…

    Ogata sięgnął po prawą dłoń Vasi.
Vasily był od niego wyższy o dobre pewnie trzydzieści centymetry, to oczywistym chyba też było, że dłonie będzie mieć większe. Nawet będąc tego świadomym, Ogata i tak podziwiał rozmiar ten jednej dłoni, zwłaszcza porównując ją do tej swojej. Przez krótki moment, ale jednak to robił. Położył tą dłoń na swojej szyi, pilnując aby jej palce owinęły się wokół całej jej szerokości i och, jak chłodna była w porównaniu do jego bardzo rozgrzanego ciała. Przeszedł go dreszcz, rozchylił usta, kiedy ta zimna dłoń zaczynała się rozgrzewać, gdy sprawiał, żeby zaciskała się coraz mocniej.

    Od razu wyobraził sobie sobie też drugą dłoń zaciskającą się na jego krtani i zadrżał na tą myśl, patrząc marzycielsko w niebieskie oczy i ignorując półprzezroczystą sylwetkę w oddali.

6.10.2021

Od Ogaty cd. Vasi

    Na południe.
Tak powiedział Vasily, a Ogata nie był w stanie w którym kwestionowałby kierunki świata, więc tego nie zrobił – choć, zazwyczaj niezbyt miłe komentarze były rzucane przez jego osobę, podważając dobrane słowa i myśli drugiej obecnej persony.

    Na pytanie, czy strzelał kiedyś do łyżek, podniósł brew w geście niezrozumienia. Czemu nagle o to pytał? Mrugnął raz, mrugnął dwa, liście miały ciekawy kolor, trzy, o, tam leciał motylek.. chyba.
Zatrzymał się na moment żeby przetrzeć twarz, po czym ruszył dalej w ich wspólną podróż w poszukiwanie czteronożnej szkapy.

    — Nie widzę sensu brania udziału w takim czymś — odpowiedział w końcu, odwracając głowę w bok i zwalniając po raz ponownie kroku, żeby tym razem dostać boleśnie witką po twarzy i to dosłownie w ślepe miejsce. Wymamrotał pod nosem soczyste przekleństwa jakie mu przychodziły do głowy, kiedy ocierał obolałe miejsce i automatycznie prawie włożył palce w pusty oczodół, lecz wstrzymał się z tym gdy dezerter który był z lekka z przodu się zatrzymał. Przyglądał się jego ruchom, kiedy można było usłyszeć charakterystyczny dźwięk odpowiadający łamaniu gałęzi. Trzask dochodził z ich prawej, a Ogata nie potrzebował żadnego znaku żeby być w gotowości na niespodziewane. Arisaka idealnie pasowała w jego dłoniach, które teraz ściskały ją gotowe do szybkiego wycelowania i oddania strzału w razie potrzeby. Opuścił jednak broń, słysząc kolejne źródła hałasów. Były to ciche końskie dźwięki, jakiegoś innego, lecz małego zwierzęcia oraz.. coś jeszcze. Pozwolił jednak Rosjaninowi sprawdzić na oczy sytuację na prawo, kiedy on niepostrzeżenie skierował swe kroki w lewą stronę, nasłuchując otoczenia. Nie było śladu po żadnych zwierzęciu… Ale oddalony zduszony oddech był wystarczający dla Ogaty żeby znaleźć zasłonę i nawet z rozmazującym się obrazem, usadowić się i znaleźć cel, a następnie po prostu pociągnął za spust, a leśną ciszą rozległ typowy dla karabinu powtarzalnego huk. Wstał, zaczesał włosy do tyłu i szybkim krokiem znalazł się obok truchła. Kopnął je nogą, a ono bezwiednie się poruszyło, ukazując twarz owej osoby.

    — Oya, to chyba ten dzieciak tamtego typa… — mruknął pod nosem, kucając i przeszukując zwłoki, łapki wsadzając w kieszenie i obmacując, bo a co jeśli ma coś wartościowego? Spakował pistolet wraz z nabojami, a kiedy palce odnalazły piersiówkę, niczym alkoholik na głodzie pochłonął jej pozostałości i wykrzywił się w grymasie. Wstał, wytarł usta za dużym rękawem i odwrócił się, prawie wpadając na przeszkodę. Przeszkodę, którą okazał się być trochę zapomniany przez niego “nowy towarzysz” podróży, który ino się prosił o dostanie giwerą przez łeb. Kulką w łeb nie, bo zakończyłoby to całą zabawę – i jak Ogata nie miewał problemów z obsługą trupów, tak jednocześnie nie był to jego ulubiony rodzaj zabawy, gdyż iż ponieważ, było to zwyczajnie nudne.

    Oblizał wargi z ostatnich kropelek alkoholu, uniósł kąciki ust do góry i patrzył lubieżnie na niego, z zadartą głową i wyglądając niczym zadowolony i dumny z siebie kotek, gotowy popełnić więcej jakże niewinnych przestępstw.

27.09.2021

Od Ogaty cd. Vasi

     Vasily był naprawdę dobrym kąskiem. Japończyk przysłowiowo oblizywał lubieżnie swe usta na samą wizję skosztowania go. Wcześniej widział go tylko pod mundurem w czasie zimy, tego też nie zauważył tego wtedy, ale w obecnym czasie było całkiem inaczej. Umysł pracował ciężko, do jego wyobraźni podsuwając coraz to nowsze pomysły i obrazy, rzeczy, które mógłby… Mogliby zrobić. Wszystko to podsycało jego apetyt.

    Nie tylko widział, ale też czuł. Oprócz wyglądu miał też faktyczną siłę, czego niektórym brakowało, lecz tutaj ona występowała. Wielka szkoda, że się tak ograniczał.

