Kolumna góra

Słuchy z Krainy
Aktualny rok: 1846

Na ulicach słychać szepty o wielkim wyścigu mającym ciągnąć się przez całą Krainę – za wygraną przewidywana jest gigantyczna suma pieniędzy, amnestia wszystkich przestępstw oraz zapewnienie bezpieczeństwa na okres roku. Co ambitniejsi już poszukują wierzchowców na ten morderczy wysiłek.

W Saint Thomas w niewyjaśnionych okolicznościach zniknął kolejny szeryf. Za każdą przydatną informację przewidziana jest nagroda.

Już niedługo w Jackburg: cyrk! Kobieta-guma, linoskoczkowie i najsilniejsi ludzie w całej Krainie. Przyjedzcie zobaczyć to na własne oczy.

Aktualnie poszukiwani są: Otelia Crippen
Dziękujemy za pomoc w schwytaniu Clide'a 'Smiley' Byersa. Aktualnie oczekuje na wyrok sądu.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Vasily. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Vasily. Pokaż wszystkie posty

7.12.2021

Od Vasi cd. Ogaty

Vasia wyspał się pierwszy raz od niepamiętnych czasów. Zwykle jego sen był krótki i urywał się w momencie, gdy usłyszał w pobliżu niepokojący hałas. Tym razem przespał całą noc bez nieoczekiwanego zrywania się z posłania czy koszmarów. Coś nowego, zaskakującego, ale zarazem przyjemnego. Nie nastawiał się jednak na powtórkę. Ogata wydawał się raczej oziębły, więc nie spodziewał się by taka sytuacja miała jeszcze kiedyś miejsce.

Obserwował jego reakcję z nieukrywanym zaciekawieniem. Przez myśl przeszło mu, że brunet całkiem uroczo wygląda z rozczochranymi włosami. Mimowolnie uśmiechnął się na widok śladów po zębach, które dezerter miał na skórze po wspólnie spędzonej nocy. Pewnie taka pamiątka mu się nie spodoba, ale Vasily nie przejmował się tym ani trochę. W końcu to nic wielkiego, znikną same za kilka dni.

— Wygląda na to, że bardzo lubisz strzelać w głowę ludziom, którzy wpadną ci w oko — stwierdził z lekkim rozbawieniem. Odrzucił kołdrę, oddając ją Ogacie. Sądząc po tym jak się kulił, pewnie było mu zimno.

Energicznie wstał z łóżka i zgarnął swoje rzeczy. Część z nich zebrał z podłogi, gdzie wylądowały nim znaleźli się w łóżku, a pozostałe znalazł w pobliżu kominka, gdzie się suszyły. Ubrał je na siebie, żeby nie chodzić nago. Podszedł do okna i otworzył je na oścież. Do pomieszczenia wpadło sporo dziennego światła, a rześkie powietrze miało szansę pozbyć się zaduchu i charakterystycznego zapachu kurzu.

— Sporo wczoraj wypiłeś — zagaił, wyglądając na zewnątrz. Przez burzę kilka drzew w oddali złamało się i przewróciło. Na podwórzu zauważył kałuże i błotnistą, śliską powierzchnię. Usłyszał rżenie swojej kulawej kobyły, więc przynajmniej nie zanosiło się na to, że będzie musiał jej znowu szukać po kniejach.

— Jest tu w okolicy jakaś studnia? — podpytał. — Przyniósłbym ci wodę — zaoferował słowem wyjaśnienia. — Pewnie masz niezłego kaca — dodał, choć już poprzedniego dnia usiłował mu przemówić do rozsądku i dać do zrozumienia, że picie alkoholu w takiej ilości nie jest najlepszym pomysłem.

Vasily rozejrzał się po pokoju, ale nie dostrzegł niczego do jedzenia. Burczenie w brzuchu przypomniało mu o tym, że i o tę potrzebę należałoby zadbać. Zupełnie zapomniał przez to o szkicowniku, który zostawił na podniszczonej szafce nocnej. Powiew wiatru szarpał stroną, na której znajdował się rysunek śpiącego Ogaty.

— Jakie mamy plany na później? — zastanowił się na głos.

5.12.2021

Od Vasi cd. Ogaty

Vasily nie spodziewał się, że ten dzień zakończy w takich okolicznościach. Prawdę mówiąc bardziej oczywista wydawała się kolejna strzelanina albo kolejny dzień bezowocnych poszukiwań. Nie sądził, że przyjdzie mu zasypiać w (co prawda starym i dość zniszczonym, ale jednak) domu, leżąc na prawdziwym łóżku, na dodatek z kimś u boku. Zważywszy, że tą osobą był Ogata. Skośnooki żołnierz, za którym zjechał setki kilometrów, przedzierał się przez chaszcze, brodził w śniegu po kolana i znosił tutejsze upały.

Przypatrywał się mu w milczeniu, raz wytężając wzrok w niemal całkowitych ciemnościach, które na ułamki sekundy przerywał blask błyskawicy za oknem. Choć była noc i znajdowali się na jakimś pustkowiu, wokół słyszał masę dźwięków. Krople deszczu uderzały o okna i parapety, ogień trzaskał w kominku, niekiedy wszystko zagłuszał burzowy grzmot, a jednak kiedy znajdował się tak blisko drugiego ciała, jego bicie serca wydawało się tak głośne i wyraźne pośród wszystkich innych.

Nie wiedział, o której godzinie zasnął, bo nie dysponował zegarkiem, ale kiedy się obudził, promienie słońca wdzierały się przez pozrywane zasłony do środka pomieszczenia. W jasnym świetle pomieszczenie wydawało się brzydsze, ale nie zaprzątał sobie tym głowy. W pierwszej chwili chciał sięgnąć po broń, kiedy poczuł ruch na posłaniu. Dopiero potem przypomniał sobie, że przecież wypełnił swoją misję, odnalazł Ogatę, choć nie zamierzał go zabijać, jak mu to rozkazano prawie pół roku temu.

Obrócił się na bok, rozluźniając napięte mięśnie. Oparł głowę na ręku, zauważając, że jego towarzysz najwyraźniej również już nie śpi. Po głowie krążyło mu pytanie, które zadał sobie już poprzedniego dnia, ale dopiero dziś postanowił je wypowiedzieć. Nie był pewien, czy Ogata znowu go nie zbędzie, jednak przecież uprzedzał go o tym, że chce dowiedzieć się o nim więcej. W najgorszym wypadku nie odpowie albo zdzieli go po głowie za bycie zbyt ciekawskim.

— Kim jest Yuusaku? — spytał nagle, drapiąc się po gęstej brodzie. — Już drugi raz wypowiedziałeś to słowo. Zakładam, że to imię i nie należy do kogoś, kto jest ci obojętny. — Vasia podzielił się swoimi spostrzeżeniami, choć oczywiście mogły okazać się błędne. Wpatrywał się w Ogatę, zainteresowany jego reakcją.

2.12.2021

Od Vasi cd. Nathaniela

Vasily przywykł do przeszywającego zimna. Wychowywał się w kraju, gdzie zimy zwykle były mroźne, a śnieg nieraz sięgał po kolana. Przypominał sobie lepienie bałwana i wyczekiwanie na pierwszą gwiazdkę, by w końcu móc rozpocząć skromną wieczerzę wigilijną po zabawie na śniegu od której piekły policzki. Nigdy nie opuszczał ojczyzny, więc nie znał innych warunków.

Podobnie obce było dla niego tworzenie trwałych relacji, wchodzenie w związki czy spełnianie marzeń. Gdy był młodszy pragnął dla siebie innego życia. Chciał rozwijać swoje pasje, zarabiać na talencie artystycznym, ale wychowująca go babcia nie miała funduszy na finansowanie nauczycieli ani kosztownych przyborów. Później został zaciągnięty do armii, wbrew sobie przelewając krew wrogów kraju.

Kiedy został snajperem, kazano mu się nie wahać. Nauczył się więc beznamiętnie celować do oddalonych celów i pociągać za spust, odbierając tym samym życie. Nie zastanawiał się kim byli ci ludzie, czy mieli rodziny, dzieci, kogokolwiek kto by po nich zapłakał. Wolał nie dręczyć tym swojej psychiki, a może wolał myśleć, że wypełniał polecenia kogoś z góry, by zagłuszyć poczucie winy.

Kiedy kazano mu rzucić się w pogoń za poszukiwanym niebezpiecznym wrogiem ruszył z bronią w ręku w gęsty las. Gałęzie drzew uginały się pod ciężarem białego puchu, który nieustannie padał z nieba. Warunki były trudne, palce zaciśnięte na karabinie kostniały z zimna mimo rękawic, a na rzęsach tworzyła się pierzyna ze śnieżynek. Co jakiś czas wsuwał sobie do ust trochę śniegu, by zamaskować tym chmury tworzące się pod wpływem gorącego oddechu, by nie zdradzić swojej pozycji.

Nie miał pojęcia jak długo czuwał na mrozie, ale wystarczył moment by zostać postrzelonym. Opuścił azyl, co okazało się złą decyzją, która w konsekwencji mogła spędzić go do grobu. Na jego twarzy pojawił się wyraz zaskoczenia. Ból pojawił się dopiero po chwili, kiedy padł jak długi w zaspę. Krew, którą się krztusił brudziła mu zmasakrowaną twarz, długi wojskowy płaszcz i puch znajdujący się wokół. Przekręcenie się na bok wymagało od niego niemal nieludzkiego wysiłku. Czuł jak mięśnie drżą już nie tylko pod wpływem wychłodzenia, ale zmęczenia.

Widok przed oczami z każdą chwilą stawał się coraz bardziej niewyraźnym. Starał się zachowywać przytomność, ale po chwili i tak ją stracił. Ostatnie co miał przed oczami to twarz tego, który przestrzelił mu policzki, jego ciemne nieruchome spojrzenie i czarny kosmyk szarpany przez powiew zimnego wiatru. Później wszystko poczerniało, rozpłynęło się i zniknęło. Gdzieś z tyłu głowy pojawiła się ta niepokojąca myśl, że może to koniec.