    Sapnął, ekscytująca wizja pojawiająca się w głowie gdy ten go ścisnął udami. Był gotów otworzyć nawet gębę żeby dać o tym znać, lecz ugryzł się w język, a nie tak długi moment później niebo przeciął błysk i to był moment zakończenia ich zabawy, patrząc na skupioną twarz Vasi.

    A mówiąc o jego twarzy, to Ogata wykorzystał ten czas żeby, ponownie tego dnia, przyjrzeć mu się. Vasily miał przystojną i młodą twarz, lecz widoczne były jej przeszłe zmagania z niesprzyjającą pogodą i niszczącą wojną. Dodawało mu to swego rodzaju uroku, a opalenizna podkreślała… jego piegi. Mrugnął. Urocze. 

    Vasily miał także charakterystyczny zarost, dość ciekawy i który pokrywał się na policzkach z jego bliznami. Bliznami, których blisko poznać jeszcze okazji nie miał… ale na to przyjdzie jeszcze czas.

    Najbardziej rzucające się w jego wyglądzie dla Ogaty nie były jednak owe blizny, lecz oczy, które tak pięknie wyglądały na tle reszty. Odznaczały się, a jednocześnie łączyły wszystko w jedną całość. Kiedy był tak skupiony, wyglądał zupełnie inaczej niż podczas ich wcześniejszych zabaw, wcześniejszego przekomarzania się. Jego oczy były bardziej ekspresyjne niż jego własne, a na dodatek miały ten hipnotyzujący, śliczny kolor. No chcąc nie chcąc, Hyakunosuke po prostu je polubił, lecz przyznać się w życiu nie przyzna.

    Z jego podziwiania wyrwały go wymruczane słowa, na które przewrócił oczami, lecz nie skomentował. Nie opierał się też gdy został pociągnięty i postawiony do pionu. Przez moment patrzył jak zbiera manatki, wzrok skupiając się bardziej gdy ten się pochylał tyłem do niego, lecz dość szybko stwierdził że tak, zebranie swoich rzeczy to mądry pomysł. Rozejrzał się i podreptał po najważniejsze, karabin, a na resztę rzeczy spojrzał z niechęcią (może oprócz butelki whisky, z której duszkiem wypił pozostałą zawartość, wykrzywił twarz w grymasie, a puste szkło wyrzucił na bok). Wcisnął jeszcze parę innych przedmiotów pod pachę i prychnął pogardliwie.

    — Z nas dwóch to ciebie prędzej trafi — powiedział, czubkiem giwery dźgając go w bok. 

    Stanął, rozejrzał się i… I tak.

    — To gdzie ci ta szkapa w końcu uciekła? — stanął obok niego i zadarł głowę do góry, mrużąc nosek.

    — Niedaleko jest chatka, w której często siedzę — dodał raczej cicho. Nie powinien mówić o swoim zwyczajowym miejscu przebywania.

    Ale teraz nie to było problemem. Spojrzenie z oczu spadło na usta, jednak mrugnął i znowu podniósł wzrok.

26.09.2021

Od Ogaty cd Vasi

    Ach, to ten typ. No i sprawa rozwiązana.

    Pomyślał, widząc reakcję inną niż pragnął. Pewnie by wykonał inny ruch, lecz czasu do namysłu nie miał, gdyż Vasily dalej prowadził swój mały monolog. Sapnął gniewnie, mrużąc brwi i w ciszy, bo w głowie, przeklinając go i jego porównanie.

    Cóż, prawdą było to że nie był największy, lecz i tak był raczej średniej… średniej wysokości i lepiej zbudowany od przeciętnego Japończyka. Nie dostał ani zbyt dobrych genów ani nie jadł zbyt dobrze w swym początkowym stadium życia, przez co marudził teraz ilekroć właśnie został nazywany małym, leciutkim czy innym określeniem, które nie podobało mu się. Podkreślały one jego słabość, podkreślały jego brak siły, a on nienawidził słabości.

    Zaprzeczać nie będzie. Duma jeszcze istniała w jego umyśle, która nie pozwalała na dziecinne i bezcelowe mówienie że nie, tak nie jest, kiedy wiedział o niej doskonale dobrze i lepiej od samego Rosjanina. Cisnęło mu się na usta żeby powiedzieć, że on natomiast jest przerośniętym przeklętym cholernym ruskiem, lecz i tego powiedzieć nie mógł. Gdy ten przeklinał go w głowie, Vasya wykorzystał okazję, odwracając fizycznie ich role. Ogata mrugnął zaskoczony, gdy nozdrza wypełnił dość osobliwy… zapach, a plecy dotknęły ziemi pokrytej materiałem. W pierwszym odruchu szarpnął, rękoma, lecz uścisk na nich był wystarczająco silny, że nie mógł od tak się uwolnić.

    Poczuł przez to podniecający dreszczyk ekscytacji, a kąciki ust niekontrolowanie się podniosły, gdy spojrzał na niego z dołu, wprost na twarz z wymalowaną dumą i satysfakcją. Normalnie pewnie chciałby sprawić, żeby ta minka zniknęła, ale…

    Wypowiedziane przez niego słowa sprawiły że prychnął zuchwale, jakoby były to oczywiste rzeczy. Był świetnym strzelcem i był tego doskonale świadomy, a takie teksty podbijały jego i tak już duże, wybujałe ego snajpera. Po usłyszeniu następnych słów, Rosjanin znowu go pocałował w ciągu ostatnich paru minut. Krótko. Za krótko. I jeszcze na dodatek śmiał się z nim drażnić po tym.

    Warknął gardłowo i z wysiłkiem, bo uchwyt to on miał, udało mu się oswobodzić jedną rękę, którą automatycznie włożył w te kasztanowe kosmyki, przyciągając jego twarz bliżej, że stykali się nosami.        — Jak chcesz się bawić, to możemy się bawić. Ta głupia szkapa raczej ci za daleko nie ucieknie — mruknął, przez moment wpatrując się w jego oczy i po raz kolejny tego dnia gubiąc się w nich, podczas gdy ich usta się muskały. Po sekundzie jednak ochłonął i się w nie wpił, mrucząc przyjemnie, delektując się ich smakiem i bawiąc się jego włoskami, co jakiś czas ciągnąc je mocniej. Zgiął jedno kolano, przyciągając je do siebie i jednocześnie odsuwając ich twarze. Spojrzał na niego z leniwym, wyzywającym uśmieszkiem.
    — To jak będzie, Vasyenka?

25.09.2021

Od Ogaty cd. Vasi

    Powiedzenie, że się nie spodziewał było błędne, lecz spodziewać się też niezbyt spodziewał, że to wyrośnięte, trochę jebnięte w głowę ruskie dziecko, samo z siebie postanowi go pocałować. Przez ten krótki moment zdążył jednak posmakować tych ust, z których wypływały momentami zdeformowane słowa, które jednak doskonale rozumiał dzięki swojemu niezwykle wrażliwemu, dobremu słuchowi. Smakowały jak to przeklęte danie które wcześniej zjedli, ale także jak coś znajomego, co sprawiał, że miał ochotę wrócić do niego, żeby wrócić także do przeszłości. Miał ochotę żeby przyciągnął go ponownie, żeby ich wargi delektowały się sobą nawzajem, lecz na pewno nie było mu to dane. Kiedykolwiek czegoś chciał, gdy przychodziło tych parę momentów kiedy wyjątkowo czegoś chciał, życie postanawiało za każdym razem kopać go bezlitośnie, gdy i tak już leżał, pozbawiony wszelkich marzeń.
    Najczęściej to on był sam sobie winien, sam sobie był winien tych mocnych kopniaków otrzymywanych w sam środek swojego ciała, zmuszające go do spazmatycznego, bolesnego drżenia. Każda myśl bolała, każda sekunda przeciągała się nieznośnie w wieczność.

    Tego też, nie zrobił nic, wpatrując się tępym, nieodgadnionym wzrokiem w niego, słuchając jego mowy, pewnie niegdyś czystej i wyraźnej. Pewnie niegdyś samym głosem mógłby oczarować wiele dam, bo Ogacie podobała się wizja słuchania go jak mówił, tak sobie właśnie zauważył. Nawet jeśli pierdolił rzeczy, o których nie miał ochoty słuchać, rzeczy, które przywoływały bolesne wspomnienia i pewną sylwetkę w kącie swojego pola widzenia, która w martwy sposób przypominała o tym co zrobił, o tym co stracił.

    — Pierdolenie — mruknął cicho, sam do siebie, najbardziej obojętnym tonem głosu jaki mógłby z siebie wydać. Czuł, że nie było to dobre. Lecz czy wybór inny miał? Odsunął się od niego delikatnie, usadawiając się w bardziej wygodnej pozycji i obserwował, pożerając go wzrokiem, oczy zatrzymując na dłużej w pewnych miejscach.
Po czym ściągnął brwi w niezadowolonym grymasie.
Lekki jak okruszek?

    — Oi. Co to ma znaczyć? — warknął, w jednym momencie znajdując się na nim. W jednej sekundzie siły i energia do niego wróciły, a krew zabuzowała, wzburzona tym konkretnym określeniem. Pchnął Rosjanina, jedna ręka zajęła miejsce na piersiach, a druga boleśnie wbijała się w pewne miejsce na kroczu, nie znając litości i słowa “delikatność” czy “wyczucie”.

    — Nie mów o mnie w taki sposób — wysyczał, świdrując wzrokiem mężczyznę leżącego pod nim. Klatka piersiowa unosiła się i opadała, a gorący oddech wydobywał się spomiędzy rozchylonych ust tuż po wypowiedzeniu tej groźby.

20.09.2021

Od Ogaty cd. Vasi

    Uśmiech poszerzył się odrobinę bardziej, rozchylił usta, pokazując swoje ząbki i te dwa kiełki, które wydawały się jakby należały do kotka. Przechylił głowę jeszcze bardziej w bok, a potem zagryzł subtelnie wargę, kiedy paluszki okręcały sobie coraz to kolejne kosmyki włosów.

    Vasily przypominał mu teraz zdecydowanie o Yuusaku. To było tak okropnie widać, jak próbował się powstrzymywać. Ogata nie miał pojęcia jednak dlaczego, a umysł nie podpowiadał mu żadnych logicznych wyjaśnień, toteż tylko wpatrywał się w jego oczy, zastanawiając się, jaki krok teraz wykonać. Nie myślał jednak w tej chwili, bo pewnie by zaprzestał, lecz on dalej w to brnął. Wyprostował się, górując teraz nad Rosjaninem i patrząc z góry wprost w ten błękit. Dłoń na piersi przesunęła się po materiale, aż znalazła drogę pod. Pochylił swoją głowę, ich nosy stykając się, lecz nie na długo bo dłoń na karku pociągnęła w ostrym ruchu kasztanowe włosy w dół.

    Japończyk uśmiechnął się niewinnie, prawą ręką wędrując po jego rozgrzanym ciele i aż zadrżał, jakby przypominając sobie, jakby uświadamiając sobie czego pragnął. Momentalnie zmięknął, spojrzenie złagodniało, lecz tylko na chwilę. Tylko na chwilę pozwolił sobie na moment słabości, na moment marzeń, bo zaraz potem znowu szarpnął kłaczkami, a prawa ręka na piersiach zrobiła to samo, po czym zluzował dłonie, masując jego ciało powolnymi ruchami, jakby wcale przed chwilą nie ciągnął go za futerko.