W końcu jednak obudził się, ku nawet swojemu zdziwieniu. Otworzył gwałtownie oczy, ale szybko zacisnął je z powrotem, oślepiony promieniami słońca przedzierającymi się przez korony drzew. Chciał się podnieść, ale ból przyprawił go o zawroty głowy. Powoli położył się z powrotem na miejsce. Był zdezorientowany, bo nie pamiętał co działo się z nim po postrzale. Rozejrzał się, starając ustalić jak długo mógł być nieprzytomny i jak daleko znajdował się od miejsca w którym doszło do wydarzeń, które już na zawsze miały pozostawić po sobie ślad na jego twarzy.

Najpierw dostrzegł karą klacz, która zastrzygła uchem przez to, że się poruszył. Później zwrócił uwagę na mężczyznę w siodle. W pierwszym odruchu chciał złapać za karabin, który zwykle miał pod ręką, ale tym razem było inaczej. Mruknął coś, poszukując wzrokiem swojej broni. Uspokoił się, gdy zobaczył, że jest oparta o pobliskie drzewo.

Był zaskoczony i zmieszany tym, że nieznajomy zdecydował mu się pomóc. Najwyraźniej oddał mu jedyny koc jaki posiadał, a na dodatek starał się jakoś zaopatrzyć rany, jakich doznał. Taka bezinteresowność wobec żołnierza, których podróżnicy raczej nie darzyli sympatią, wydawała mu się codzienna, a tym samym zastanawiająca. Nie czuł niepokoju, bo przecież gdyby mężczyzna chciał mu wyrządzić krzywdę, miał do tego idealną okazję, kiedy Vasily był nieprzytomny.

Zamrugał, widząc, że jasnowłosy najwyraźniej się obudził. Tym razem Vasia wyciągnął wnioski i postarał się dźwignąć do siedzącej pozycji mniej raptownie. Dotknął bandaży, które zasłaniały mu teraz większość twarzy. Wydawały się starannie owinięte wokół rany. Może jednak dopisywało mu szczęście, skoro nie tylko przeżył taki uraz, ale trafił jeszcze na medyka, który zdecydował się mu pomóc.

Chciał mu podziękować i spytać o to, gdzie się dokładnie znajdują, ale z opuchniętych ust wydobył się tylko niski, niezrozumiały pomruk. Wyciągnął więc rękę w stronę torby, którą miał przy sobie zeszłej nocy, by móc wyciągnąć z niej nieduży szkicownik wraz z przymocowanym do niego ołówkiem. Kilka luźnych kartek wypadło na koc, którym był okryty.

20.10.2021

Od Vasi cd. Ogaty [+18]

Przez twarz Vasi przemknął uśmiech, gdy zauważył jak Ogata zadrżał. Pozwolił mu się pociągnąć na łóżko, bo przecież i tak nie miał nic innego do roboty. Pościel nie wydawała się pierwszej świeżości, wyglądała na dość starą, cholera wie kiedy ostatnio raz była prana, ale nie zaprzątał sobie tym głowy. Sypiał w gorszych warunkach. Na słomie w stodole albo pod gołym niebem, ukryty gdzieś pod prowizorycznym szałasem lub w koronie drzew. Zdążył przywyknąć do takiego życia. Leżenie w łóżku wydawało mu się przez to aż dziwne, zaskakująco normalne.

Przez chwilę wisiał tuż nad nim, tak blisko, że czuł gorący oddech mężczyzny ma swojej skórze. Ostatecznie uwalił się jednak na skrzypiącym materacu u jego boku. Przeciągnął się, wzdychając cicho. Ostrzeżenie Ogaty powinno go zniechęcić, sprawić, żeby dał sobie spokój i wybił z głowy próbę utworzenia między nimi relacji, ale nie zamierzał się tak łatwo poddać. Objął go jedną ręką w pasie, a drugą podłożył sobie pod głowę.

— Nie boję się. I tak nie mam nic do stracenia — odparł bez zastanowienia.

Rodzice nie żyli od dawna, prawdopodobnie jego babcia również. Dzieci nie miał i mieć nie zamierzał. Na znajomych z armii nie zależało mu, co dobitnie udowodnił posługując się nimi jako przynętą. Nie posiadał majątku, którego byłoby mu szkoda stracić, jedynie karabin, drobiazgi upchnięte po kieszeniach i to, co zdołała udźwignąć jego kulawa klacz. Nikt by po nim nawet nie płakał, w końcu wszyscy których znał uważali go już za martwego. Śmiał twierdzić, że żałowałby, gdyby nie spróbował.

Nie miał nic przeciwko temu, że brunet pociągnął go za włosy. Odchylił głowę, reagując na ugryzienie w szyję cichym pomrukiem. Rosjanin przyłapał się na myśli że chciał, aby został po tym ślad. Coś, co by mu o tym przypominało, a może co byłoby też znakiem dla innych? Kto wie jakie intencje kryły się pod działaniami Ogaty. Zmrużył oczy, przyglądając mu się zza długich, jasnych rzęs.

— Zwykle nie mam z kim gadać, a poza tym chcę się o nich dowiedzieć — odpowiedział, ale pokusa pocałowania Ogaty, kiedy znajdował się tak blisko była silniejsza. Na dodatek pocałunek skutecznie go uciszył, więc chyba Japończyk mógł być podwójnie usatysfakcjonowany.

Poza tym, wcale nie planował skończyć tylko na tym. Wręcz przeciwnie, skoro Ogata sugerował, że było mu mało bliskości, postanowił mu ją ofiarować. Im niżej schodził, tym na ciele mężczyzny zostawało więcej różowych, wilgotnych śladów, aż w końcu całkiem zniknął pod puchową kołdrą.

12.10.2021

Od Vasi cd. Ogaty

Vasia nie przejął się skrzypieniem starego mebla. W najgorszym przypadku zawsze mieli do dyspozycji jeszcze drugie, z którego zresztą nie zdecydował się wcześniej skorzystać. Na kolanach Ogaty było mu wygodnie, miękko i ciepło, choć zastanawiał się, czy nie waży zbyt dużo, żeby tak sobie na nim siedzieć. Mężczyzna nie zgłosił jednak ani słowa skargi, więc chyba mu odpowiadało to, że znajdowali się w takiej pozycji.

Zaśmiał się ochryple na widok wyrazu obrzydzenia na twarzy Japończyka. Wyglądał zabawnie, gdy stroił takie miny. Vasily pogładził go wolną dłonią po policzku, na którym również znajdowała się blizna, choć była bardziej regularna, prosta i zrosła się dużo lepiej. Dzięki temu u Ogaty ślady po odniesionych obrażeniach rzucały się dużo mniej w oczy. Niemniej, Vasia zastanawiał się co takiego mu się przytrafiło, w jakich okolicznościach. Dezerter stanowił jedną wielką niewiadomą.

— Aż tak nie lubisz, gdy ludziom na tobie zależy? — zapytał przyjemnie niskim głosem. W pewnym sensie sam tak właśnie czuł. Nie pozwalał, by inni zdążyli się do niego przywiązać, zrobić sobie jakiekolwiek nadzieje na uczucia, czy choćby długą znajomość.

— Pytam, bo chciałbym, żeby to była moja sprawa — odparł z dużą pewnością siebie. Szkoda byłoby, żeby Ogata się stoczył i taki talent miałby się zmarnować. Vasily domyślał się, że w życiu mężczyzny wydarzyło się coś, to starał się (mniej lub bardziej sukcesywnie) pokonać alkoholem, ale to nie brzmiało jak dobre rozwiązanie na dłuższą metę. Nawet litry whiskey nie rozwiążą problemów, a jedynie mogą ich przysporzyć, gdy człowiek padnie ofiarą uzależnienia.

Wplótł palce we włosy bruneta, by odsunąć mu je z twarzy. Kiedy nie miał tej przylizanej fryzury wyglądał jakoś młodziej, łagodniej. Nie zmieniało to faktu, że w obu prezentował się bardzo dobrze. Ładnemu we wszystkim ładnie — pomyślał Vasia.

— Zgadzam się z tym, sam nie do końca wiem co mną kierowało. Mogę tylko zgadywać — stwierdził, lekko unosząc podbródek Ogaty. Wlepił wzrok w jego zmęczoną twarz. — Wiem za to, że przez cokolwiek przechodzisz, nie musisz mierzyć się z tym sam — dodał, wstając z jego kolan. Pociągnął go za sobą w stronę łóżka. Japończyk sprawiał wrażenie wykończonego, pewnie miał ciężki dzień i potrzebował odpoczynku. W końcu już wcześniej uciął sobie drzemkę. Vasily popchnął niższego od siebie mężczyznę na zmiętą pościel.

11.10.2021

Od Vasi cd. Ogaty

Vasily brał kawałki drewna ułożone w chybotliwą stertę, a następnie metodycznie dorzucał je do pieca, by w chatce zrobiło się cieplej. Na szczęście okazało się, że rozpałka jest sucha, więc szybko zajęła się ogniem, a pomieszczenie wypełniła bijąca od niego jasność. Rosjanin wsłuchiwał się w trzask płonącego drewna i obserwował jak płomienie zajmowały jęzorami kolejne polana. Przysunął zziębnięte dłonie do pieca tak blisko, że mogło wydawać się, iż za chwilę się oparzy, ale nie wyglądał, jakby się tego obawiał. Gdzieś z tyłu głowy przemknęła mu myśl o pożarze sprzed lat. Podniósł się z kucek i podrapał po karku, by skupić się na czymś innym.

Zmarszczył nos, wyczuwając swąd dymu. Spojrzał na Ogatę niemal oskarżycielsko. Najwyraźniej potraktował to ostrzeżenie o paleniu jako zachętę, ale nie mógł mieć do niego pretensji. Pewnie sam będąc na jego miejscu wykorzystałby okazję do małej prowokacji. Powolnym krokiem zbliżył się do bruneta, po czym bezceremonialnie usiadł mu na kolanach. Jedną ręką objął Japończyka za szyję, a drugą odgonił szary obłok. Uśmiechnął się, ciekaw reakcji Ogaty na taką poufałość.

— Bo nie podążałem za tobą taki kawał, żeby cię zastrzelić — odparł zgodnie z prawdą. Nie potrafił jednak udzielić odpowiedzi, która tłumaczyłaby dlaczego podjął się tej niełatwiej podróży w pogoni za dezerterem. Zemsta zapewne przychodziła do głowy jako najprostsze, a zarazem najbardziej oczywiste wyjaśnienie, ale nie stanowiła motywacji Vasi. W zachowaniu Rosjanina nie widać było żadnych pretensji ani zawiści. Doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że to on wtedy popełnił błąd, a przynajmniej zrobił to jako pierwszy, ujawniając swoją pozycję i wystawiając się na ostrzał. Mógł za to winić jedynie siebie, swoją nieuwagę, lekkomyślność.

— Zaintrygowałeś mnie, chyba po prostu chciałem cię poznać — dodał po dłuższym namyśle. Sięgnął po butelkę, z której pił Ogata. Wypił kilka łyków i zmrużył oczy, czując charakterystyczną gorycz i to jak alkohol pali go w przełyk. Mlasnął z pewnego rodzaju niesmakiem. Odstawił naczynie na stół z brzękiem.

— Nie znam japońskiego, więc nie rozumiem co mówisz — przypomniał mu — ale pewnie masz rację.

Wyciągnął rękę w kierunku Ogaty i choć początkowo wyglądało na to, że może jednak zdecydował się dotrzymać swojej obietnicy o uduszeniu, to zamiast tego po prostu zabrał mu fajkę. Wsunął ją sobie między wargi, naśladując bruneta w tym jak się zaciągnął. Końcówka papierosa rozżarzyła się. Zaniósł się krótko kaszlem, gdy gryzący dym wypełnił mu płuca. Pierwszy raz spróbował zapalić, ale po minie dało się wywnioskować, że nadal nie widział w tym nic przyjemnego czy też satysfakcjonującego.

— Dlaczego pijesz tyle alkoholu? — zapytał, przesuwając palcami po smukłej szyi Ogaty, którą dodatkowo oświetlił błysk za oknem. W dach i parapety chatki zaczęły uderzać krople deszczu. — Dlaczego tak właściwie Kraina? Czemu odłączyłeś się od tej małej? — Jego głos zabrzmiał wyjątkowo ochryple, pewnie na skutek dymu, który dodatkowo podrażnił mu gardło.

10.10.2021

Od Vasi cd. Ogaty

Oczywiście, że Vasia nie dał mu wszystkiego, czego ten chciał. Tylko się z nim droczył, tak jako jak Ogata postąpił wcześniej. Niech też posmakuje tę pustkę i niedosyt, palące pragnienie, które zostało zgaszone, a potem podsumowane złośliwym wręcz uśmiechem. Wyrazem twarzy, który doskonale świadczył o tym, iż wiedział co robił, do czego doprowadzał mężczyznę. Był ciekaw co jeszcze kręci Japończyka, skoro miał takie nietypowe upodobania, ale postanowił nie pytać o to głośno. Wolał przekonać się o tym na własnej skórze. Poza tym, czy udałoby się dowiedzieć takich intrygujących faktów od dezertera, po prostu zwyczajnie rozmawiając?

Przekręcił lekko głowę na bok, słuchając historii opowiadanej przez Ogatę. Brzmiała trochę nieprawdopodobnie, ale nie zamierzał jej głośno podważać, bo przecież i tak nie miał dowodów. Z drugiej strony, był przystojnym mężczyzną, niczego mu nie brakowało, może poza wzrostem, choć dla Vasi to nie stanowiło minusu, wręcz przeciwnie. Tych trzydzieści centymetrów, które ich dzieliło, miało pewien urok.

— Jestem pewien, że dałbyś radę, co do tego nie mam wątpliwości — odparł bez zastanowienia, bo naprawdę tak uważał. Ogata nawet z jednym okiem i po spożyciu alkoholu jak widać świetnie dawał sobie radę. Pomimo tego, że momentami lekko się chwiał, najwyraźniej jego celność nie uległa znacznemu pogorszeniu, co osobiście cieszyło Vasię. Szkoda, gdyby zmarnował się taki talent. Niecodziennie spotyka się tak zdolnego snajpera. — Ciekawi mnie, czy któryś z nas jest celniejszy — dodał słowem wyjaśnienia po chwili, którą przeznaczył na poszukiwanie odpowiedniego wyrazu. Pewnie zrobił drobną pomyłkę przy odmianie, ale komunikat dało się zrozumieć.

Parsknął śmiechem, słysząc ponaglający komentarz mężczyzny i widząc jak krótkie włoski tuż przy karku stają mu dęba. Przyspieszył kroku, tak by szli ramię w ramię. Szarpnął wodze kobyły, aby i ona się nie ociągała. Błysk na niebie i grzmot wyraźnie wskazywały na to, że faktycznie mają ostatnie chwile na to, by się skryć.

— A co, boisz się burzy, czy nie chcesz zmoknąć? — zapytał, zerkając na bruneta kątem oka.

Chatka, która wyłoniła się wreszcie zza roślinności nie wyglądała na zbyt okazałą, ale Vasily nie zamierzał kręcić nosem. Nieraz koczował w gorszych miejscówkach, a zdarzało się i pod gołym niebem. Miał szczęście, że trafił na dezertera przed ulewą, bo w przeciwnym razie zostałby na deszczu bez dachu nad głową.

Na chwilę rozdzielił się, aby przymocować klacz na zewnątrz do słupa pod niewielkim zadaszeniem. Zakrył jej oczy jakąś szmatą znalezioną w jukach, aby nie bała się błysków. Zanim znalazł się w środku chatki, poczuł jak lodowate krople kapią mu na włosy i ramiona. Po wejściu do ciemnego pomieszczenia otrząsnął się jak pies. Od razu chciał zająć się rozpaleniem ognia, ale uświadomił sobie, że nie ma zapałek.

Podszedł do Ogaty, który znowu napił się alkoholu. Nachylił się nad nim, a następnie niespiesznie zlizał kroplę spływającą przez kawałek szyi, aż do brody i kącika ust. Uśmiechnął się, bezceremonialnie obmacując go po kieszeniach. Wreszcie znalazł to, czego szukał. Potrząsnął mu małym pudełeczkiem przed twarzą, by potem wzniecić ogień w piecu. Płomienie od zawsze go fascynowały, choć nigdy nie sądził, że ta fascynacja będzie kosztować jego rodziców życie. Do tej pory nikt nie dowiedział się prawdy o tamtym pożarze. Kto wie, czy to nie ulegnie zmianie?

— Jeśli chcesz coś o mnie wiedzieć, to pytaj — zachęcił, uważając, że to będzie fair, skoro sam dopytywał go o przeszłość.

9.10.2021

Od Vasi cd. Ogaty

Vasily nie był zainteresowany grabieniem zwłok. Trup wyglądał na niezbyt zamożnego, więc próżno szukać przy nim pokaźnej sumki orłów czy jakiejś błyskotki zawierającej wartościowy cyprnait. Skrzywił się lekko na widok Ogaty, który zabrał zmarłemu paczkę papierosów. Nie przepadał za drażniącym w płuca zapachem dymu. Nie spodziewał się, że Japończyk pali, ale najwyraźniej miał się jeszcze wiele o nim dowiedzieć.

Przez chwilę w milczeniu zastanawiał się nad jego słowami. Wojna odbierała bliskich wielu osobom, ale odniósł przemożne wrażenie, że mężczyzna miał kompletnie co innego na myśli. Zabrzmiał trochę, jakby to on pozbawił życia dawnych znajomych. Prawdę mówiąc, to było coś, czego można się po nim spodziewać. Wydawał się niezbyt przywiązywać do ludzi, co zresztą pokazał choćby stając się dezerterem, czy też później opuszczając Sugimoto i Asirpę.

— Jeśli mamy podróżować razem, to chyba warto coś o sobie wiedzieć — stwierdził, przypatrując się śladom. Co jakiś czas rzucał badawcze spojrzenie Ogacie, choć nie podejrzewał o to, by i do niego zdecydował oddać strzał. Wyglądało na to, że tymczasowo panuje między nimi zawieszenie broni, ale jak długo ono potrwa? Brunet sprawiał wrażenie osoby nieprzewidywalnej i niezbyt godnej zaufania.

Vasia wyprostował się, przyłapując się na tym, że chciał naciągnąć na głowę kaptur płaszcza. Zwykle gdy się przemieszczał, to zakrywał przynajmniej pokiereszowaną twarz, jeśli nie całą głowę. Tym razem robiło się jednak po prostu coraz zimniej, co tylko potwierdzało jego podejrzenie odnośnie burzy. Dłonie Rosjanina zrobiły się chłodne.

Uniósł brew, obserwując jak Ogata ujmuje je i porównuje ich wielkość ze swoimi własnymi. Ot tak, zupełnie jak gdyby przed chwilą nie popełnił morderstwa z zimną krwią. Było w tym coś niepokojącego, podobnie jak ekscytacja, która malowała się w jego oczach, gdy palce Vasi zacisnęły się na szyi mężczyzny. Smukła, jasna szyja kusiła, zwłaszcza, że była tak przyjemnie gorąca. Nic dziwnego, że szybko do prawej dłoni dołączyła również lewa. Odcinął mu na krótką chwilę dostęp do powietrza, skoro sam się tak bardzo o to prosił, a potem lekko nim potrząsnął, uśmiechając się, gdy w wyniku tego brunet na niego wpadł.

— Jeśli będziesz przy mnie palił naprawdę cię uduszę — ostrzegł poważnym tonem głosu, choć wcale nie zamierzał dotrzymać swoich słów. Posłał mu za to figlarny uśmiech i puścił wolno. Wrócił się po swoją (a teraz może właściwie już ich wspólną) kulawą szkapę, która powitała ponownie Japończyka głośnym rżeniem, przestępując z nogi na nogę.

— Co dalej z tym facetem? Próbował cię udusić i ci się spodobało? — dopytał, zaciekawiony tym jak Ogata odkrył, że takie dziwactwo go kręci. Pociągnął wodze, by zapanować nad zniecierpliwonym, a może nadal trochę spłoszonym zwierzęciem. Tym razem postanowił, że przy chatce lepiej ją przywiąże, aby znowu nie zerwała się i nie pomknęła gdzieś w knieje.