    Pewnie bawiłby się w to dalej, lecz poczuł ogarniające go znużenie, a wcześniejsze chęci wyparowały w tym samym czasie. Nie miał już siły ani chęci na zabawę, na nieszczęście dezertera, bo na pewno liczył na znacznie więcej. Ogata odsunął się nieznacznie i ziewnął szeroko, nie zważając na otoczenie, wydając z siebie ten jeden typowy, konkretny dźwięk, usiadł ponownie na swoich nóżkach i wtulił policzek w jego ciało, znowu wdychając jego zapach, a ręce tym razem miał założone na jego karku i tak sobie siedział, z przymrużonymi oczami.


308 słów lets goo

Od Ogaty cd. Vasi

— Co zechcesz.

Co zechce? Czego chciał Ogata? Co byłoby wystarczającym powodem, żeby przykleić swe cztery litery obok drugiego snajpera, którego na dodatek sam postrzelił? Te blizny tuż przed sobą, przed jego oczami były tego namacalnym dowodem. Nie pamiętał już, czy specjalnie tak wycelował, czy chybił, lecz przez tą małą pomyłkę – zamiast zabicia mężczyzny, okaleczył go – byli tutaj właśnie, w tym momencie, w tej chwili. Nie narzekał, nie próbował go uderzyć bądź co lepiej, zabić, lecz czy tak samo by myślał na trzeźwo? Czy tak samo by powiedział na głos następnego ranka, nie będąc pod wpływem żadnej substancji?

W myślach Ogaty jednak narodziło się pytanie, które zaczęło krążyć wokół niego. Czego chciał? Czego oczekiwał od życia? Czy miał jakieś nadzieje? Do głowy po tych słowach od razu przychodził mu obraz Yuusaku. Słyszał jego słodkie słówka, przed oczami widział to miękkie spojrzenie, pod którym się jedynie prostował, starając się zejść z jego pola widzenia.

Nie mógł nie zauważyć tej zmiany koloru twarzy, tego ruchu dłoni. Kącik ust podniósł się, a pozostałe czarne oko jakby zabłysło. Cóż to miało być? Ogata mimo nie bycia sobą, ciągle posiadał te cząstki, które miały ujrzeć światło zewnętrzne, dzienne. Części siebie, które sprawiały że reszta społeczeństwa za nim nie cierpiała.

Słysząc kolejne słowa pewnie by parsknął, bo brzmiały one komicznie i nie pasowały do reszty, lecz krótka przypominajka że był to Vasily, rosyjski dezerter którego sam postrzelił i który po spotkaniu go pierwsze co zrobił, to podwędził mu ubrania i rygiel sprawiła, że brzmiało to dosłownie jak on.

Czując dotyk na sobie, który tak powoli sobie wędrował, serce zabiło ociupinkę mocniej, a ciało jakby rwało się po więcej dotyku, kończąc na tym, że siedział teraz wyprostowany jak struna, ze źrenicą tak zwężoną, że można było dostrzec szary odcień tęczówki (szok! Ogata nie ma czarnych oczu! Oka.) Jego usta jednak rozszerzyły się w coś rodzaju uśmiechu, a z gardła wydobył się krótki chichot. Po tym, jego ręce znalazły się z przodu, pomiędzy nim, a Rosjaninem, opierając swe malutkie dłonie na jego klatce piersiowej i przysuwając się bliżej niego, do przodu.

— Co zechcę, Vasya? — wymruczał, przechylając głowę lekko w bok, z tym samym uśmieszkiem przypatrując się jego twarzy. Wzrok bezwstydnie padał to na jego usta, to na blizny, to na zarost, to na te jego śliczne oczy.

— Jesteś tego pewien? — szepnął, rzucając mu drapieżne spojrzenie, jakby wyzwanie, podczas gdy lewa ręka niepostrzeżenie wsunęła się na jego kark, a potem we włosy. Ogata czuł, jak dudniło mu serce, a palce owijały się wokół można by powiedzieć rudawych kosmyków.

19.09.2021

Od Ogaty cd. Vasi

    Miłość była czymś obcym. Obcym, dziwnym, niezrozumiałym, czymś, czego nie doświadczył jako dziecko podczas swoich najważniejszych momentów. Nie dowiadując się co to miłość, kroczył dalej w życie, podświadomie wiedząc, że coś było z nim nie tak. Czy gdyby tej miłości doświadczył, byłby inny…? Pierwszych fragmentów tej świadomej miłości doświadczył dość późno. Spotkanie połowicznego, bo od strony ojca, “brata”. Yuusaku, w porównaniu do Ogaty, był podekscytowany i szczęśliwy że posiadał brata. Ogata natomiast był do tego sceptycznie nastawiony, a wręcz szczeniackie zachowanie i ta młoda niewinność, nieświadomość młodszego “braciszka” działała mu na nerwach. Lecz to właśnie on wyciągnął z zakamarków, z tych ciemnych czeluści umysłu serduszko, w którym następnie zasiał ziarenko nadziei. Ziarenko nadziei na ten skrawek miłości, na bycie “normalnym”, lecz kim byli, a zwykłymi ludźmi, małymi, nic niewartymi pionkami na o wiele większej planszy, na której grywały pewne persony? Kim był Ogata, jak zwykłym chłopcem, który nie rozumiał innych, nie rozumiał ich uczuć, ich sposobu myślenia i okłamywał sam siebie, że to wszyscy są tacy, jak on, żeby poczuć się lepiej?