Szedł w kierunku, który wyznaczał Ogata, choć czy powinien wierzyć w to, że ten zdradzi mu swoje miejsce kryjówki i schronienia? Zapewne większość osób na jego miejscu, posiadając tę samą wiedzę o dezerterze, nie zdecydowałaby się na ten sam ruch. On jednak nie czuł, by miał wiele do stracenia.

— Czemu nie chcesz się ze mną zmierzyć? Nawet nie wiesz, co mógłbyś wygrać, a już się poddajesz? — spytał pokrętnie, by trochę uderzyć w jego ego.

7.10.2021

Od Vasi cd. Ogaty

Vasia podrapał się po brodzie i ugryzł w język, żeby nie zaśmiać się na widok Ogaty obrywającego gałązką w twarz. Kącik ust mężczyzny mimo wszystko drgnął w uśmiechu, gdy padła odpowiedź na zadane przez niego chwilę temu pytanie.

— Czemu nie? Skoro jesteś pewien, że wygrasz, to w zasadzie niczym nie ryzykujesz. Możesz na tym tylko zyskać — zauważył trafnie Vasily. On był ciekaw, czy któryś z nich na dalekim dystansie, z tak niewielkim przedmiotem i kilkoma innymi utrudnieniami po drodze, wyszedłby na prowadzenie. Ta rywalizacja między ich dwójką bardzo go pociągała. W końcu trafił na kogoś, kto mógł się mu równać. A może naprawdę miał szansę go przebić? Cóż, nie dowiedzą się tego, jeśli nie przekona Ogaty. Zamierzał przynajmniej spróbować.

Vasily obserwował w absolutnej ciszy jak dezerter przyjmuje pozycję snajperską. Uniósł brew, zaskoczony i zaciekawiony tym widokiem. Do tej pory nie spotkał się z taką pozą, ale najwyraźniej dla Japończyka była ona wygodna. Nieznacznie zmrużył powieki, gdy został pociągnięty spust. Huk wystrzału brzmiał znajomo, doskonale pamiętał ten dźwięk z ostatniego razu, kiedy się spotkali. Przez to wspomnienie przeszedł go dreszcz, choć nie potrafił stwierdzić, czy wywołały go negatywne czy pozytywne emocje.

Utkwił wzrok w sylwetce w oddali, która w ułamku chwili padła jak długa. Nie miał żadnych wątpliwości odnośnie tego, że ktokolwiek tam stał, zginął na miejscu. Vasia mógł powstrzymywać Ogatę, w ostatniej chwili wyrwać mu karabin lub chociaż gestykulacją poprosić, aby nie mordował tamtego człowieka. Nie zrobił tego jednak, zbyt zafascynowany tym, jak przymierzał się do strzału, z jakim opanowaniem mierzył do swojej ofiary i z jaką pewnością pociągał za spust. Sam odruchowo w tym momencie wstrzymał powietrze, by wypuścić je po chwili.

Ruszył za nim wolniejszym krokiem. Przypatrywał się temu, jak dłonie bruneta sprawnie obmacywały zwłoki, pod którymi zaczęła tworzyć się ciemna plama krwi. Na twarzy nieboszczyka malował się dziwny, niepokojący wyraz twarzy, zupełnie jakby zatrzymał się w czasie podczas mrugnięcia, z uchylonymi ustami. Vasia skrzywił się, widząc jak Ogata opróżnia resztkę alkoholu z piersiówki. Że też jeszcze nie miał dość.

— Znałeś go? — zapytał z ciekawości. — Kto to taki? — mruknął, zastanawiając się. Zapewne i tak nie mieli dobrych relacji, skoro Ogata bez skrupułów go zastrzelił. Szybko narobił sobie wrogów w Krainie.

5.10.2021

Od Vasi cd. Annushki

Po mimice Vasi ciężko było określić, czy odpowiedź dziewczyny bardziej go zasmuciła, czy może na swój sposób uspokoiła. Z jednej strony odetchnął z ulgą, bo skoro nie pochodziła z jego stron, to oznaczało, że na pewno nie narobi mu problemów w kontekście armii. Z drugiej jednak, po cichu liczył na jakieś wieści z ojczyzny. Czy konflikt zbrojny się zakończył, a jeśli tak, to kto go wygrał? Miał mętlik w głowie, bo kiedy odniósł ranę i znalazł się w Krainie, tam skąd przybył panowała wojna. Do tej pory nie poznał jej skutków, co napawało go obawami. Gdyby zdecydował się wrócić, jaki los by go tam czekał?

— Rosja — poprawił odruchowo jej wymowę — to kraj z którego pochodzę — wyjaśnił zwięźle. Podrapał się po bliźnie na prawym policzku, zastanawiając się przez chwilę nad odpowiednim doborem słów w języku wspólnym. Niekiedy miewał jeszcze problem ze swobodnym wypowiadaniem się przez barierę językową. Choć posiadał świetną pamięć, to była ona raczej fotograficzna. Ciężko było mu szybciej przyswajać język, kiedy unikał dużych skupisk ludzi. Wszystko sprowadzało do tego, że znał jedynie ograniczoną liczbę słów, co nie ułatwiało mu komunikacji. Po chwili namysłu przypomniał sobie jednak odpowiednie wyrażenie. — Myślałem, że ty też, bo zabluźniłaś po rosyjsku. Nawet twoje imię brzmi jakbyś była moją rodaczką.

Niektóre wyrazy wypowiadał z mocnym akcentem, od razu zdradzającym to, że rozmówca ma do czynienia z obcokrajowcem. Nawykły do syczących i szeleszczących spółgłosek, na dodatek z lekko uszkodzonym aparatem mowy, brzmiał nietypowo, choć pewnie zarazem ciekawie. Wygląd Vasi również mógł przyciągać wzrok, nie tylko ze względu na wysoki wzrost, czy muskulaturę, którą udało mu się jakiś czas temu odzyskać na nowo, ale również — a może przede wszystkim — przez wzgląd na oszpeconą twarz. Tkanka zdążyła się zabliźnić i zblednąć, ale kiedy nie zakrywał policzków, bez wątpienia przykuwały one uwagę. Zauważył, że jego nowa znajoma się im przygląda.

— To od postrzału — rzucił tylko słowem wyjaśnienia. Zarzucił karabin na ramię, a drugą ręką zaczesał przydługie włosy do tyłu, by nie spadały mu do oczu. — Nocą próżno ich szukać. Lepiej spędzić noc w obozie i spróbować za dnia — stwierdził po wysłuchaniu lakonicznego opisu historii Annushki. Przez chwilę przyglądał się jej krzywym, poobdzieranym nogom, ale szybko uniósł wzrok z pewnego rodzaju zmieszaniem skupiając spojrzenie na twarzy nastolatki.

Domyślił się, że pewnie się zgubiła, a jak sądził przy mule znajdował się jej cały dobytek, więc nie miała się gdzie schronić. Głupio byłoby ją zostawić samą sobie na pastwę losu w środku lasu.

— Idziesz ze mną? — spytał po chwili wahania. Choć nie przepadał za bezpośrednimi starciami, to nie obawiał się sierpa, bo ostrze narzędzia wyglądało raczej na tępe. Poza tym, dziewczyna wyglądała raczej na szczupłą, jeśli nie chudą i próba ataku na żołnierza pewnie nie skończyłaby się jej sukcesem. Nie chciał, by jego propozycja została źle zrozumiana. — Jutro można tu wrócić i poszukać po śladach. Może uda się odzyskać twojego muła i dać nauczkę złodziejom — dodał. Jeśli to nie oznaczałoby zmiany trasy, mógł pomóc dziewczynie w potrzebie.

27.09.2021

Od Vasi cd. Ogaty

Postawna postura i siłą fizyczna również okazywały się przydatne u snajperów. Vasily przekonał się o tym nieraz na własne oczy, kiedy jeszcze należał do armii rosyjskiej. Doskonale pamiętał szkolenia z obsługi karabinów, podczas których często dochodziło do wypadków na skutek pośpiechu, braku doświadczenia, nadzoru czy też zwykłej brawury kadetów. Niezliczoną ilość razy obserwował jak młodzi mężczyźni podczas ładowania pocisków dopychali osłonę maksymalnie do tyłu, tym samym zamek zostawał zwolniony, zaś napięta sprężyna z dużą siłą popychała go do przodu. Zwykle kończyło się tylko na przytrzaśniętym palcu, nieestetycznie wyglądającym siniaku pod paznokciem lub głębszym rozcięciem. Słyszał jednak historie o nieszczęśnikach, u których uraz dosięgał kości, a nawet krążyły pogłoski o amputacjach, choć nigdy nie widział takiego przypadku. Był za to świadkiem złamanych nosów, podbitych oczu i wybitych barków przez nieodpowiednie opieranie broni lub niebycie przygotowanym na odrzut karabinu.

Przez chwilę milczał, przyglądając się broni trzymanej przez Ogatę. Sprawiała wrażenie łatwiejszej do opanowania dla laika, choć to mogło okazać się złudne. Chętnie by ją przetestował, choć nie sądził, by Japończyk mu na to pozwolił, a przynajmniej nie bez otrzymania czegoś w zamian. Vasia zanotował w pamięci, by zagaić o taką możliwość w jakimś dogodnym momencie.

Butem zasypał ognisko ziemią. Podniósł ostatnią łyżkę, która została po ich prowizorycznym obozowisku. Przejrzał się w zniekształconym odbiciu i obrócił przedmiot w palcach, wpadając na genialny pomysł.

— Na południe — odparł, podnosząc ręką i wskazując palcem na ślady kopyt ginące między drzewami. Podkowy dobrze odbiły swój kształt w wilgotnej ziemi, więc na początku łatwo było tropić trasę, którą podążała kobyła. Ruszył w tamtym kierunku, uśmiechając się pod nosem przez trafny komentarz Ogaty odnośnie jego wzrostu i większej szansy na to, że trafi go piorun.

— Strzelałeś kiedyś do łyżek? — zapytał, odsuwając gałęzie, by torować drogę zarówno sobie, jak i Ogacie. Usłużnie trzymał gałęzie, by nie smagały go po twarzy ostro zakończonymi witkami. — Chętnie bym się z tobą zmierzył.

Był w to całkiem niezły, w zasadzie najlepszy, choć nie zwykł się przechwalać. Wychodził z założenia, że czasami lepiej zachować skromne milczenie i dostać pochwałę, niż zawieść czyjeś oczekiwania, na dodatek otrzymując parę przykrych słów. Zresztą, w przypadku Ogaty uważał, że trafił na godnego sobie przeciwnika. Pewnie nawet z jednym okiem nadal świetnie sobie radził. Nic nie stało na przeszkodzie, żeby i on strzelał patrząc tylko jednym ślepiem, dla sprawiedliwości i wyrównania szans.

— Chatka brzmi lepiej, niż namiot rozbity na polanie — stwierdził, po czym pokiwał głową. W pewnym momencie zatrzymał się i przykucnął w charakterystyczny sposób, ponieważ ślady kopyt urwały się, co zwróciło jego uwagę. Dotknął ściółki leśnej, a następnie rozejrzał się, wytężając zarówno wzrok, jak i słuch. Przekręcił lekko głowę, słysząc trzask gałęzi. Sięgnął po karabin, tak na wszelki wypadek. Zerknął też przez ramię na Ogatę porozumiewawczo. Hałas mógł spowodować zarówno koń, który zaplątał się wodzami o zarośla, jak dzikie zwierzę mogące ich potencjalnie zaatakować. Należało zachować wzmożoną uwagę.

26.09.2021

Od Vasi cd. Ogaty

Wzrost nie był najważniejszy, a przynajmniej nie dla Vasi. Rosjanin ponadto nie uważał, aby to stanowiło znaczący minus dla snajpera. Może nawet dało się to rozpatrywać jako pewnego rodzaju zaletę? Mniejszej osobie pewnie łatwiej było się gdzieś ukryć w trudnych warunkach, znaleźć dogodną pozycję do czystego strzału. Wszystko wskazywało na to, że Ogata dobrze sobie radził w poszukiwaniu i wykorzystywaniu kryjówek. Ostatnim razem kiedy się spotkali, nie mógł wypatrzeć prawdziwego miejsca, w którym brunet się znajdował, aż do ostatniego, kulminacyjnego momentu.

— To dobrze, że znasz swoją wartość — stwierdził, słysząc prychnięcie Ogaty. Czy właśnie dlatego zdezerterował, bo czuł się lepszy od innych? Wybujałe ego i wrodzona butność traktowały mierziło wykonywanie czyichś rozkazów oraz zależność od decyzji osób stojących wyżej od niego w hierarchii? Brzmiało całkiem prawdopodobnie, choć nie do końca rozumiał co kierowało mężczyzną, że jakiś czas podróżował z dziewczynką i tamtym szaleńcem. Nic nie wyjaśniało u niego chęci wzbogacenia się. Jak do tej pory nie powiedział ani słowa o złocie, więc chyba nie było ono dla niego istotne albo po prostu nie obnosił się z tym.

Uwadze Vasi nie umknął uśmieszek Ogaty. Wyglądało na to, że Japończykowi podoba się ta gra, którą toczyli między sobą. Wybrali sobie na nią dość niesprzyjający moment, bo przecież powinni zorganizować sobie schronienie i znaleźć tego głupiego, strachliwego konia, który zniknął niedawno między drzewami, ale pokusa była tak silna, że ciężko mu było trzeźwo myśleć w tej chwili.

Pocałunki tylko coraz bardziej go nakręcały. Mężczyzna dobrze wiedział co robić, by namieszać mu w głowie. Czy orientacja inna od tej uznawanej przez ogół społeczeństwa za normalną, mogła stanowić jeden z powodów do dezercji? Z pewnością, choć czy była nim w jego przypadku? Pewnie gdyby wiedział wszystko o historii Ogaty, taka możliwość spadłaby trochę niżej w rankingu różnych możliwości.

Odruchowo ścisnął go mocniej udami, gdy poczuł ruch. Trzeba było przyznać, że miał czym się pochwalić, choć pod grubym, zimowym płaszczem i kolejnymi warstwami ciuchów pod nim pewnie nie dało się tego stwierdzić. Teraz dezerter dokładnie mógł się przekonać zarówno o jego walorach fizycznych, jak i sile, choć w tę niewinną grę nie wkładał całej, by nie uszkodzić mężczyzny.

Uśmiechnął się pod nosem, słysząc to zdrobnienie. Chyba nikt go tak wcześniej nie nazywał. Było w tym zwrocie coś uroczego, wskazującego na bliską relację, więc nie miał nic przeciwko takiemu określeniu.

Poruszył się niespokojnie, kiedy w oddali zagrzmiało. Z wyrazem skupienia na twarzy policzył sekundy dzielące grzmot i błysk przecinający niebo jasnym błyskiem . Burza zbliżała się nieuchronnie i choć bardzo chciał dalej się przekomarzać z Ogatą, to zdał sobie sprawę z tego, że byłoby to bardzo nierozsądne. Powinni znaleźć miejsce z dala od wysokich drzew, aby bezpiecznie przeczekać załamanie pogody.

— Koń, schronienie, a potem zabawa — wymruczał niechętnie. Wstał, pociągając ze sobą Ogatę za rękę do góry. Otrzepał się niestarannie, a następnie zaczął w pośpiechu zbierać rzeczy. — Byłoby szkoda, gdyby uderzył cię piorun — dodał patrząc na Ogatę, gdy był już gotów do podążania tropem swojego kulawego rumaka.

25.09.2021

Od Vasi cd. Ogaty

Uśmiechnął się pod nosem. Prawdę mówiąc spodziewał się, że brunet przynajmniej boleśnie ugryzie go w język za taką zuchwałość. Pocałunek okazał się zaskakująco przyjemny i bez tego. Odsunął się, przyłapując się na myśli, że chciałby powtórzyć ten moment bliskości. Zastanawiały go wrażenia Ogaty. Odkąd nosił te blizny nie miał okazji się całować, a więc nie było też kogo spytać, jakie to uczucie. Pewnie nieczęsto nadarza się okazja, by doświadczyć jak delikatna, miękka tkanka wnętrza policzka nagle staje się nieregularnym, bliznowatym wspomnieniem o odniesionym urazie.

— Mówię prawdę, nigdzie się nie wybieram — odparł zdecydowanym tonem głosu. Odkąd opuścił szeregi rosyjskiej armii nie miał żadnych planów, oczywiście poza tymi związanymi z Ogatą. Skoro udało mu się go odnaleźć, nic nie stało na przeszkodzie, żeby dalej mu towarzyszyć, chyba że dezerter bardzo nie chciałby jego obecności. Póki co ich znajomość szła w ciekawym, choć dość nieoczekiwanym kierunku.

Ogata w tych zbyt dużych ciuchach wyglądał na dużo młodszego, niż był w rzeczywistości. Vasily sądził, że jest tym starszym z ich dwójki, ale i tym razem się mylił, choć różnica była nieznaczna. Podobno Japończycy długo zachowywali młodość, dzięki sposobowi odżywiania, dbania o cerę i zwyczajów przyjętych w Azji. Skóra Vasi wyglądała na opaloną, w porównaniu do bladej wręcz skóry Ogaty.

Zamrugał, wyrywając się z zamyślenia. Mężczyzna naprawdę był lekki. I diablo szybki, mimo niedawnego upojenia alkoholowego, a nawet senności. Utkwił wzrok w jego niezadowolonej minie. Nawet kiedy tak marszczył twarz wyglądał uroczo. Powoli powiódł spojrzeniem niżej, zatrzymując spojrzenie dłużej na małej dłoni, mocno zaciśniętej na jego kroczu. Westchnął cicho, wcale nie wydając się mieć coś przeciwko temu. Ostatni raz kiedy znalazł się w parterze, nie było tak miło.

— Jeśli chciałeś mnie w ten sposób ukarać, to ci się nie udało — stwierdził z satysfakcją. — Osiągnąłeś przeciwny skutek — dodał, mrużąc rozkosznie oczy. — Mogę nie nazywać cię okruszkiem, ale jesteś niski i mało ważysz, taka jest prawda. Chyba nie zaprzeczysz? — zagadnął.

Skorzystał z tej chwili rozproszenia uwagi mężczyzny, postanawiając wykorzystać ją na własną korzyść. Jedną ręką złapał go powyżej nadgarstka, a drugą za tył koszuli. Przerzucił go pod siebie bez większego wysiłku. Tym razem to Ogata mógł poczuć charakterystyczną woń derki i jej szorstką fakturę. Vasia przyjrzał mu się z satysfakcją z góry.

— Za to celności ani pomysłowości ci nie odmówię — przyznał, prostując plecy, by głęboko odetchnąć. Koszula Rosjanina w wyniku ich kotłowania podwinęła się od dołu, ukazując brzuch aż do pępka. Materiał napiął się też pod pachami, nieprzyjemnie wbijając w skórę. — Bawimy się dalej, czy idziemy szukać konia? — spytał, ponownie nachylając się nad Ogatą tylko po to, by skraść mu krótki pocałunek i zaczepnie pociągnąć zębami jego dolną wargę. Tym razem to on postanowił zagrać mężczyźnie na nosie.

20.09.2021

Od Vasi cd. Ogaty

Oczywiście, że się napalił. Ugryzł się boleśnie w język, jakby w ten sposób chciał się ukarać za naiwność. Jeszcze bardziej oczywiste wydawało się, że to tylko gra Ogaty. Może jakiegoś rodzaju sprawdzian, test silnej woli albo reakcji? Ciężko było się domyśleć, co mężczyzna miał na celu, bawiąc się jego uczuciami. Naprawdę przypominał kota, kota trącającego dla zabawy upolowaną mysz, aż się nią nie znudzi albo nie postanowi jej zjeść.