    Yuusaku faktycznie był jak szczeniaczek, jak pies zapatrzony w swojego pana, a jednocześnie był tak uparty i przekonany o swoim, że się człowiek zastanawiał, czy to faktycznie szczeniak, czy jakiś wybryk? Ogata doświadczał wielu rodzajów jego osobowości, jako osoba, za którą podążał jak cień. Lecz to nie było najważniejsze. Najważniejszy był fakt, w jaki Yuusaku obchodził się z nim. Jak z kotem, które mimo syczenia, mimo drapania, ciągle wracało i z każdym razem było coraz bliżej. Yuusaku dla innych był przygłupawy, ale Ogata zauważał jego zmianę w zachowaniu i mimo tego że nie rozumiał jego połowicznych uśmieszków gdy nie wzdrygał się za każdym razem gdy ten go chociażby dotknął, gdy rozmawiał z nim, a on nie odsuwał się tak bardzo. Nim się obejrzał, zaczęło się robić niebezpiecznie, a potem… A potem tylko cień, tylko wizja pojawiająca się kątem oka. Tylko to spojrzenie, tylko ta krew, która to nie dawała zmrużyć oka. Która to ciążyła nad nim niczym jakaś klątwa, a umysł tylko poczerniał, posiadając już jedynie parę szkarłatnych plam.

    Wstrzymał nierówny oddech, piąstki jeszcze bardziej się zaciskając wokół materiału, podczas gdy… gdy serce niebezpiecznie zabiło. Wspomnienia, niby przelotne i przezroczyste, przeleciały przed jego oczyma sprawiając, że zadrżał. Robiło się niebezpiecznie, znowu. Nie lubił tego, a jednak i był w tym momencie w stanie się zaśmiać ze swojej własnej myśli. Nie lubił tego. Serio?

    Usłyszenie tych paru rosyjskich słów tuż obok ucha było niczym zapalenie w nim pewnego ognika, którego nikt nie powinien zapalać. Kim jednak był, żeby zignorować ten zalążek ognia? Aż takim ignorantem być nie był.

    — A co z tego będę mieć? — odparł łamanym językiem, wypuszczając powietrze z ust i wdychając raz jeszcze zapach, po chwili odsuwając się odrobinę, żeby nawiązać kontakt wzrokowy z Rosjaninem, rzucając mu wyzywające spojrzenie.

Od Ogaty cd. Vasi

Vasily był mężczyzną wysokim i jak na człowieka co to był żołnierzem przystało, jego ciało było miłą atrakcją do patrzenia, nawet schowane pod ubraniami. Oczywistym było więc, że Ogata go obserwował, wychwytując jego każdy ruch, aż do momentu gdy nie zniknął z jego pola widzenia, a nie miał ochoty wyciągać szyi tylko po to, a żeby to popatrzeć na jakiegoś ruska.
Słyszał jak materiał ściągnięty z konia trzepocze tuż obok, słyszał jak ciężko siada obok.

Potem, potem to chyba Ogata musiał oszaleć. Wcześniej wypity alkohol i to, co zaserwował mu Rosjanin musiały totalnie namieszać mu w głowie.

Podczas gdy Vasily pochylał się nad nim, zmysły Japończyka nagle się wyostrzyły, wyczuwając o wiele więcej, niż powinny. Sprawiały że zapragnął więcej i w ciągu tych paru sekund jego ciało zadziało samo. Odwrócił się lekko i na moment skrzyżował wzrok, na tylko moment widział ten piękny odcień oczu, tak jasny i tak żywy, tak intrygujący i śliczny. Sprawił, że otworzył leciutko swe usta, wypuścił wstrzymane wcześniej powietrze i z rumianymi licami chwycił go za materiał i podniósł się, swą różaną twarz chowając w zagłębieniu szyi, nosem trąc o ciepłą skórę, wdychając charakterystyczny, ostry zapach. W tym momencie był przyjemny, odurzający niczym narkotyk. Niby prosty, niby inny, a jednak znajomy. Westchnął cichutko, dłonie przesuwając się po jego ciele aż znalazły się na plecach, gdzie kurczowo zacisnął piąstki wokół koszul.

Nigdy czegoś takiego by nie zrobił gdyby choć trochę myślał w tym momencie, lecz jego mózg wyłączył się raczej dawno, w chwili gdy mógł zastrzelić dezertera, a tego nie zrobił. Gdy mógł go uderzyć, a tego nie zrobił. Sprawić, by stał się nieprzytomny i… zrobić z nim cokolwiek.

Moment przerwał nagły dźwięk, spanikowane rżenie i trzask. Ogata wzdrygnął się, odsunął w jednej chwili i wzrokiem automatycznie szukając źródła hałasu. Była to szkapa, która w tym momencie oddalała się dalej, niż powinna. Zamrugał parokrotnie, po czym po wzruszeniu ramionami - bo to nie jego problem - wtulił się raz jeszcze w Rosjanina. Był tak przyjemnie ciepły, że było to aż karalne. Poprawił swą pozycję, swoje malutki nóżki chowając pod szeroką dupką i napierając całym ciałem na niego, ogrzewając się, pomrukując, gorącym i zdecydowanie szybszym niż powinien być oddechem łaskocząc opaloną szyję.

15.09.2021

Od Ogaty cd. Vasi

 Możliwe, że jego reakcja była zbyt gwałtowna i bezpodstawna. Możliwe, że… że ten sen był czymś naprawdę dziwnym i równie dobrze mogła być to robota tej jeszcze dziwniejszej miksturki i nawet jeśli nie była to trucizna, to spowodowała ona że śnił o czymś niepokojącym, co najprawdopodobniej będzie dokuczać mu przez najbliższy czas. 

Usłyszane słowa po rosyjsku z lekka zbiły go z tropu, lecz nie pokazał tego po sobie. Owszem, był porównywany do kotów, rysi, żbików, prostytutek czy wszelakiego kotowatego stworzenia z mitów, legend i historyjek, lecz nikt nigdy nie powiedział tego w taki sposób, w jaki zrobił to Vasily. Facet był dla niego pełen niespodzianek, na pewno nieświadomy na to, jaki wpływ przez to miał na niego. 

On, najwyraźniej, na niego też miał jakiś wpływ.