— Ał — sapnął tylko. Ten moment, gdy ból zamieniał się w przyjemne łaskotanie pod wpływem masażu sprawił, że Vasia poruszył się niespokojnie. Chcąc nie chcąc, działało to na niego pobudzająco. Nie pamiętał w jaki sposób odkrył u siebie ten fakt, ale na początku nie łączył go w żaden sposób z podnieceniem. Ćwiczył do utraty oddechu i palącego bólu mięśni przez który padał na ziemię jak długi, ciężko oddychając. Nabierał tyle powietrza ile mógł, a potem wstrzymywał oddech, póki płuca nie zaczęły alarmować organizmu o potrzebie kolejnego wdechu.

Poczuł jak rumieniec szczypie go w piegowate policzki i zaczerwienione uszy. Wstyd, za to, że dał się podpuścić, ale również wywołany tym, że przy nim tracił głowę, kompletnie zapominając o zahamowaniach. Świerzbiąca w opuszki palców frustracja kazała mu brnąć dalej, ale głos rozsądku próbował wybić mu z głowy działanie. Sam nie wiedział, którego z nich powinien posłuchać, ale ostatecznie przyciągnął Ogatę do pocałunku, ulegając tej słodkiej pokusie posmakowania jego ust, niezrażony tym, że mógł zostać za to ukarany.

— Nie odpowiedziałeś mi — zauważył cicho. — Może jeszcze nie wiesz, czego chcesz albo nie chcesz powiedzieć tego głośno, ale jeśli zmienisz zdanie, to będę w pobliżu — stwierdził. Przeciągnął się, a koszula pod wpływem nagłego ruchu podwinęła się, ukazując na krótki moment umięśniony brzuch. Poniżej, na materiale spodni dało się wychwycić zarys znaczącego wybrzuszenia, które stanowiło świadectwo tego, jak mocno działała na jego zmysły bliskość Ogaty.

— Jesteś lekki jak okruszek, właściwie mógłbym zabrać cię ze sobą — pomyślał na głos, rozpatrując tę możliwość, by nie musieć wypuszczać go z ramion ani zostawiać w lesie, w którym zaczynało powoli się ściemniać. Zostawianie podpitego mężczyzny samego w środku gęstwiny nie wydawało się dobrym pomysłem. Poza tym gdzieś głęboko w nim kiełkował strach, zupełnie nowe uczucie. Strach przed tym, że Ogata znowu mógłby się rozpłynąć jak senna mara, wciąż wymykająca mu się spomiędzy palców.

Od Vasi cd. Ogaty

Vasily i jego proste, chłopskie myślenie. Coś było dobre albo złe, ktoś był martwy albo żywy. Przez tyle lat żył w przekonaniu, że są tylko dwie strony medalu, aż trafił do Krainy, gdzie wszystko toczyło się innymi torami. Sam zaczął dostrzegać w sobie pośrednie barwy. Jednego dnia popełniał przestępstwo, a innego nadrabiał to dobrym uczynkiem. To, co w jego rodzinnym kraju stanowiło czyn zabroniony i surowo karany, tutaj ludzie zdawali się traktować z przymrużeniem oka. Chyba jeszcze nigdy w życiu nie był tak skonfundowany. No, może nie licząc sytuacji, gdy Sugimoto próbował wykrzykiwać do niego po japońsku, co odczytał zupełnie na opak przez barierę językową.

Między nim a Ogatą język nie stanowił jednak problemu. Wyglądało na to, że nawet, jeśli przeszli na rosyjski potrafili się dogadać, a co więcej akcent mężczyzny go rozczulał. Może nie powiedział tego głośno, ale był mu za to wdzięczny. Od postrzału mówił trochę niewyraźnie, a trudne zwroty sprawiały mu problem. Czuł frustrację, gdy chciał coś przekazać, ale nie mógł znaleźć odpowiednich słów lub co gorsza znał je, ale nie był w stanie wymówić. W ojczystym języku było mu łatwiej się wypowiadać.

Zmrużył oczy, jakby wyczuł w tym pytaniu pewien podstęp. Zdrobnienie jego imienia zabrzmiało jak niespodziewana pieszczota, ale chichot wskazywał raczej na pewien rodzaj gry. Próbował go sprawdzić? Nie miał zamiaru się wycofać, słowo się rzekło, nawet, jeśli wypowiedział na głos myśli, o których normalnie nie powiedziałby na głos. Pokiwał głową z przekonaniem, a parę kasztanowych kosmyków spadło pomiędzy jego jasne brwi.

— Mhm — wymruczał nisko, mimowolnie prężąc się pod wpływem dotyku Ogaty. Dobrze wiedział co zrobić, żeby zawrócić mężczyźnie w głowie i Vasia poczuł się przez to jak w pułapce, choć w cholernie przyjemnej, jak na razie. Nie zaprotestował, pozwalając mu na zabawę włosami, choć zwykle otrącał ludzi, kiedy tylko próbowali zbliżyć dłoń do jego twarzy. Zazwyczaj rzucał w takim przypadku nieprzyjemne, ostrzegawcze spojrzenie i oddalał się, ale on… on mógł robić co tylko mu się żywnie podobało. Vasia musiał to przyznać w głębi ducha. Czy tego chciał, czy nie, taka była prawda.

— Dotrzymuję słowa — stwierdził. Nie rzucał słów na wiatr, kiedy poprzysiągł sobie, że odnajdzie dezertera, choćby na końcu świata. Ta misja wydawała się niemożliwa do wykonania, a jednak. Ogata był teraz obok niego i nawet podpity zdołał wplątać go w jakąś swoją intrygę. Vasily ciągle nie mógł rozgryźć tego tajemniczego Japończyka, tym bardziej czuł zaciekawienie jego życzeniem.

Na chwilę zapomniał o spłoszonej kobyle, jakby przedmiot ich wcześniejszej rozmowy stał się nieistotny. Mimo coraz chłodniejszej temperatury, zdawał się rozpalony jak piec, choć w przeciwieństwie do Ogaty miał na sobie tylko trochę rozchełstaną koszulę. Dotyk jego dużych, silnych dłoni musiał parzyć przy zetknięciu z nagą skórą, a ta stanowiła dla niego jeszcze większą pokusę. Póki co opierał się jej, choć nie bez trudu. Wygłodniałe, zwierzęce spojrzenie błądziło po twarzy bruneta, czekając na werdykt.

Od Vasi cd. Ogaty

Czy kiedykolwiek kogoś kochał? Chyba nie znał tego uczucia. Miewał wcześniej chwile zapomnienia. Zrywy, po których zbierał rzeczy rozrzucone po pokoju i po cichu oddalał się w nieznanym nikomu kierunku. Zwykł zostawiać po sobie jedynie wspomnienia błogich westchnień i pomiętą pościel. Nie pozwalał sobie na sen u boku tej drugiej osoby, na żadne wspólne śniadania. Zero przywiązania, żadnych zobowiązań. Z chwilą, gdy przekraczał próg pomieszczenia wymazywał z pamięci twarz i imię kochanka.

Równie łatwo porzucił w zapomnienie dawne życie, twarze rodziców na jedynych ocalałych fotografiach, swoje rodowe nazwisko. Dawno przestał zastanawiać się nad rozpaczą, jaką musiała przeżywać jego babcia po dowiedzeniu się o rzekomej śmierci ostatniej bliskiej osoby, która została jej na świecie. Z jakiegoś powodu odsuwanie od siebie ludzi, którym na nim zależało przychodziło mu jak z płatka. Pewnie ten fakt źle o nim świadczył, ale nie zaprzątał sobie tym głowy.

Przyzwyczaił się do samotności, polegania wyłącznie na sobie. Uśmiechał się przy stole, stukał kieliszkami z tymi zapijaczonymi mordami ze straży granicznej i pił z nimi wódkę gryzącą niemiłosiernie w gardło, a nazajutrz niewzruszenie wsłuchiwał się w ich skowyt. Coś musiało być z nim nie tak. Miał wrażenie, że Ogata jest jedną z niewielu osób, która potrafiłaby go zrozumieć. Być może właśnie to tak go przyciągało do tego mężczyzny? Gdyby chodziło tylko o jego drapieżność, znacznie szybciej straciłby nim zainteresowanie.

Zawiesił na nim spojrzenie. Wsłuchał się w to, jak nierównomierny oddech Ogaty na chwilę ucichł. Kącik ust Vasi drgnął w czymś na kształt uśmiechu. Więc to tak musiał brzmieć wtedy w lesie tuż przed strzałem — przeszło mu przez myśl. Było w tym coś intymnego i na swój pokręcony sposób ekscytującego.

— Co zechcesz — odparł, nie zdając sobie sprawy z tego, że źrenice miał rozszerzone jak na haju. Zamrugał, jakby dopiero przypomniał sobie, że powinien to od czasu do czasu zrobić. Zwykle takie wpatrywanie się przez długi czas wprawiało ludzi w zakłopotanie, ale kiedy się skupiał czasami zapominał o tak błahych rzeczach jak ruch, mruganie czy potrzeba zaczerpnięcia oddechu. Zatracał się w jednym punkcie, aż wszystko dookoła przestawało istnieć. Tak właśnie czuł się w towarzystwie Ogaty i świadomość ta go obezwładniła, gdy odpowiedział na głos to, co pomyślał.

Poczuł jak policzek zaczyna mu płonął purpurą. Potarł go wierzchem dłoni, choć nie sądził, by ten fakt umknął mężczyźnie. Znajdowali się tak blisko siebie, że czuł ciepło jego oddechu. Przygryzł dolną wargę, odsuwając od siebie chęć pocałowania go. Jeszcze niedawno dostał od niego po łapach za niewinną chęć pomocy. Pewnie teraz potraktowałby ostrzej, choć i ta wizja była kusząca, gdyby nie fakt, że nie chciał go do siebie zrazić.

— No i nie będziesz musiał podróżować na piechotę — dodał dla zachęty. Przesunął kciukiem po bliźnie na żuchwie Ogaty, zastanawiając się nad tym jak się ich dorobil. Powoli powiódł dłonią niżej, przez szyję, aż po podstawę karku i kłujące, na krótko ogolone włoski, zatrzymując ją dopiero nisko na plecach Ogaty. Czy to właśnie w tym momencie, kiedy znajdowali się tak blisko siebie, że niemal stykali się nosami, zdał sobie sprawę ze swoich uczuć? Ta myśl spowodowała, że krew zadudniła mu w uszach. Wizja zakochania przyprawiła go o zawrót głowy. Może naprawdę oszalał? To chyba mniej by go przeraziło. Przecież miłość oznaczała słabość, a on do tej pory nie mógł sobie na nią pozwolić. Czyż jednak Kraina nie oznaczała końca wojny, a zarazem nowego początku?

19.09.2021

Od Vasi cd. Ogaty

Vasia musiał przyznać sobie w duchu, że Ogata miał co do niego słuszne przeczucie. Naprawdę było z nim coś nie tak. W jaki inny sposób wyjaśnić fakt, że pociągało go to, co zakazane, niebezpieczne i łączące się z adrenaliną? Znajome uczucie gorąca rozlewające się po ciele, gdy zaciekle walczył z Sugimoto, by ten nie przeszył go bagnetem. Własne odbicie w ostrzu broni, widok zaczerwienionej od wysiłku twarzy człowieka zmęczonego nieustającą wędrówką. Ten krótki moment przed zniknięciem pod taflą wody i wrażenie, że zaraz się utopi, przypominające mu o latach dzieciństwa, gdy został wrzucony do wody, żeby nauczył się pływać. Powstrzymywanie się resztkami silnej woli przed paniką i bezsensownym, patetycznym miotaniem się w głębokiej rzece. Ta ekscytacja, czy zdoła znaleźć rozwiązanie, czy może to tylko zabawa albo rodzaj rywalizacji, która zaraz dobiegnie końca?

W pogrywaniu ze śmiercią kryło się coś ekscytującego. Raz to on decydował o tym, czy ktoś padnie trupem, innym razem to on stawał na tej przegranej pozycji. Jak do tej pory dostawał tylko pstryczek w nos od losu. Drobne, złośliwe przypomnienie, że to jeszcze nie jego czas, że dopisał mu fart. Kiedy wyczerpie te pokłady szczęścia? Któregoś dnia pożałuje kuszenia losu, coś mu o tym mówiło, czuł to w kościach, żył w przekonaniu, że to, co stanowi największą podnietę, może jednocześnie skończyć się tragicznie.

Zdziwił się, gdy Ogata wtulił nos w zagłębienie jego szyi. Wzdłuż kręgosłupa Vasi przeszedł przyjemny dreszcz. Nie chciał tego przed sobą przyznać, ale chciał tej bliskości i potrzebował jej. Odruchowo objął mężczyznę, a potem przyciągnął go do siebie troskliwym gestem. Znad jego ramienia obserwował węża, który z sykiem popełznął w zarośla. Westchnął cicho z pewnego rodzaju ulgą, że gad nie ukąsił Ogaty. Swoją kulawą kobyłą niezbyt się przejął, prawdę mówiąc. W gęstym lesie nie powinna się oddalić tak, by nie dało się jej odnaleźć. Skarcił siebie w duchu, powinien być ostrożniejszy, ale ta chwila pozornego spokoju najwyraźniej przytępiła mu zmysły.

— Powinienem po nią pójść — wymruczał niechętnie, bo wcale nie miał ochoty wypuszczać dezertera z ramion. Choć nie umiał tego wyjaśnić, czuł się za niego odpowiedzialny. Pewnie każdy inny człowiek na jego miejscu kipiałby wściekłością za ból, który mu zadał, za blizny, które będzie nosił na twarzy do końca życia, za to, że musiał zaczynać wszystko od nowa. Vasily był mu jednak za swój sposób wdzięczny, jakkolwiek dziwne by się to nie wydawało. Pierwszy raz od dawna coś poczuł. Wcześniej jego życie było stateczne, a co za tym idzie przewidywalne i nudne. Codziennie ta sama rutyna, patrole, okazjonalnie strzelanie do przekraczających nielegalnie granicę jak do kaczek i ciągnięcie po lodzie trupów gdzieś, gdzie nie będą przyciągać wygłodniałych zwierząt.

Spotkanie Ogaty zmieniło jego życie, ale nie sądził, by była to zmiana na gorsze. Nareszcie ruszył z miejsca, mógł decydować o tym, co zrobi, gdzie się uda. Dlaczego więc nie kusiła go wizja wzbogacenia się? Dlaczego tak się zafiksował na jego punkcie? Sapnął, sfrustrowany tym, że nie potrafił odpowiedzieć sobie na to pytanie. Przypadkowo otarł swoim policzkiem pokrytym bliznami i zarostem o gładki policzek towarzysza.

— Chcesz iść ze mną…? — spytał, mając nadzieję na twierdzącą odpowiedź. Po tym jak wiele poświęcił uganiając się za nim, nie chciał odstępować Japończyka ani na krok, jak gdyby w obawie, że znów może go stracić z oczu.

15.09.2021

Od Vasi cd. Ogaty

Vasia mimowolnie parsknął śmiechem, nie zdążając w porę zapanować nad przypływem wesołości. Stwierdzenie mężczyzny go rozbawiło, ale w zasadzie miał trochę racji. Przejechał za nim tyle kilometrów, choć tak właściwie nawet nie zdradził mu jak do tej pory co miał na celu. O ile pogoń za złotem dało się w prosty sposób uzasadnić, tak podążanie za Ogatą trudno było wyjaśnić. Tak naprawdę sam do końca tego nie rozumiał, ale coś go do niego przyciągało.

— To prawda, jestem — przytaknął. Pod wpływem uśmiechu blizny na jego policzkach napięły się. Czasami uszkodzona skóra dawała o sobie znać rwącym bólem, gdy przez przypadek zbyt szeroko otworzył usta podczas jedzenia lub zrobił jakąś bardziej ekspresywną minę. Przez ten czas zdążył jednak do tego przywyknąć.

Akcent Ogaty, kiedy mówił po rosyjsku, okazał się przyjemny dla ucha. Pewnie mężczyzna nauczył się języka jeszcze służąc w japońskiej armii. Ktoś musiał robić przecież za tłumacza, a przeszkolenie do tego jednego człowieka z pewnością mijało się z celem. Gdyby zmarł, jego dywizja znowu zostałaby z niczym. To odkrycie wprawiło go w dobry nastrój, bo sam ni w ząb nie znał japońskiego. Sensu niektórych słów mógł jedynie się domyślać na podstawie tego, w jakich sytuacjach padały, jakie miny mieli ludzie, którzy je wypowiadali.

Zwrócił uwagę na to, że Ogata spochmurniał w momencie, kiedy wspomniał o Sugimoto i Asirpie. Niewiele wiedział na temat tego, w jakich okolicznościach mężczyzna odłączył się od grupy, ale wnioskował, że raczej w niewesołych, skoro nie chcieli się nad nimi rozwodzić. Asirpa zdawała się smutna jak próbował ich o to dopytać, ale taka reakcja mogła znaczyć cokolwiek. Podejrzewał, że dziewczynka zdążyła przywiązać się do Ogaty, więc jego odejście sprawiło jej przykrość.

Nawet nie zakładał, że to ona mogła stać za postrzeleniem dezertera w oko. Sugimoto też nie wspomniał o takim zdarzeniu, a przynajmniej Vasia nic takiego nie zrozumiał. Na drodze stała im jednak komunikacja. Czasami prowadziło to do nieporozumień, ale na szczęście nigdy do konfliktu. Miał okazję raz zobaczyć ogarniętego wściekłością Sugimoto i zrozumiał dzięki temu skąd wziął się jego przydomek, „nieśmiertelny”. Kiedy wpadł w szał, lepiej było nie wchodzić mu w drogę. Jeśli kogoś z tej dwójki Vasily miałby podejrzewać o zadanie tak poważnych obrażeń Ogacie, to posądziłby o nie Sugimoto, nie Asirpę.

Rosjanin popatrzył na brudne naczynia, ale machnął na nie ręką. Po zrobieniu prania i ugotowaniu posiłku stracił ochotę na zmywanie. Brudne gary mogły poczekać do jutra, nic nie powinno się im stać. Zerknął na Ogatę, który najwyraźniej podprowadził jego wierzchnie ubranie. Z przepastnej kieszeni płaszcza wystawało kilka kartek o poszarpanych brzegach. Na większości z nich znajdowały się portrety przedstawiające dezertera, inne zaś gatunki zwierząt i roślin niespotykane poza Krainą. Vasia uśmiechnął się pod nosem, ale nie zaprotestował tej drobnej kradzieży.

— Zimno ci? — zapytał, trochę leniwie zbierając rzeczy, które będą przydatne do zrobienia szałasu. Fakt, że Ogata znowu się położył, uznał za najlepszą odpowiedź na pytanie odnośnie ewentualnego ruszenia w drogę. Pewnie nazajutrz będzie mu pękać głowa, skoro tak się spił.

Na widok uśmiechu Japończyka przekręcił głowę w wyrazie zaciekawienia. Sam nie czuł się jakoś szczególnie dziwnie, może trochę błogo, ale nie powiązał tego w żaden sposób ze spożytym niedawno mięsem wydry. Obiło mu się o uszy, że to w niektórych stronach afrodyzjak, ale średnio wierzył w takie rzeczy. Czyżby jednak kryło się w tym ziarno prawdy?

Zdjął z końskiego grzbietu derkę, a następnie rzucił ją obok Ogaty. Potem usiadł na tym materiale, aby chwilę odsapnąć po jedzeniu. Korzystając z chwili odpoczynku szczelnie owinął bruneta jeszcze jednym kocem. Przez kilka sekund znajdował się tak blisko niego, że mężczyzna mógł poczuć bicie jego serca i mocny uścisk.

14.09.2021

Od Vasi cd. Ogaty

Vasily obserwował śpiącego Ogatę w zamyśleniu. Czy miał jakieś plany? Gdzie się zatrzymał i czym się zajmował? Tak wiele pytań, a tak niewiele odpowiedzi. Ten mężczyzna wciąż pozostawał dla niego jedną wielką zagadką. Przez niego powiedział podczas jednego dnia więcej, niż w ciągu jakichś dwóch tygodni, a ciągle na język przychodziły mu kolejne słowa. To było coś nowego. Przywykł do samotności i ciszy, ale w jego towarzystwie chciał mówić i dowiedzieć się o nim więcej.