Nie odezwał się ani słowem, decydując się nie wspominać na głos o sytuacji sprzed chwili ani nie komentować bycia nazwanym kicią, bo szczerze mówiąc, nie miał ochoty na rozmowę, na otworzenie paszczy i wydobycie z siebie czegoś innego niż kolejnego ziewnięcia. Chciał dalej pospać, lecz jednocześnie wizja ponownych widoków jak wcześniej go od tego odstraszała bardziej niż wystarczająco. 

Ogata nie śnił. Nie zasługiwał na to, zważając na to, że według wielu był potworem. Zwykłą bestią bez uczuć i serca, które dawno pochował gdzieś daleko, ale które ciągle dawały o sobie znać, w ten czy to inny sposób. Nie cierpiał śnić, nie cierpiał pokazywać słabości, nie cierpiał uczuć, które zawsze znajdowały jakiś sposób a żeby to się ujawnić.

Zdusił w sobie wszystko i z lekka opuścił broń, lecz ciągle trzymając ją w jednej ręce.

Już nie chodziło o sam fakt że czuł się zagrożony czy że mu nie ufał – był to po prostu dla niego przedmiot, który sprawiał że czuł się lepiej, że czuł się odrobinę bardziej komfortowo. Zacisnął palce, a wzrok poszedł za skinieniem głowy Rosjanina. Wtedy też uderzył w niego zapach, tak podobny a tak różny… Do pewnego innego. Nie odezwał się ani słowem, lecz umysł przed oczy podsunął mu widoki z tamtego dnia. Przeniósł spojrzenie pomiędzy wszystkim co się znajdowało w tym miejscu, zastanawiając się, czy Vasily wiedział o tym? Najprawdopodobniej nie. Chyba że to był jego cel.

Pochwycił miskę i łyżkę, oczywiście nie dziękując i wgapił się w nią, jakby była pełna przeokropnych grzybów. Usiadł i podwinął rękaw prawej ręki, drugą mając schowaną pod materiałem. Nie chciało mu się znowu walczyć z tym ubraniem. Z początku niechętnie, ale zaczął jeść, mrucząc pod nosem. Dawno nie jadł czegoś faktycznie przygotowanego i ciepłego, zajadając się wcześniej czymś… zrobionym na pół gwizdka i z jego umiejętnościami kucharzyny, którą nigdy nie był, nie jest i nie będzie. W skrócie, jadał normalnie (może nawet troszkę więcej), czasami zapuszczał się w tym celu do miast, podjadał gotowe owoce czy zieleninę z lasów (albo i nie lasów), w efekcie czego oprócz muskulatury wyrobionej przede wszystkim w armii, to posiadał mięciutką warstwę i z lekka pyziate policzki. 

Momentalnie spochmurniał, słysząc jego kolejne słowa. Spotkał Asirpę i Sugimoto. Kiedyś także z nimi podróżował, w swoich własnych celach, lecz… parę rzeczy się wydarzyło i oprócz odłączenia się od nich, opuścił kraj swój i sąsiedni, pojawiając się w Krainie ze swoją naszprycowana środkami przeciwbólowymi głową, przez którą przechodził zakrwawiony bandaż. 

Początki w Krainie w jego przypadku były ciężkie, próba przyzwyczajenia się do tych wszystkich różnic była ciężka, a doświadczenia przytłaczające, w efekcie czego chował się w Gęstwinie bądź w Górach Hanower. 

Mruknął pod nosem i podniósł brew, słysząc o… swoim portrecie…? Wzrok ponownie utknął na mężczyźnie, który biadolił kolejne pierdoły. W ślad za nim odłożył puste pseudo naczynia, lecz to by było na tyle. Wzrok miał całkowicie skupiony na nim, na jego każdym ruchu, na to w jaki sposób mięśnie się napinały pod koszulą gdy ten się rozciągał. Jego umysł nie do końca rejestrował zadane mu pytanie, zamiast tego po prostu patrząc i czując znajome rosnące płomienie w środku. Zmrużył oko i przetarł twarz piąstkami, które były schowane pod rękawami, po czym wstał na chwiejnych nogach. Otworzył usta, chcąc coś powiedzieć, ale zamknął je. Mrugnął i ściągnął brwi w dół.

— Vasily. Jesteś pierdolnięty — powiedział w końcu, swoim łamanym rosyjskim podczas którego używania dostawał swego rodzaju chrypki. Po wypowiedzeniu tych słów odwrócił się, zgarnął po drodze jakieś szmaty i udał się pod drzewo, gdzie zwinął się w kulkę, przytulając karabin do rozgrzanego policzka, zakrył się kocem, a w dłonie dodatkowo pochwycił jakiś materiał, który pachniał… Ciekawie. Przyjemnie. Zamruczał pod nosem, wciągając ten zapach. Odwrócił się na drugi bok, krzyżując w ten sposób spojrzenie z błękitnymi oczami. Uśmiechnął się leciutko, całkowicie nieświadomie i raczej w stu procentach do siebie, pulsowanie w całym ciele dające o sobie coraz bardziej i bardziej znać. Oddychał szybciej, na policzki wpłynęły rumieńce, a źrenice oczu zwężając się, pokazując jego odrobinę jaśniejsze od czerni tęczówki. 

Po części był teraz zdany na łaskę rosyjskiego dezertera. Świetnie. 