Niespodziewana pobudka sprawiła, że zakrwawiona szmatka wymsknęła mu się i upadła na trawę. W ostatnim momencie odchylił się, aby nie zderzyć się z Ogatą głowami lub nie oberwać w nią karabinem. Kostki zapulsowały przez chwilę tępym bólem, gdy dostał po łapach, ale tylko się pokrętnie uśmiechnął, niezbyt zrażony taką formą kary. W zasadzie została mu słusznie wymierzona, a i tak można rzec, że jego nowy kompan okazał mu miłosierdzie. Mógł znowu pociągnąć za spust. Coś jednak go przed tym powstrzymało. Zastanawiał się co takiego.

— Niewdzięczna i nietykalska z ciebie kicia — stwierdził w swoim ojczystym języku pod nosem, ale po chwili ugryzł się w język. Było na to jednak już trochę za późno, bo dopiero po fakcie usłyszał jak Ogata bluźni po rosyjsku. Cały ten czas rozumiał co mówił i nic mu nie powiedział? Zamrugał, wpatrując się w te ciemne, bezkresne oczy, ze zmieszaniem zauważając, że przeszedł mu dreszcz po kręgosłupie.

Vasia wyprostował się i niechlujnie wytarł dłonie o spodnie po tym jak wypłukał je w czystej wodzie. Wskazał skinieniem głowy na palenisko, z nad którego unosił się aromat mięsa i ziół. Przyniósł ze sobą blaszane miski. Cały jego ekwipunek do przygotowywania jedzenia wyglądał, jakby był po przejściach. W pewnych miejscach naczynia miały wgniecenia, lekkie wyszczerbienia na rantach albo nosiły ślady zapalczywego szorowania. Podkradł je z obozu, z którego wymknął się pod osłoną nocy.

Nakładając jedzenie przypomniał sobie o tym, jak ostatni raz widział się z Sugimoto. Mógł zostać z nim, uganiać się za czymś, co wydawało mu się nieosiągalne, przywiązać do ludzi, którzy zdawali się go akceptować, ale zamiast tego porzucił ich bez słowa pożegnania. Jedynym co im po nim zostało było kilka pomiętych kartek z rysunkami za pomocą których się porozumiewali.

Podał Ogacie pełną michę i łyżkę, życząc smacznego. Nie zabrał ze sobą pałeczek, bo sam ich nie używał. Nigdy się nie nauczył nimi posługiwać, choć parę razy próbował bez większych sukcesów. Wszystkich naczyń oraz sztućców zabrał po dwie sztuki, mając na uwadze, że w drodze mogą się zniszczyć lub zgubić. Czy przewidywał, że będzie dzielił posiłek z tym japońskim dezerterem? Nie, ale to go na swój sposób cieszyło. Przygotowana przez Vasię potrawa miała wyrazisty smak, a mięso rozpływało się w ustach. Może nie był kucharzem, ale jak na polowe warunki taką improwizację należało uznać za całkiem udaną.

— Spotkałem Sugimoto i tę małą dziewczynkę — zagadnął nagle, dziwnie czując się siedząc w ciszy, mimo tego, że zwykle wcale mu to nie przeszkadzało. — Wiem, że z nimi podróżowałeś. Ten szaleniec się na mnie rzucił i próbował zadźgać bagnetem. Odpuścił na widok twojego portretu, który miałem przy sobie — wyjaśnił. — Chcieli, żebym podróżował z nimi, ale ich opuściłem. Podążyłem twoim tropem, złoto mnie nie obchodzi — mruknął, wrzucając łyżkę do swojej pustej miski. Najadł się, a przyjemne ciepło rozeszło się po jego ciele. To był pierwszy ciepły posiłek jaki spożył od paru dni.

Potarł oko, czując jak ogarnia go rozkoszne rozleniwienie. Wstał i przeciągnął się, walcząc z ochotą na ucięcie sobie poobiedniej drzemki. Na niebie dostrzegł ciemne chmury, powoli zmierzały w ich stronę. Podejrzewał, że za jakąś godzinę lub dwie może zebrać się na deszcz. Jeśli miał rację, to powinni zorganizować sobie schronienie, jeśli nie chcieli odjeżdżać od razu.

— Rozbijamy obóz, czy ruszamy w drogę? — spytał, zerkając na niego wyczekująco.

Od Vasi cd. Annushki

Według Vasi modlitwy rzadko się spełniały, niezależnie od tego, do kogo były kierowane. Z jego doświadczeń wynikało, że czcze modły mogły w jakiś sposób podbudować psychikę wierzącej osoby, może nawet w jakiś sposób motywować ją do działania. Los należało jednak brać w swoje ręce, bo wyłącznie to stanowiło gwarancję skuteczności. On chyba nigdy nie wierzył w te brednie o boskich bytach decydujących o życiu i śmierci. Jako snajper sam bawił się w pana Boga. Strzeli albo nie, a jeśli tak, to wyłącznie od niego zależy czy wyceluje w głowę, serwując szybki zgon, czy najpierw się poznęca, przestrzelając ofierze kolana, by nie mogła uciec, a potem pakując kulkę w płuca, by dostała odmy i konała w męczarniach, powoli dusząc się.

W zdecydowanej większości przypadków kiedy sięgał po broń zadawał śmiertelne obrażenia. Na wojnie liczyło się to, aby pokonać wroga, a kiedy była ich cała masa, nikt nie bawił się w półśrodki. Liczył się dobry cel, pewna ręka i czysty strzał, z miejsca zmiatający przeciwnika z powierzchni ziemi, żeby już więcej nie mógł nikomu zagrozić. Tą samą zasadą pokierował się w przypadku tego niedźwiedzia. Zaatakował, więc dostał to, na co zasłużył.

Vasily popatrzył na zwierzę, zadowolony z tego, że udało mu się pozbawić je życia w ciemnościach jednym strzałem. Ostatnio częściej polował w nocy, ale chyba jeszcze ani razu nie udało mu się położyć trupem tak dużej zwierzyny tak niewiele widząc. Niedźwiedź był wielki i agresywny, dziewczyna miała szczęście, że były żołnierz usłyszał hałasy i zdecydował się jej pomóc. Gdyby nie on, mogłoby się nie skończyć na podrapanych dłoniach czy kolanach.

Nagle podniósł wzrok na płaczącą nastolatkę. Lekko uniósł brwi, słysząc w głosie nieznajomej zbliżony akcent. Zaskoczyło go to, ponieważ pierwszy raz spotkał w Krainie kogoś, kto mógł pochodzić z jego rodzinnego kraju. W pewien sposób go to podekscytowało oraz zafascynowało. Z drugiej jednak strony poczuł odrobinę niepokoju. Jeśli w okolicy jest więcej Rosjan, to czy powinien się obawiać, że wśród nich mogą być jego dawni znajomi z wojska lub straży granicznej?

— Jak masz na imię? Pochodzisz z Rosji? — podpytał, nie kryjąc zaciekawienia. Na początku sięgnął po bagnet z zamiarem odpięcia go od broni, ale szybko zrezygnował z pomysłu skórowania zwierzaka. Jedynym źródłem światła o tej porze był księżyc, który wychynął zza gęstych chmur. Mężczyzna uniósł twarz w stronę nieba i przyjrzał się pełni. Chłodny poblask podkreślił głębokie blizny, jakimi poznaczone były jego policzki. Przypomniał sobie o tym, że nie miał zakrytej twarzy i z przez myśl przeszło mu, że mógł wyglądać bardziej przerażająco od tego niedźwiedzia.

— Ja jestem Vasily, mam niedaleko rozbity obóz — oznajmił, dostrzegając błysk sierpu. Mimowolnie uśmiechnął się na widok tej nietypowej broni. Ciemnowłosej musiał dopisywać fart, bo w trakcie upadku mogła sobie zrobić zakrzywionym ostrzem poważną krzywdę. Może jednak czuwała nad nią jakaś opatrzność?

Teraz kiedy lepiej ją widział zastanowił się też, czy nie mignęła mu już wcześniej w Huronsfield. Na pewno nie była jego klientką, ale niewykluczone, że gdzieś się minęli. Tego dnia na targu znajdowały się tłumy ludzi, nie szło spamiętać wszystkich. Zwykle zwracał uwagę na osoby z charakterystyczną urodą, a ta nieznajoma młoda kobieta zdawała się wyglądać ciekawie. Jej duże oczy i zawadiacko zadarty nosek przelane na papier mogły przyciągać wzrok.

Z oddali znowu usłyszał wycie wilków. Mógłby przysiąc, że to ta sama wataha, którą słyszał ostatnim razem, ale tym razem znajdowała się bliżej. Vasia obrócił się na pięcie, bacznie obserwując okolicę. Wymacał pojemnik z nabojami przy swoim pasku i sprawnie załadował broń. W pewnym momencie dostrzegł jednego osobnika stojącego na wystającym kamieniu. Szarobury wilk wpatrywał się w nich nieruchomo z uszami postawionymi na baczność. Mężczyzna uniósł broń i przyłożył karabin do błękitnego oka, ale tym razem nie pociągnął za spust. Zwierzę znajdowało się za daleko, więc wystrzał byłby nieskuteczny, a tym samym bezcelowy.

— Powinniśmy stąd iść — mruknął cicho, mając nadzieję, że zwierzęta są wygłodniałe i porzucą ich trop, kiedy na swojej drodze znajdą nienaruszone, wciąż ciepłe truchło niedźwiedzia. Normalnie musiałyby z nim walczyć całą grupą, a przy okazji na pewno poniosłyby straty. Lepiej było się wynosić, póki wilki znajdowały się wystarczająco daleko, by się o tym przekonać. — Niebezpiecznie jest chodzić samopas po lesie — stwierdził łamanym językiem wspólnym. — Jak się tu znalazłaś, zgubiłaś się? — zapytał, zakładając karabin przez ramię.