14.09.2021

Od Ogaty cd. Vasi


    Ino się położył w wygodnej pozycji, od razu wpadł w sidła Morfeusza, który pociągnął go na samo dno sennych wizji. Wizje te patrzyły się na niego, swymi zakrwawionymi oczyskami powoli mrugając, pozbawiając go za każdym razem z coraz większej ilości tlenu. Były wszędzie dookoła niego. Otaczały go, niemiłosiernie niepokojąco zbliżając się, trzęsąc się niczym maluteńkie listki osiki i wprawiając go w jakże hipnotyzujący stan.
    Co się działo? Nie miał pojęcia. Nie wiedział nic, oprócz tego że był przytłoczony nimi. Był na widoku. Widzieli wszystko. Wiedzieli lepiej. Nie mogli. Nie mieli prawa, a mimo tego… i tak to robili.
    Chciał krzyczeć, zacisnąć dłonie w pięści, zacisnąć palce wokół Arisaki, ruszyć się chociażby, lecz ani jeden mięsień ani drgnął. Mógł jedynie mrugnąć, a gdy to zrobił, obraz dookoła całkowicie się zmienił.
Pole kwiatów, dokładniej to białej magnolii wypełnio jego wzrok. Czy przypadkiem magnolia nie była drzewem bądź krzewem…? Nie zaprzątał swojej głowy tą myślą ani chwili dłużej, gdy dojrzał z daleka Yuusaku. Zamrugał parokrotnie oczami i wyciągnął nogę przed siebie, a następnie drugą. Takimi malutkimi kroczkami w końcu znalazł się przy nim i przykucnął, wpatrując się w jego rumiane lica.    Uśmiechał się jak zawsze, jego mdląco miłe spojrzenie penetrujące jego duszę. Wzdrygnął się, gdy dotknął jego twarzy w ten czuły sposób, ten sam, jak kiedyś. Przymrużył oczy, wtulając się w rękę, a gdy je otworzył…
    Zobaczył twarz Rosjanina zdecydowanie za blisko, z dłońmi zdecydowanie za blisko. W jednej sekundzie wziął głęboki oddech, charknął i raptownie wstał, karabin w dłoniach uderzając nim mężczyznę po dłoniach. Przyduże ubrania jednak nie pomagały mu w tym momencie, przez co przeklął pod nosem soczyście i po japońsku, i po rusku, i po języku wspólnym, podczas szybkiego zaciągania rękawów żeby w bardziej swobodny sposób chwycić za karabin.
Z szybko bijącym sercem i lekko kręcącym się dookoła światem, pozostawał jednak nieruchomo, wgapiając się w Vasie czarnymi niczym dwa węgielki oczami, które nie wiedziały co się dzieje.

13.09.2021

Od Ogaty cd. Vasi

    Czuł, jak napięte mięśnie się relaksują, a jego ciało przestaje dygotać. Ciepło herbacianej miksturki i ogniska w końcu zaczęły na nim działać, sprawiając jedynie że nieznacznie przysunął się do źródła ciepła i w końcu słuchając jego słów, jego łamanego języka i lekko niewyraźnej mowy, spowodowanej najprawdopodobniej przez ten jeden strzał.
    
    Słysząc w końcu historię tego, skąd znał jego nazwisko, spochmurniał przypominając sobie Kirorankę, przez którego to napotkali problemy na granicy, albo raczej – przez cynk jaki Tsurumi dał ruskim o nim.

    Wspomnienia z większości jego życia nie były najprzyjemniejsze, wiedział o tym, a mimo to czuł jak ponownie zaciska palce na karabinie, jak ręka zaczyna mu się trząść na samą myśl o armii. O tym wszystkim co się tam działo. Wymamrotał cicho pod nosem parę przekleństw, odganiając od siebie tą ponurą atmosferę która zaczęła otaczać jego umysł niczym jakaś plaga. Plaga, która regularnie powracała i wyniszczała go, kawałek po kawałek, skrawek, po skrawku. Wyżerała od środka.

    Zamiast tego, skupił się na mężczyźnie, obserwując po raz kolejny jego twarz gdy ten się zbliżył, prawdopodobnie żeby spojrzeć na jego prawe oko, albo raczej - jego brak. Nie miał pojęcia czemu był tak zafiksowany na jego punkcie i podniósł brew, podczas studiowania jego własnych, błękitnych oczu. Były ładne, jak w ogóle jego cała buzia. Zignorował jednak te myśli. Nie pora na to.

    Prychnął, słysząc komentarz o tym, że nieźle oberwał.

    Dostałem zatrutą strzałą w oko i zostało ono wykrojone bagnetem. Ładnie wyglądać to nie będzie.

    Wypił do końca otrzymany wcześniej napar i odłożył pusty już przedmiot na bok, patrząc w ogień i słuchając Rosjanina. W końcu zostało mu dane poznanie jego imienia i zaszczytu użycia jego skróconej wersji, o której oczywiście wiedział, jako że znał rosyjski. W końcu pracował dla Tsurumiego, pracował dla centrali. Nie było mowy o tym, że by nie znał tego języka. W końcu, Tsukishima cisnął go z nauką tego i nie popuszczał, krzycząc na młodszego ilekroć ten myślami odpływał i zerkał za okno za kolejnym motylkiem bądź bawił się z pająkiem na rogu.

    Słysząc jego kolejne słowa, wyprostował się bardziej i odprowadził go wzrokiem, nie robiąc sobie zbyt wiele z tego (oprócz poczucia się obrażonym ostatnim tekstem. Nie śmierdział kotem, ani on, ani jego mundur. Wypraszał to sobie.). Zamiast tego, jedynie patrzył przed siebie bez konkretnego celu przez parę sekund aż nie pojawił się znowu on.

    — Yuusaku…

    Szepnął, zaciskając po tym usta w wąską kreskę. W połowie brat, od strony ojca, którego sam zastrzelił, którego sam zabił. Jedyny, który krążył w jego umyśle, niczym klątwa, niczym zły duch który nie pozwalał mu umrzeć. Jakby kazał mu cierpieć za to, co zrobił.

    Uśmiechnął się pod nosem, a kiedy poczuł kolejny powiew wiatru na nagiej skórze, mimowolnie zadrżał. No tak. Ubrania. Spojrzał w bok na mały stosik i gapił się w niego, rozmyślając za i przeciw i po paru sekundach wstał, z niechęcią odkładając giwerę i kocyk z siebie, a biorąc się za ubieranie ubrań.

    Ubrań, które były raczej trochę bardzo za duże, zwisając z niego. No tak, on był o wiele mniejszy od niego. Pomarudził cicho pod nosem, narzekając na swoje złe geny. Yuusaku był wysoki, a on nie był. Hufnął i pufnął ostatnie przekleństwa, po czym usiadł, szybciutko zawijając się szczelnie kocykiem i zasłaniając łapki przydużymi rękawami. Było mu dziwnie wygodnie w ten sposób. Przymrużył oko i ziewnął.

    Ogata miał to do siebie, że jak ziewał, to ziewał szeroko, pokazując swoje ząbki, w tym większe od reszty kiełki i… I miauczał, jakkolwiek by to nie brzmiało. Dlatego też, zazwyczaj starał się nie ziewać wśród innych, doskonale wiedząc jakimi spojrzeniami zawsze go obdarowywali po tym. Było to po prostu denerwujące.

    Gdy zamknął w końcu paszczę przetarł oczy delikatnie piąstkami i położył się na boku, zwinięty w kłębek, przytulając swoją broń, jako że była jedynym przedmiotem obok.

    Czy powinien w tym momencie tak się kłaść, gdy gdzieś blisko był ten cholerny rusek? Nie. Ale czy był trzeźwy? Też nie. Ogata jak najbardziej nie był trzeźwy, to też nie myślał trzeźwo ani logicznie i jedyne o czym wiedział to to, że był zmęczony. I że chciał trochę ciepła. Przysunął się bliżej ognia, nieświadomie pomrukując gdy ciepło ogniska zaczęło go ogrzewać.

Od Ogaty cd. Vasi

    W ciągu ostatnich paru minut, Ogata głównie obserwował poczynania Rosjanina. Pokazał mu wcześniej parę jakby… dziwnych rzeczy, ziółek z tego co zauważył. Nie był obeznany niestety w wszelakich roślinkach, lecz zapach wydawał mu się intrygujący. Nigdy nie interesował się chwastami, ani innymi podobnymi tego typu rzeczami. Wiedział to co wiedział, to co go interesowało i co było mu potrzebne, więcej nie musiał sobie do głowy tłuc.
    Zapach, który wydobywał się z kociołka był przyjemny i łagodził jego zdziczały od nadmiaru… wszystkiego? Umysł. Tak po troszku. Czy chciał czy nie, brał głębsze oddechy i mrużył oczy, lecz ciągle naciągał koc bardziej i bardziej, bo nawet pomimo ciepłej pogody, uczucie wiatru na nagiej skórze nie było jednym z jego ulubionych. Nie przyznałby się do tego nigdy, ale brakowało mu właśnie w tej chwili tego typowej, przyjemnego ciepełka. Albo ciuchów. Ale nie przyzna się do tego, nie zacznie się nagle ubierać. To byłoby jak przyznanie się do słabości.
    
    Jawne ignorowanie słów Rosjanina było jego nowym zajęciem. Słuchanie jego słów, tego jak próbuje do niego mówić w języku wspólnym było po części zabawne. Śmiać mu się chciało z jego prób mówienia najmilej jak potrafił, z samej próby rozpoczęcia rozmowy.

    Facet musiał naprawdę dostać mocno w łeb. Przyglądał się jego bliznom na policzkach, w środku czując dumę ze swojego dzieła, a z drugiej żal, że oszpecił taką przyjemną do patrzenia twarz.
    Co?
    Mrugnął parę razy. Zdarzało mu się podświadomie oceniać innych wygląd w inny sposób niż “brzydki” i “przebrzydły”, ale w pozytywny sposób była już to rzadkość.
    Słysząc jednak jego kolejne słowa, lewy kącik ust podniósł mu się do góry, podczas przyjmowania podejrzanej, ziołowej cieczy w gorącym metalowym kubku, który z każdą sekundą coraz bardziej wydawał się, że zacznie go parzyć.

    — Poczuję się lepiej jak ci przywalę w ten do porzygu miły ryj — powiedział po japońsku, obserwując jak mężczyzna sam bierze dwa łyki i nie zaczyna umierać. Nawet jeśli była to trucizna, to dopiero po dłuższym czasie zaczęłaby działać, ale nie oceniał. Zerknął na swój napar i powąchał go, tym samym sprawiając że przyjemny zapach i uczucie rozlały mu się od nozdrzy, przez płuca i do reszty ciała. Wziął pierwszy łyk, a potem dwa następne, delektując się smakiem czegoś innego niż ta przebrzydła whisky, która chyba do tej pory wypaliła mu już całe gardło.

    Odsunął napar od ust, które oblizał lubieżnie i zerknął w stronę dezertera, którego imienia ciągle nie znał i na przedmiot, które trzymał w dłoni. Jego oczy błysnęły, gdy bez cienia zawahania wziął rygiel i wziął się za włożenie go tam, gdzie powinien być i “przytulił” się do owego karabinu, czując się znacznie lepiej ze swoim komfortowym przedmiotem w pełni sprawnym w łapkach. Zatrząsł się jednak i ponownie naciągnął koc bliżej siebie, przerzucając giwerę do jednej ręki, a drugą zajmując metalowym kubkiem, z którego wziął parę więcej łyków i mrucząc przy tym, przymykając delikatnie oczy… Oko.

    Nadgarstkiem zaczął pocierać bandaż, czując ponownie to narastające swędzące uczucie pod nim, które doprowadzało go do szewskiej pasji. Tak tarł, że aż bandaż zsunął się z jego głowy, a ręka zabrudziła na czerwono.

    Wtedy też jakby dopiero przyswoił do siebie jego ostatnie słowa wypowiedziane łagodnym głosem, co sprawiło że zatrzymał swoją rękę, zerkając na mężczyznę, uśmiechając się głupkowato, co w połączeniu z jego resztą twarzy wyglądało upiornie.